wtorek, 19 września 2017

Dieta przy endometriozie.

Endometrioza z dietą jest związana niczym tlen z wodorem.

Co jeść a czego nie jeść, dlaczego przez endometriozę jestem gruba? [serio? przez endo?], dlaczego mam ciąglę anemię? Dlaczego mam depresję? Dlaczego jestem osłabiona? Dlaczego nie mam siły i chęci wstać z łóżka? Dlaczego wszystko mnie boli? Dlaczego miesiączka trwa u mnie 14dni? Dlaczego mam ciągłe mdłości? Dlaczego jest mi zimno? Dlaczego mam migreny i światłowstręt?
Dlaczego, dlaczego, dlaczego do jasnej cholery to ja muszę być tą 10?!

Można 'normalnie' funkcjonować mając endometriozę. Można. Ale prawda jest taka, że trzeba jej podporządkować całe swoje życie. A nie oszukujmy się, łatwiej jest brać tabletki i zganiać na chorobę wszystkie swoje niepowodzenia.

Jaka dieta jest więc najlepsza?
Przeciwzapalna!
Najlepiej wyeliminować całą żywność przetworzoną i wszystko na co mamy nietolerancje no i chyba oczywiste, że również prozapalne tłuszcze trans, alkohol i żywność modyfikowaną.
Niestety ale i kawę - pobudza endometrium do wzrostu.

Co warto jeść?
  • Zielone warzywa!
  • Owoce - ale tutaj bym uważała, aby nie obciążyć wątroby, która przy endo i tak nie działa rewelacyjnie
  • Kasze! 
  • Przeciwzapalne przyprawy: Kurkuma, imbir, czosnek, cebulka, bazylia, chili, rozmaryn, tymianek, cynamon, oregano i czarnuszka.
  • Suplementy: Selen - w badaniu na krowach, krowy którym gospodarz nie suplementował Se - chorowały! Omega-3, EPA, DHA wiadomo - przeciwzapalne, wit. D. Witaminy z gr B, C, E, Magnez.
  • Tłuste ryby morskie
  • Pij bardzo, bardzo dużo wody. Ja dużo gorzej znoszę miesiączkę gdy piję mniej niż 2l samej wody. Boli dużo bardziej (dużo to dla mnie wtedy gdy nie mogę nic robić, nawet leżeć) i trwa dłużej. Nawet ponad 10dni.
Styl życia
  • Nie stresuj się. Wiem, że łatwo powiedzieć. Ale jesteś jedyną osobą odpowiedzialną za Twoje zdrowie i co z tym zrobisz to już Twoja sprawa.
  • Wysypiaj się - niedosypianie to również stres!
  • Bądz aktywna. Uprawiaj sport, najlepiej na łonie natury! Zrelaksujesz się, schudniesz [obniżysz tym samym poziom estrogenów], dotlenisz i nie dopuścisz do powstawania zrostów.
  • Zacznij się odżywiać a nie tylko jeść. To, że zjadłeś mega zdrowy posiłek, nie znaczy, że czerpałeś z niego składniki. Być może wszystko przeleciało przez Twój przewód pokarmowy, więc zadbaj o jego dobrą kondycję od początku, do końca ;-) kondycja jelit przy endometriozie jest mega ważna. W zasadzie istnieje przypuszczenie, że endo jest jedynie skutkiem chorego układu pokarmowego.
  • Kontroluj parametry krwi nie rzadziej niż raz na 3 miesiące.
Kontroluj wyniki tarczycy, bo endo często wiąże się z niedoczynnością. 

I pamiętaj, że niekiedy nawet 100% trzymanie się założeń powoduje, że przychodzą te gorsze dni. Trudno. Choroba jest bolesna jak jasna cholera, ale nie omija nikogo. Chorują celebrytki, choruję ja - a podobno zawsze jestem pozytywna i mam dobry humor. Nie zawsze, serio ;-D

Psychosomatyka mówi o endometriozie jako o chorobie kobiet sukcesu. Które mają dużo męskiej energii. Walczą o swoje. Można powiedzieć, że nam wszystkim - przysłodziła pojawiając się!!

