niedziela, 12 listopada 2017

Olej kokosowy jest zły czy dobry?

Ludziska! [uhh... spokój ducha imitacją zbroi] już starożytni mawiali...
Cóż jest trucizną? Wszystko jest trucizną i nic nie jest trucizną. Tylko dawka czyni truciznę.
O, np. taki Piołun. Jest zajebisty gdy walczymy z pasożytami, ale on jest zwyczajnie... trujący! Ziołami, podobnie jak żywnością - nie wolno się bawić.

Dlaczego olej kokosowy jest zły?

  • Olej kokosowy zawiera w swoim składzie średniołańcuchowe kwasy tłuszczowe MCT. Ale nie jest!! olejem MCT. 
  • Olej kokosowy nie zawiera w swoim składzie omega-3, których drastyczne niedobory mają Polacy. 
  • Ma najwięcej nasyconych kwasów tłuszczowych, ze wszystkich olejów roślinnych.
Dlaczego jest dobry?
  • Podnosi poziom HDL i obniża triglicerydy we krwi
  • Kwasy tłuszczowe MCT obecne w kokosie wykazują działanie: bakteriostatyczne, przeciwgrzybicze, przeciwbolowe, przeciwzapalne, antyoksydacyjne.
  • z uwagi na NKT nadaje się do obróbki termicznej gdyż nie jest podatny na utlenianie
  • Ma działanie pobudzające metabolizm
  • Wykazuje działanie hepatoprotekcyjne
Gdyby ktoś mnie zapytał jaki jest olej kokosowy, to powiedziałabym, że kozacki.
Ale ostatnim czasem w Polsce, na słowo 'modny' ludzie dostają małpiego rozumu. Nawet jeśli chodzi o jedzenie. Straszne.
To, że coś fit, trendy, bio, eko i superfood to nie znaczy, że można to wcinać bezkarnie na potęge no ludzie... wyobraźni troche.
Jest taki zawód jak dietetyk i on jest po coś.

Gdy bezmyślnie zaczniesz dokładać do swojej diety olej kokosowy - zamiast cudownie schudnąć, przytyjesz, lipidogram, też możesz sobie rozwalić.

Już chyba wszystko było modne, szał był na wszystko a ile znasz osób które schudły od zażywania cudownych supli? yy... 0?
Ja też.



czwartek, 9 listopada 2017

MORSOWANIE w ciąży!

Post oczywiście powstał na podstawie opinii znalezionych w odmętach internetu. Sama oczywiście nie posiadam doświadczenia.

Pierwsza i najważniejsza rzecz, przy morsowaniu w stanie błogosławionym to:
1. Przekonanie o słuszności podjętej decyzji
2. Zgoda i wsparcie ojca dziecka. W ciąży każdy stres jest zły. Trzeba robić to na spokojnie, bez stresu i bez 'jak coś się stanie dziecku to Twoja wina' nad uchem.

Jeżeli w trakcie wchodzenia do wody stwierdzisz, że jednak 'nie dziś' to wyjdz. Bez sensu byłoby się zmuszać. Myślę, że organizm jest mądry i jeśli czuje, że 'nie' to znaczy, że nie.

Wg. opinii kobiet morsujących w ciąży, brzuch ciążowy jest nieco chłodniejszy niż reszta ciała, podobnie po morsowaniu - dłużej się rozgrzewa. Nie spada jednak temperatura wód płodowych - gdyby tak było, dziecko stawałoby się bardziej ruchliwe/niespokojne.

Odporność noworodka to immunoglobuliny otrzymane od matki. Na chłopski rozum - im matka zdrowsza, tym zdrowszy maluch.

W 2012r w Krakowie zostały przeprowadzone badania dotyczące pozytywnego wpływu morsowania na zdrowie. Morsom pobierano krew do badań na początku oraz na zakończenie sezonu.
Co zaobserwowano?
-wzrost odkształcalności krwinek czerwonych, bez zmian w ich agregacji - dzięki temu erytrocyty lepiej dotleniają nasz organizm, czujemy się lepiej i jesteśmy sprawniejsi :)

Zagrożenia dla maluszka:
-obniżenie temperatury wód płodowych (w przypadku zbyt długiego przebywania w wodzie) badania dotyczące tego jak długo i w jakiej temperaturze 'może bezpiecznie' przebywać kobieta, nie zostały przeprowadzone i pewnie nie zostaną. Więc trzeba bardzo, bardzo dobrze znać swój organizm i przede wszystkim go słuchać.
-mało rozsądnym jest wskakiwanie do przerębla w ciąży oraz chodzenie po lodzie.
-osobiście uważam, że sensownym zachowaniem przed podjęciem morsowania w ciąży byłoby poinformowanie o tym swojego lekarza ginekologa ;-)

W Rosji morsowanie w ciąży jest/było? tradycyjnym sposobem na dodanie sobie energii i odporności w ciąży. Podobno szok termiczny pozwala pozbyć się strachu przed porodem.