Nie napiszę nikomu, że należy się z nią pogodzić. Osobiście uważam, że nie da się pogodzić z czymś co potrafi powodować, że nie masz siły wstać z łóżka bo boli Cię wszystko od brzucha po kolana. Zabiera Ci chęci do życia i nie da się 'wyleczyć'. A jak nie można sie z czymś pogodzić, to trzeba zneutralizować przeciwnika!




Pozdrawiam Was z podróży i wakacji pod palmami.




środa, 13 września 2017

Tyle jesteś wart. ile myślą o Tobie inni.

Twoi rodzice piją a Ty wyróżniasz się na tle innych dzieci w Twojej klasy. Niestety nie w ten sposób w jaki byś chciał. Rzuca się w oczy jedynie znoszony plecak po 5 starszego rodzeństwa, brak kanapki w bocznej kieszonce i nieodrobione lekcje. Może nawet byś odrobił, ale mama nie kupiła ci kątomierza.

W szkole jesteś znany jako rozrabiaka i nieuk. Bo lepiej być znanym jako chuligan niż zupełnie anonimowym. Jednym z wielu dzieci na Twojej dzielnicy. Poza tym, dryblasy sąsiadów się Ciebie boją! Możesz dzięki temu chronić młodszą siostrę.

Pewnego dnia zmienia się nauczycielka historii. 'Młoda i głupia', postawiła Ci jedynkę na półrocze, naiwna facetka która myśli, że zmotywuje Cię do nauki. Choć byś chciał, to i tak nie masz książki. Zresztą na co, komu to potrzebne. Ważniejszą umiejętnością w Twoim świecie jest zakoszenie drobnych z plecaka 'bogatym' dzieciakom ze szkoły. Historia nie pomoże Ci przetrwać. 
Facetka jest tak głupia, że zamiast postawić Ci kosę na koniec roku, pozwolić powtórzyć klasę (nie pierwszy zresztą raz) postanawia wezwać matkę. Naiwna nie wie, że ona zalana do szkoły nie przyjdzie, wstanie na wieczór i znów się napije ale Ty jej przecież nie powiesz o co chodzi. Wzywa ją po raz drugi, mówisz, że mama pracuje na dwa etaty i nie ma kiedy przyjść. 'Głupia' Pani od historii zaczyna podejrzewać, że coś jest nie tak i mimo, iż nazwałeś ją przy klasie 'idiotką która może Ci naskoczyć' po końcu lekcji prosi abyś został. Zostajesz bo pewnie chce Ci wpisać kolejną idiotyczną uwagę, którą sam sobie podpiszesz.

Coś się jednak zaczyna dziać.

Nauczycielka mówi Ci, że jesteś zdolny i widzi w Tobie potencjał, pożycza Ci swoją książkę i mówi, że naprawdę szkoda marnować kolejny rok w tej samej klasie bo stać Ciebie na więcej. Mówi, że słyszała, że byłeś najlepszy na międzyszkolnych zawodach sportowych (wtedy jeszcze przynajmniej ojciec nie przepijał wszystkiego i dawał Ci te pare groszy na opłacenie zajęć dodatkowych). Mówi, że to świetnie bo przecież rozwój intelektualny z fizycznym współgrają. Możesz starać się o stypendium sportowe i nawet iść na studia, znajdą się fundusze. Mówi, że nie rozumie dlaczego robisz z siebie głupiego, przecież nauczyciele ani współuczniowie wiedzą, że taki nie jesteś. 
Ona gada i gada. Ty słuchasz. Jakoś tak Ci się troche lepiej robi. Bierzesz tą książkę, raz kozie śmierć.
Czytasz w domu, nawet to ciekawe, troche się wkręcasz. W efekcie z tej cholernej historii poprawiasz wszystkie oceny i na koniec masz 4. To jedyny taki przedmiot. Ale wiesz, że jesteś dobry. W wakacje idziesz pracować w sadzie, za zarobione pieniądze we wrześniu kupujesz używane podręczniki. Uczysz się i serio masz na to zajawkę. W efekcie Kończysz zawodówkę z wysoką średnią.

Poszedłeś dalej. Była praca, zaoczne LO dla dorosłych. Awans. Studia zaoczne. Jesteś właścicielem swojej firmy. Dobrze zarabiasz. Na płatne praktyki bierzesz tylko tych 'najgorszych' uczniów z zawodówki którą skończyłeś. I tym razem to Ty w nich wierzysz. BO KIEDYŚ KTOŚ UWIERZYŁ W CIEBIE.

To efekt aureoli.
Ta nauczycielka w gimbazie przepisała Ci takie dobre cechy, tak przekonująco, że sam w nie uwierzyłeś i taki też się stałeś.

Nie musisz być mądry, zdolny, piękny, pracowity. Przekonaj ludzi, że taki jesteś a gdy Ci uwierzą - taki się staniesz.
Czasem żeby być najlepszym, wystarczy uwierzyć - że jesteś.




czwartek, 7 września 2017

Jak ja bym zreformowała szkolnictwo!

Wszyscy teraz w śmiech, cóż ja mogę na temat szkolnictwa powiedzieć.
Śmieję się i ja, bo nie mam nic do powiedzenia. Mówić mogę, ale po co, nie jest ministrem, brak mi autorytetu. Ale mam bloga więc mogę pisać co zechcę.

A jako, że uczęszczałam do hmm... chyba 5 szkół w Polsce
[  1 - podstawowa i gimbaza
   2,3 - LO
   4,5 - Uczelnie Wyższe  ]
...to uważam, że coś na ten temat mogę już powiedzieć. Tym bardziej, że zawsze lubiłam oglądać filmy albo czytać babskie książki o dziewczynkach chodzących do szkoły w innych krajach.
Otóż.

Pierwszą rzeczą którą powinno się, a się nie robi - jest nauka 'uczenia się' !! Gdy ja przyszłam do szkoły, już od razu było coś tam do nauczenia się, a nikt nie powiedział nam jak to zrobić. Gdzieś tam wyżej w Szkole Podstawowej były już jakieś wzmianki o tym jak powinno się uczyć, jakieś mapy myśli, kolorowe długopisy blabla. Co z tego, skoro znaczna część dzieciaków nie wiedząc tego wcześniej uznała się za GŁUPIE i takie którym już w życiu z nauką się nie powiedzie. Śmieszne prawda? To spróbujcie powiedzieć to dziecku.
Ja dopiero na studiach doszłam to genialnego wniosku, że nauczyć się można wszystkiego. Nawet cyklu Krebsa i łacińskich nazw pasożytów. Kochani, ja się nawet nauczyłam schematu produkcji piwa!

Więc Drogi Rodzicu, zanim nazwiesz swoje dziecko głupim - 'patrz Jessica sąsiadów spod 2 ma same 5!' Uświadom sobie, że to Ty jesteś głupi, idz po rozum do głowy i popracuj ze swoim dzieckiem nad szukaniem dobrej dla niego metody nauki. Może okazać się, że zapamiętuje daty najlepiej po treningu pływania, a może najlepiej mu się uczy przy cichutkiej muzyce, a może woli mapy myśli, a może setki karteczek z zasadami ortorgaficznymi poprzyklejanymi po pokoju? [u mnie działało, zasady znam, tylko nie umiem korzystać :-D] kolorowe długopisy, zakreślacze, kredki, naklejki, cokolwiek. Nie ważny jest sposób, ważne jest to, że musi działać.
Musi. Bo nie ma dzieci głupich, są tylko takie które nie potrafią się uczyć.
Ale skąd mają umieć skoro nie zostały nauczone. Jest niewielki odsetek dzieci ambitnych, one same do tego dojdą z czasem. Ale nie wszystkie.
Sekretem uczenia się, jest uczenie się. Metodą prób i błędów.

I wcale nie jest tak, że dzieci uczą się szybciej niż dorośli. Dzieci mają zwyczajnie do tego c i e r p l i w o ś ć. Nie tak dawno przecież, ucząc się chodzić raz za razem rozbijały kolana. Dorośli nie chcą się uczyć, nie chcą się rozwijać, nie chcą robić nowych rzeczy. Mam nadzieję, że opatrzność uchroni mnie przed byciem takim 'dorosłym'.
Swoją drogą, ostatnio zastanawiałam się, kiedy to się stało, że nauczyłam się tak świetnie chodzić - że już się nie przewracam. Przecież pamiętam doskonale pół dzieciństwa z płaczem pod blokiem nad rozbitym kolanem i czekanie aż któreś z rodziców zejdzie z wodą utlenioną i opatrunkiem. Największy płacz był ze strachu przed tą wodą utlenioną, to tak piekło!!!