Po morsowaniu w ciąży rodziły się zdrowe dzieci, które nie są chorowite. Oczywiście może to być przypadek. Ja jednak nie trafiłam na przypadek w którym maluch miał mniej niż 10pkt w skali Apgar
Kobiety morsujące podczas karmienia piersią nie odnotowały problemów w laktacją.





poniedziałek, 6 listopada 2017

Probiotyki... ginekologiczne!

Czy wiesz, że...
w 96r p.n.e zalecano spożywanie fermentowanych napojów mlecznych w dolegliwościach trawiennych oraz W TRAKCIE POWROTU DO ZDROWIA/REKONWALESCENCJI.

Czy wiesz, że...
biorąc antybiotyk doustnie powinnaś [zakładam, że zwracam się do kobiet] jednocześnie przyjmować zarówno probiotyk doustny jak i dopochwowy?

Czy wiesz, że w przypadku infekcji układu moczowo-płciowego również najlepiej brać oba probiotyki?

Nawracające infekcje układu moczowo-płciowego są u kobiet mega popularne [są też kobiety które nie mają pojęcia o czym teraz mówię, szczęściary!] i są najczęstszą przyczyną wizyt w gabinetach ginekologicznych. Mają charakter nawracający, my mamy infekcję, idziemy po antybiotyk, na chwilę pomaga, za 28dni (krwawienie obniża ilość Lactobacillusów) witamy kolejną infekcję, znów antybiotyk ...i tak dalej, aż całkowicie wyjałowimy swoją  florę bakteryjną.

A można zwyczajnie brać probiotyki.
Bakterie kwasu mlekowego (obecne w zdrowej pochwie/probiotyku) wytwarzają bakteriocyny (coś w stylu pozytywnych antybiotyków) oraz nadtlenek wodoru, który działa niszcząco na patogeny. Kolonizują również nabłonek pochwy - blokują miejsca przylegania komórkom patogennym. Konkurują o glikogen z patogenami (tym samym je eliminując).
Dzięki wytwarzaniu inhibitorów proteaz, hamują również rozwój Candidy

Bierzmy probiotyki.
Cieszmy się jeziorami, morzami, zalewami, basenami i saunami.
;-)










Źródło:
-foodforum 5(21)/17
-notatki z mikrobioty



piątek, 20 października 2017

Nie chcesz się uczyć?! To jesteś zwykłą ciotą a nie wielkim kozakiem!

Jest wielu ludzi którym zazdroszczę.
Są to ludzie szczęśliwi, mający pasję, piękni, wysportowani o nienagannym uśmiechu, często zajmujący wysokie stanowiska i postrzegani jako 'ważni', no i... mądrzy.

Prawda jest taka, że nie zazdroszczę żadnemu z moich rówieśników tego, że w szkole byli wielkimi kozakami i skończyli edukację na gimbazie, bo przecież w szkole średniej trzeba było lekcje odrobić czy ogarnąć materiał na sprawdzian. Chociaż kiedyś było wielkie woooow i zazdro, to życie zweryfikowało, co tak naprawdę jest dobrym wyborem.
Po co się uczyć, skoro można wychylić browara pod sklepem [?]
Tylko, że on dalej stoi pod tym sklepem, z tą różnicą, że teraz o poratowanie na browara prosi tego który wtedy się zmuszał, do tych cholernych prac domowych i wczesnego wstawania.
Też nie lubię się do czegokolwiek zmuszać. Ale tylko zmuszając się można coś w życiu osiągnąć. Na szczęście jest z tej sytuacji wyjście - wystarczy sobie wmówić, że nam się cholernie chce!
Zobacz, najpierw rodzice zmuszali Cię do tego, żebyś zaczął chodzić - bo ile można było pchać tą cholerną nieporęczną spacerówkę.
Potem zmuszali Cię, abyś chodził do szkoły. Zmuszali żebyś się uczył. Kto przełączył sobie kod z 'muszę' na 'chcę' jest dzisiaj wykształcony i ma w życiu trochę lepiej. Kto znalazł sobie jakąś 'debilną' wymówkę aby się nie uczyć - jest zgorzkniałym, zakompleksionym, nienawistnym mendasem żywcem wyjętym z utworów Wojtka Sokoła. [wiecie ile razy spotykam się z agresją w moją stronę, tylko dlatego, że sobie od kilku dobrych lat studiuję? No jak to?! Przecież powinnam się zaharowywać! Oni się już dorabiają a ja co?! A ja nie mam nic! To straszne, ale to mój problem. Tak, oczywiście za 10lat spotkamy się gdzieś tam i ja na bank będę żałować, tak, tak, tak. Pozwolę jednak czasowi zweryfikować]

Chce mi się.
Żartuje. Mi też się nie chce. Więc już nawet ze sobą nie dyskutuję bo jeszcze sama siebie przekonam, że i tak 'ch*j z tym wszystkim, żyję w Polsce i będę bezrobotna.