Za kilka lat będziesz się zastanawiał, czy Twoje dziecko lubi się uczyć - bo umie, czy umie - bo lubi.
Ja umiem się uczyć szybko, ale ciężko idzie mi zmuszanie do nauki rzeczy które nie będą mi potrzebne - szkoda mi wówczas czasu i 'miejsca w głowie'. Zresztą, nauczyłam się czegoś od Sherlocka Holmesa - wyrzucam z głowy informacje zbędne.

Mówi się, że aby zostać w czymś mistrzem, należy to robić przez 10tys godzin. Więc... aby zostać mistrzem w języku angielskim - karzesz dziecku uczyć się angielskich słówek przez 10tys godzin? Pomysł genialny i prosty. Ale wówczas stanie się ono mistrzem w nauce słówek a nie posługiwania się językiem obcym.
Jeżeli będziesz zmuszał dziecko do nauki, przez wiele godzin - stanie się ekspertem od szybkiej i owocnej nauki. Naucz dziecko wykorzystywać swoje umiejętności. Albo rzucaj je na głęboką wodę - jestem chodzącym przykładem takiego wychowania i w sumie... to jestem zadowolona.

Chodziłeś w Polsce na lekcje fizyki, biologii, chemii... Więc wiesz w jaki sposób nawet najciekawszą lekcję i najbardziej interesujący przedmiot można spie*dolić w szkole. O ludzie... ile ja sobie obiecywałam po pierwszych zajęciach z chemii czy fizy! Już czułam się naukowcem! A zapamiętałam jedynie pocieranie laski ebonitowej i szklanej. Sama w domu czytałam opisy doświadczeń i próbowałam je sobie wyobrazić. Jeśli chodzi o fizykę, to byłam mistrzem w rozwiązywaniu zadań. I przekształcaniu wzorów. A do jasnej cholewy, fizyka jest przecież taka ciekawa!

WF. Wiecie jak wyglądają zajęcia z wf w USA? Wiecie, że uczniak musi chodzić na zajęcia codziennie - przecież aktywność fizyczna wpiera działanie mózgu! Pomaga w nauce! Jasne!! Ale on tam wybiera sobie swoją aktywność! Czy to pilates, czy joga, może chce być cipliderką!

Matematyka. Nie lubiłam. Zawsze się nudziłam. Potegowania do 3 potęgi nauczyłam się na pamięć do jakiejś tam liczby i szybko ogarniałam resztę. Dwie nauczycielki matematyki wspominam dobrze. Umiały nauczyć nawet chłopaków, którzy z matmą mieli problemy, fakt, że trochę terrorem. Ale działało. Do dziś gdy się nudzę, liczę sobie deltę.

Historia. Miałam kiedyś w podstawówce fajną nauczycielkę. Przynosiła nam dodatkowe materiały, wymyślała fajowe zadania domowe. Chciało się je odrabiać. Była kreatywna. Lubiłam historię. A potem nuuuda...

Sztuka!
Nigdy nie lubiłam 'plastyki' bo zawsze miałam 5. Nie ma nic złego w 5, ale większość dziewczynek była utalenowana i miała 6. Ja nie byłam i nie miałam. A mi się było ciężko pogodzić z porażką... Aż... pewnego dnia, przyszła inna, młoda Pani :) I ta Pani mówiła mi, że super maluję i mam super pomysły i stawiała mi 6. Chodziłam na kółko do 'tej Pani' i malowałam jak szalona, to co trzeba, prace na kółko i jeszcze dodatkowe! Uczyłam się też o artystach epoki! Bo Pani odpytywała zanim postawiła 6 na koniec roku! O ludzie! Ile ja mogę mówić o twórcach Renesansu! Gdybyście zobaczyli mine mojej mamy jak zwiedzałyśmy Rzym a ja nadawałam! Ta wiedza przydała mi się jeszcze nie raz, na lekcjach Polskiego. No i co tu dużo mówić, ta 'Pani' dodała mi dużo wiary w moje możliwości, to dzięki niej miałam odwagę zarwać nockę aby narysować mapę wyprawy Prometeusza i przygotować wystąpienie które opowiedziałam klasie. To była praca dla chętnych. Dostałam wtedy 6. Było warto. I to było super. Jeśli chodzi o nauczycielki Polskiego to w zasadzie zawsze dobrze trafiałam. Były kreatywne i potrafiły zaciekawić. No i przymykały oko na moją ortografię ;-D
Wtedy, ta 'nowa Pani' nauczyła mnie, że nie muszę być zdolna, wystarczy, że będę kreatywna.
Pamiętam, jak kiedyś rysowałam jakąś kobietę w sukience, która robiła coś ze słomy. Rysowałam ją na wzór obrazu z książki, pamiętam, że nawet ładnie mi wyszło. Serio. Można coś tam wypracować ;-)

Czasem jest tak, że bardzo lubimy nauczyciela a jego przedmiot nam wcale nie podchodzi. Tak miałam z Francuskim. Naprawdę, początkowo chciałam się go nauczyć. Strasznie jarałam się Francją! Po roku nauki tego języka moim marzeniem było zwiedzić ten kraj. I udało się. Ale z nauką języka było ciężko, ten akcent... trudno, Francję zawsze będę lubić ;-D a nauczycielkę rewelacyjnie wspominać! Właśnie, moim zdaniem nauczyciele, powinni być nauczycielami z powołania! Kochać swoją pracę i spełniać się w niej! Takie osoby widać, serio. To jest piękne!
Wakacje też były mega!




Dzieci powinny uprawiać sport. Bez znaczenia jaki. Powinny aby ukształtować sobie dobre cechy charakteru. Wytrzymałość. Wolę walki. Może to i zabawnie brzmi, ale takie umiejętności im się przydadzą, chyba widzicie jakim charakterom się w tym kraju dobrze żyje?




środa, 6 września 2017

#SuperFoods. Ziemia okrzemkowa

Tylko wiecie jak to jest z tymi superfoodsami? Samo jedzenie ich, nawet na potęgę, bez patrzenia na swoją dietę i styl życia jest równe temu co załatwianie swoich potrzeb fizjologicznych codziennie na dywan [czytaj. sranie] i próbowanie tego zamieść.

Nie polecam. 
Jak coś robić, to robić. A jak nie robić to nie robić i skończyć głupie gadanie.

Ja im więcej czytam nt. Ziemi okrzemkowej, tym bardziej się nią jaram i nie wiem jakim cudem - wcześniej o niej nie słyszałam. 

Ziemia okrzemkowa.
Jest organiczną formą krzemu o dużej bioprzyswajalności (naturalnie uformowana mineralna skała osadowa, składająca się z pancerzyków okrzemek). 

Jak działa?
Cząsteczki ziemi okrzemkowej w obrazie mikroskopowym wyglądają jak cylindryczne, różnokształtne rurki z licznymi porami - przez które mogą wchłaniać mniejsze cząsteczki chemiczne. Posiadają one silnie ujemny ładunek elektryczny .
Natomiast wiele substancji szkodliwych i mikroorganizmów charakteryzuje się ładunkiem dodatnim. 
+ i - się przyciąga, to chyba każdy pamięta z pierwszych lekcji fizyki - to tak w nawiązaniu do początku roku szkolnego.
Ten prosty schemat pokazuje w jaki sposób ZO usuwa z nas zanieczyszczenia.

Właściwości.

  • wpływa korzystnie na procesy budulcowe tkanek kostnej i chrzęstnej.
  • oczyszcza organizm z toksyn
  • ma swój udział w syntezie kolagenu 
  • działa przeciwpasożytniczo
  • upiększa nasze włosy, skórę i paznokcie (gwarantuję, że lepiej niż większość specjalnych preparatów ogólnodostępnych)
  • zmniejsza absorpcję przez organizm amelinium aluminium.









Źródło:
-foodforum nr 4(20)/2017




środa, 30 sierpnia 2017

Co zrobić, gdy w życiu Ci nie wyszło?


Nie oczekuję już niczego od życia. A ty zmuszasz mnie, bym dojrzał bogactwa i horyzonty, które przerastają moją wyobraźnię. Teraz kiedy je zobaczyłem i przeczułem ogrom moich możliwości, czuję się gorzej niż kiedykolwiek przedtem. Bo wiem, że mogę zdobyć wszystko, tylko tego nie chcę (...)