*Pójście na gównokierunek studiów tylko dlatego by wieść piękny żywot studenta któremu rodzice wszystko zapewnią a następnie narzekanie na politykę kraju i wszechobecne bezrobocie to też jest wyjście dla ciot.

Życie może być przyjemne tylko i wyłącznie jeżeli zakodujemy sobie nasze obowiązki jako przyjemności. W innym wypadku musimy pchać swój kamień Syzyfa na góre, aby było nam troszkę lepiej. No przyznaj praca za biurkiem nie jest tak męcząca jak praca na kasie w markecie.

Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę z tego, że każdy człowiek na poważnym stanowisku zanim doszedł do swojego 'punktu', każdego jednego dnia robił to, co musiał. Gdy miał ochotę robił to z przyjemnością, gdy nie miał ochoty to się zmuszał. Nie patrzył na to, że znajomi idą się rozerwać, zjeść kolację, spędzą weekend w spa czy może spędzą cały dzień na zakupach. Robił to c o m u s i a ł. W głowie miał jakaś wizję i to za nią podążał.
[w tym momencie wszyscy którzy mieli 'surowych rodziców' dziękują za te wielokrotne 'TY NIE JESTEŚ WSZYSCY'. Kiedyś się buntowałam, walczyłam, oszukiwałam i oczywiście stawiałam na swoim... czasem. Teraz zaczynam to doceniać.]


Pracujesz, studiujesz a na weekendzie balujesz 3 dni. Myślisz, że jesteś ambitny i wspaniale zarządzasz czasem? Nie, nie jesteś. Miałeś 3 dni wolnego i straciłeś tylko czas w beznadziejnie bezproduktywny sposób. A każda jedna zarwana noc to mega obciążenie dla Twojego organizmu. Wiesz, że niekiedy w sportach walki, zwłaszcza w początkach kariery, sam zainteresowany musi niestety ale zrezygnować z pracy (najczęsciej pracuje w nocy, stojąc na bramce) bo inaczej dietetyk nie jest w stanie doprowadzić do homeostazy w jego ustroju?

Nauka, studia, ch*j wie jakie papiery i cała reszta i tak nie są nic warte w czasach gdy najwięcej zarabiają Ci, którzy zamiast iść na studia, wpadli na zaj*bisty pomysł i otworzyli swój biznes. Zgoda. Ale jeżeli Ty nie jesteś 'aż tak' kreatywny jak oni, musisz poćwiczyć swój umysł i się czegoś pouczyć, nawet 'zapychaczy'. A skoro dalej upierasz się przy tym, że dana osoba nic sobą nie reprezentuje to wejdź w jej buty i przejdz jej drogę. Może okazać się, że choć w szkole orłem nie była, to pracuje od gimnazjum i ma życiową mądrość na wyższym poziomie niż niejeden wielce wyuczony.

Możesz nie być zdolny, ale nie możesz być leniwy. Wyjątkiem jest tylko sytuacja w której jesteś z majętnej rodziny. Choć uważać to za swój jedyny talent - trochę słabo.
Tak, nawet jeżeli jesteś naprawdę przepiękną kobietą - nie możesz być leniwa. Musisz umieć to i tamto. Nikt się z mało reprezentacyjną kobietą na salonach nie pokaże. Ot i przykra prawda.

Ja wiem, że masz milion wymówek. Myślisz, że ja nie mam? Też jestem w tym mistrzem i powinnam dostać za to medal. Ale przynajmniej staram się nie mówić o tym głośno... :-D Całe życie byłam leniwa, nawet do sklepu po bułki mi się wyjść nie chciało. Gdybym mogła to całymi dniami czytałabym książki, no jeszcze bym się raczyła wykąpać, ale już za nic nie zmusiłabym się do zrobienia mejkapu.

Rusz głowę, nie bądź ciotą.
Wstań i zmuś się.

Chcesz wiedzieć, czy jesteś ambitny? A słyszałeś to kiedyś od kogoś? Ktoś Ci powiedział, że jesteś dla niego wzorem? Nie?
TO NIE JESTEŚ.
Koniec.