Dobre pytanie, co?
Nie jestem pewna, czy jestem odpowiednią osobą aby pisać takie teksty, ale w zasadzie... gdybyście wiedzieli ile razy w życiu upadłam i leżałam z twarzą w błocie... na pewno bylibyście zdziwieni. Ho, ho... a ile razy podnosiłam a w zasadzie szarpałam ze sobą, wpadając w to błoto coraz głębiej... Teraz gdy o tym myślę... poracha.

W tym roku jak co roku uświadomiłam sobie, że coś mi nie wyjdzie. Tylko było tego trochę, dużo, bardzo dużo więcej. Wiecie, dla osoby która miała zaplanowane całe życie to mega cios gdy sypie się 7/8 planów... a nowych jak nie było, tak nie ma! Nie ma pomysłów, nie ma chęci.

Nauczona życiowym doświadczeniem, stwierdziłam, że trzeba zacząć się podnosić. I zaczęłam. W trochę złym momencie i nieumiejętnie. Czasem chyba lepiej odpuścić. Poczekać. Dać sobie czas. Zająć czymś głowę i nie myśleć o tym, co nas spotyka.

Odpuściłam.
Odpuściłam całą sobą.
Gdy zaczynam łapać się na niepotrzebnych rozmyśleniach, wyłączam myślenie. Trzeba czasem odpuścić. Wyluzować się. Nie planować. Nie ma nic złego w chwilowym braku motywacji czy pomysłu na życie. Nie wiem dlaczego takie banały najgorzej jest mi zrozumieć.

Na obecny moment, moje jedyne plany (i to wymyślone w ciągu ostatnich 3 tygodni) dotyczą tylko i wyłącznie celów rozwojowych. Jestem moją jedyną sferą nad którą mogę zapanować. A lubię wysokie poprzeczki, lubię czuć, że mogę, że coś robię, że stać mnie na więcej... i co najważniejsze. Nie mogę i nie potrafię wstawać i nie mieć sensu. To mnie zabija.


Czasem jedyną rzeczą którą możemy zrobić aby sobie pomóc, to odpuścić. I poddać się przeznaczeniu. Pomyśleć 'co ma być to będzie' i robić to, co powinniśmy robić. To co uważamy za słuszne. To co powinno prowadzić nas ku górze. Nikt z nas życia nie przyspieszy, choć bardzo byśmy chcieli.

Idę.




poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Im więcej masz tłuszczu, tym mniejszy masz mózg.

Jeżeli utrata nadprogramowych kilogramów z uwagi na zdrowie do Ciebie nie przemawia, to może przemówi utrata wagi z uwagi na utratę zmysłów?

Komórki tłuszczowe nie są zaledwie zbiornikami w których odkłada się tłuszcz. Komórki tłuszczowe to organy hormonalne.
Kobiety lamentują nad tłustymi ramionami, udami, pupami, łydkami... nie zdając sobie sprawy z tego, że najbardziej niebezpieczny tłuszcz to ten trzewny, którego nawet nie widać...
W skrajnych przypadkach ujawnia się on w postaci opasłego brzucha - z tego powodu stosunek obwodu talii do bioder stanowi miarę zdrowia. Mianowicie, pozwala przewidzieć przyszłe schorzenia.

Tłuszcz trzewny jest zasiedlany przez białe krwinki powodujące stany zapalne. Wszystkie cząsteczki produkowane przez tłuszcz trafiają do wątroby - która generuje kolejne reakcje zapalne.

W 2005r przeprowadzono badanie na grupie 100 osób. Zmierzono obwody talii i bioder i zestawiono ze zmianami w strukturach mózgu.
Wyniki?
Im większy brzuch - tym mniejszy hipokamp. A jego działanie całkowicie zależy od rozmiaru.
Kolejne badania ukazują również, iż mózg obkurcza się z każdym dodatkowym kilogramem oraz... jak na ironię - im pokaźniejsza tusza, tym mniejszy mózg.

[aby dobrze Wam to zobrazować. Każdy z nas ma taką 'tempszą' czy ładniej mówiąc 'mniej inteligentną znajomą' która jak rzuci czasem jakimś hasłem z dupy, to nie wiecie jak zareagować. Ona ma właśnie mały hipokamp]

Kolejny projekt badawczy.
Przestudiowano mózgi 94 osób w przedziale wiekowym 70-79lat. Żaden z uczestników nie miał demencji ani innych schorzeń upośledzających zdolności poznawcze. Badanie trwało 5 lat, u osób z BMI > 30, odnotowano wygląd mózgu o ok. 16lat starszy niż wskazywała na to metryka badanego. Utrata tkanki mózgowej miała miejsce w płacie czołowym i skroniowym (osrodki odpowiedzialne za przechowywanie wspomnień i podejmowanie decyzji).

Ja doskonale wiem, że perspektywa jest bardzo odległa i kto by się tam przejmował tym, co będzie za 50 czy 60lat. Ale warto zadbać o swoją dietę już dziś, nie pozwól aby Twoi bliscy męczyli się z Tobą na starość!







-C.Geroldi i in. 'Insulin Resistance in Cognitive Impairment'
-C.A Raji i in. 'Brain Structure and Obesity'
-'Brain Grain' Dr David Perlmutter

niedziela, 13 sierpnia 2017

Dlaczego nie biorę leków przeciwbólowych?

No litości ludzkości. Przecież zdrowego człowieka nie ma prawa nic boleć!!


Czy jesteście sobie w stanie wyobrazić, że pewnego razu wzięłam 7 Ketonali i ból nie ustąpił? Wspominałam o tym lekarzom latami, zawsze słyszałam, że... przecież wszystkie kobiety to przechodzą. Wspominałam znajomym to słyszałam, że się ze sobą pieszczę.
Nie, ja wcale nie mam niskiego progu bólowego, mam wręcz bardzo wysoki bo niewiele jest kobiet które z 'bólem porodowym' idą do pracy, czy też do szkoły.

Od dziecka zmagam się z silnymi migrenami. Teraz od kiedy się obserwuję wiem, że migrena wystąpi w chwili silnego stresu, odwodnienia albo następnego dnia po wciąganiu słodyczy (obwiniam za to syrop glukozowo-fruktozowy), jeżeli raz na jakiś czas zjem ciastko z mąki pszennej - zazwyczaj rano dnia kolejnego też męczy mnie migrena.
Tak na marginesie, to nie jest zwykły ból głowy, z bólem głowy można góry przenosić, z migreną trzeba uważać, żeby nie zwymiotować wstając z łóżka.

Nie piszę tego, żebyście zobaczyli jaka ze mnie bohaterka, bo nie biorę tabletek. Piszę to, żebyście zrozumieli, że trzeba siebie obserwować. Jeżeli coś Was boli i nie jest to ból 'jakiś tam chwilowy' to znaczy, że jest to powód do niepokoju. 
Teraz to może być 'mały pikuś', ale może wróżyć poważne problemy w przyszłości.

Trzeba naprawdę męczyć lekarzy i badać się we własnym zakresie. Bo to nigdy nie jest normalne.
Jeżeli macie problemy ze strony układu pokarmowego lub nerwowego, proponuję założyć sobie zeszyt i zapisywać co jecie, będziecie wtedy mogli namierzyć winowajcę. Czasem wystarczy niewielka modyfikacja diety żeby poczuć się naprawdę dobrze i nie dopuścić do poważnych problemów.








sobota, 5 sierpnia 2017

Co może robić dietetyk w Opolu, czyli praktyki w Ajwen.


Tadam!
Ostatnie tygodnie spędziłam w Opolu, gdzie miałam możliwość uczyć się od najlepszych dietetyków w Polsce! :)
Prawda, że siedziba jest w pięknym miejscu? Ja swoją ulubioną zieloną herbatkę, w urodzinowym kubku piłam zawsze patrząc na ten ładny kanał :)


Zajadałam się w VegeQuchni - pokochałam vegańskie jedzenie za jego inność :) no i cóż... brak chemicznych dodatków :)
Ale tak najbardziej za te nieznane smaki. ^^ Tu spożywam zapiekankę z kaszy gryczanej, bakłażana i pomidorków, która 'troszeczke' ostra, nie dawała się przełknąć bez sałatek... ale była mega!










Opole jest bardzo ładne, z jednej strony jest w nim 'wszystko' z drugiej nie ma biegających i spieszących się ludzi. Jest piękne i takie trochę jak z bajki. Jest też zielone i płynie w nim sporo wody. No i ma swoją wyspę. 
Gdybyście kiedyś rozważali wyprowadzkę - Kraków, Wrocław, Warszawa czy Poznań, to ja polecam Opole :)
No oczywiście jeżeli nie lubicie dużych miast - jak ja.