* Przypominam, że ja jestem odpowiedzialna za to co napisałam, nie za to co ktoś zrozumiał. I ja nie hejtuję i nie oceniam. A nie wróć, oceniam tych którzy mnie oceniają.
Ten post powstał w celu otwarcia oczu i zmotywowania, również mojej leniwej osoby.

czwartek, 19 października 2017

ZALETY Marihuany!!

Zalety!
Wspaniały olej CBD! Oczywiście pozbawiony THC, więc do stosowania dla małych, dużych, średnich, starych, młodych, całkiem młodziutkich...

Wpływa natomiast na receptory kannabinoidowe typu 1 - cb1, cb2 - ZNAJDUJĄ SIĘ MIN. W JELITACH!

Stosowany jest ze świetnym skutkiem w leczeniu padaczki, nowotworów oraz neuropatii typu stwardnienie rozsiane - uśmierza bóle, zwiększa relaksację mięśni.
Znosi bóle migrenowe, reumatyczne, pooperacyjne (a nas w szpitalach i tak częstują Morfinką)
Pobudza również apetyt - świetny dla pacjentów wyniszczonych chemioterapią.
Przyczynia się też do regenerowania nieszczelności w jelitach.
Wpływa na pracę hormonów, zwiększa ilość pregnenolonu - PCOS, Endometrioza? Jeszcze nie testowałam na sobie, ale wszystko przede mną! :)

Z minusów jeśli chodzi o olej to jego cholerna cena, która w Polsce jest moim zdaniem... kosmiczna :( a cierpią na tym niestety pacjenci :(



środa, 18 października 2017

Wady stosowania Mariuhuany

HG

^^ Zrobiło się klimatycznie...
Ale czas spoważnieć.
Niestety ale palenie Marihuany ma same... wady!
[ smutny to jest dzień ]

Palenie to jednak palenie i jak każde inne prowadzi do zatrucia kadmem oraz powstawania wolnych rodników tlenowych - obojętnie co palisz, starzejesz się szybciej.

Marihuana wpływa również na zmiany w naszych neuroprzekaźnikach.
Zmniejsza ilość GABA - ktory przyspiesza procesy anaboliczne i regenerację w mięśniach.
Przyczynia się do skurczenia hipokampu - skurczony hipokamp grozi zachowaniami niestosownymi do sytuacji...
Wpływa na Ciała Migdałowate związane z lękiem i odczuwaniem stresu/zachowaniem w sytuacjach stresowych
Zwiększa również dystans między synapsami - czujemy się bardziej wyluzowani, jednak paląc często i rozszerzając, rozszerzając... doprowadzamy do sytuacji gdzie 'musimy' produkować więcej neuroprzekaźników. Z kolei nadprodukcja neuroprzekaźników i chwilowe zaprzestanie palenia może wiązać się z 'halucynacjami' => przestymulowaniem neuroprzekaźników.

Ale na to i tak nie ma reguły. Każdy reaguje inaczej. Związane jest to z genami, neuroprzekaźnikami i enzymami które je rozkładają. Więc ciężko powiedzieć jak kto i na co zareaguje.

Uwaga!
Wyjątkiem jest sytuacja gdy ktoś pali się 'raz na jakiś czas' wtedy serio podbija sobie dopaminę!

ale!
W sytuacji gdy palisz co dzień/co 2 dzień masz docelowo zmniejszoną ilość dopaminy, zwłaszcza w ośrodkach odpowiadających za pamięc i koncentrację.
Każdy zna kogoś kto dużo pali i niekiedy się zawiesza...



Pozdrawiam Was z kawy z ziomkami - wschodzącymi gwiazdami Polskiej dietetyki. 2 czarne i 2 blond!

środa, 27 września 2017

Jak będąc za granicą mówisz o Polsce? Czyli Polak o Polsce 'ale tam nic nie ma'.

Nawet nie zdajecie sobie sprawy ile razy podczas tych wakacji słyszałam, że mówię takim pięknym, śpiewnym, melodyjnym, latynoskim [?] językiem.

Nigdy nie pomyślałam, że nasz Polski język może być ładny. 

Nigdy nie myślałam, że 'przeciętnej urody Polka' może uchodzić za prawdziwą 'piękność' za granicą. Nigdy nawet nie uważałam Polek za urodziwe. Przecież większość z nas ma nijakie szare lub niebieskie oczy, nijakie mysie włosy, nijaki kształt oka, nosy jak ziemniaczki, niewielkie usta i mało regularne rysy twarzy.
A jednak.

Na świecie utrzymuje się stereotyp Polaka, który przyjechał z komunistycznego kraju, w którym nic nie ma [ani morza ani gór, skoro jeździmy na wakacje za granicę]. Jest zimno. Ludzie są niewykształceni i pracują za śmieszne stawki. Dużo też pijemy i przeklinamy.

Szkoda, że ludzie za granicą nie pomyślą, że ich przekonanie o Polsce wynika z ich braków w wykształceniu. 
Bywają 'typowi Polacy za granicą'. Ale to nie jest wielki odsetek. 

Będąc we Włoskich Dolomitach, poznałam kilka kobiet [dodam, że pięknych] których jedno z dziadków było pochodzenia Polskiego i osoby te wiedziały, że Polska jest bardzo ładna - bo odwiedziły ją w dzieciństwie. Mówiły, że planują jeszcze kiedyś tam pojechać i być może nauczyć się więcej niż 'dzień dobry'. 

Cholewa, zaczęłam się zastanawiać, dlaczego w zasadzie my tak jaramy się krajami znajdującymi się w innej szerokości geograficznej niż nasza, a do nas raczej nikt na wakacje nie przyjeżdża? Dlaczego my nie mówimy za granicą o tym jak u nas jest pięknie?! Dlaczego uważamy, że u nas 'nic nie ma'?
Dlaczego Włosi jeżdżą na wakacje do Włoch? Gdy zapytasz Włocha jaka jest Italia, odpowie bez zastanowienia, że piękna. Włoch gdy tylko zauważy, że kaleczysz jego język podejdzie i zapyta skąd jesteś i czy Ci się tu podoba. Wielokrotnie byłam pytana... dlaczego nie przeprowadzę się tu na stałe?! Dla nich dziwnym jest to, że ktoś może nie chcieć tam żyć. 
Dlaczego my nie mamy takiej pewności siebie odnośnie naszego kraju?
Czy my mamy jakiś kompleks Polskości?

Przecież mamy mega 'piękną' historię naszego kraju. Zamki. Lasy które rosną 'jak chcą', pałace i dworki, kościoły. Morze nad którym słońce wschodzi i zachodzi - tak, też uważałam to za zupełnie oczywiste... ale to wcale nie jest takie oczywiste, to nasze morze jest wyjątkowe. Tatry. Bieszczady, których jezioro Solińskie może i zupełnie różne niż jezioro Garda - ma swój mega unikatowy klimat i urodą co prawda inną, ale powala. Mazury! Wrocław. którym możemy się poszczycić. 4 pory roku. Dla nas tak oczywiste a dla mieszkańców innych części świata totalnie abstrakcyjne. Śnieg w zimie. Nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, że spora część ludzi na świecie nigdy nie zobaczyła śniegu. Chmielaki, Dożynki i inne! Jedzenie regionalne! ahh... goloneczka!
Taniutkie podroby! To co w wielu krajach jest prawdziwym rarytasem u nas to zwykły odpad w śmiesznej cenie! Mega dużo gatunków jabłek! Roztocze! Kapliczki przy drodze! Polskie wesela! Tak, te imprezy wśród obcokrajowców w nich uczestniczących odbijają się prawdziwym echem jako coś zupełnie niezwykłego i szalonego! Gwary! Uczonych którzy przyłożyli rękę do postępu cywilizacji! Pizze z ketchupem! Gramatykę i ortografię :-D Pierogi! I miliony ich rodzajów. Stroje ludowe. Posługujemy się min. 1 językiem obcym! Bierzemy śluby w młodym wieku i szybko wyprowadzamy się od rodziców - dla Włochów gdzie średnia wieku w którym zmienia się stan cywilny to jakieś hmm... 35-40lat? To jakaś totalna abstrakcja i obraza dla rodziny!

Kobiety!
Mamy też piękne, wykształcone, pracowite kobiety! Serio. Dla nas to takie zwyczajne, że kobieta się uczy, pracuje, zajmuje domem i umie jeszcze ściany pomalować.

no i Rap. Serio.
[tak, wiele razy słyszałam, że nie pasuję do muzyki której słucham... ale wiecie jak to jest... w sercu mym <3 ulica! :P]

Jakoś inaczej popatrzyłam na swój kraj i język. Nawet na to co mnie w nich irytuje. Już nigdy nie powiem, że w Polsce przecież 'nic nie ma'. Bo jest. To samo, co w krajach które odwiedziłam. Po prostu dla mnie, to było takie 'oczywiste' ;-)
Mówmy o sobie dobrze, nikt inny za nas tego nie zrobi! A myślę, że mamy tak wspaniały kraj, że warto tu przyjeżdżać. Inwestować. Wydawać.