W Opolu też zobaczyłam po raz pierwszy Barszcz Sosnowskiego, bardzo dużo Barszczu Sosnowskiego. Oczywiście już 'spalony'. Ale dla mnie to i tak szok, bo u mnie nigdy go nie widziałam.

No i poznałam super śmiesznych ludzi <3 z którymi spędzałam czas - w pracy, na pracy! I po pracy na wiadomo... JEDZENIU, opalaniu, rozmawianiu, zakupach i innych 'babskich' rzeczach :-D

Nie ćwiczyłam 3 tygodnie!! Ale spokojnie, nadrobię :)








niedziela, 23 lipca 2017

Dlaczego mamy tylu bezrobotnych magistrów?

Każdy student +/- z mojego rocznika zna odpowiedz na to pytanie. Udaje tylko, że nie zna bo prawdopodobnie jest mu dobrze tak jak jest.
[ale od każdej reguły są wiadomo, wyjątki]
99% studentów, których ja poznałam, traktuje studia jak przedłużenie dzieciństwa.
Bycie studentem to tak samo jak bezrobotnym, tylko rodzice są z Ciebie dumni.
Podpisuję się pod tym wszystkimi kończynami. Doskonale pamiętam czym się zajmowałam na studiach dziennych. Nie była to ani nauka, ani chodzenie na zajęcia.
Części dzieciaków zaczyna dziać się źle w głowach gdy wyprowadzają się od rodziców, zwłaszcza tych 'surowych'. Większe miasto, zajęc tyle co kot napłakał, mama nie pyta czy lekcje odrobione... ;-D
Trzeba trochę poudawać, że się uczymy i jest nam mega ciężko a potem... wrócić z papierkiem do dumnych rodziców i rozpocząć wesołe życie bezrobotnego. Bo w sumie 'teraz nie wiem co dalej  robić z życiem'. I potem mega zdziwienie, dlaczego pracodawca nie czeka na nas z otwartymi ramionami aby dać nam pracę, najlepiej na 'wysokim' stanowisku.
Przecież dziadkowie tak obiecywali, że jak zrobisz mgr to dopiero będzie. Mi też tak mówią - co jest dla mnie totalnie śmieszne, bo doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że więcej niż do tej pory już ze studiów nie wyciągnę i mówiąc szczerze... są straszną kulą u mojej nogi. Straszną. [nie, inne/lepsze czasy w których studia będą 'czymś' jak twierdzi moja babcia - już nie przyjdą. Macie moje słowo]. Gdy jeszcze studiowałam TD jeden z wykładowców powiedział nam, żebyśmy wiele nie oczekiwali nawet po 'takim' kierunku. Bo studia tylko wskazują drogę. A reszte musimy zrobić sami. Zapamiętałam.
Studia nie są obowiązkowe, więc jeżeli już idziesz, to idz na coś co Cię interesuje, żebyś się tam nie męczył. Nawet jeśli będą Ci mówić, że to gównokierunek. Mi też tak mówili. O dziwo za drugim razem. Za pierwszym gdy szłam na narawdę gównokierunek - wszyscy mi gratulowali. Jeszcze do tej pory czasem rodzice 'kogoś ze znajomych' pytają kiedy skończę tę dietetyczne głupoty bo przecież mam 'taki fach w ręku'! To dowodzi tylko temu, że nie rozumieją świata w którym żyją. Wina niczyja, ale te 'z dupy' rady mogliby zatrzymać dla siebie ;-)

Dlaczego skoro mam takie zdanie, ja poszłam na studia? Bo poszłam i cieszę się, że to zrobiłam... Nie mogłabym być dietetykiem, bez studiów, a chcę być dietetykiem.

Idz na to, co Cię serio interesuje. Przemyśl to dobrze. Na studiach oprócz chodzenia na zajęcia działaj w SKN, ucz się języków, inwestuj w kursy, rozwijaj się.
Rób co chcesz, ale rób to dobrze. I miej plan.
Nie martw się, gdy plan się zmieni. Moje plany zmieniają się co chwila. A ostatnio życie całkiem mi się przewróciło... Ale czy to źle? Zobaczymy. Zawsze lepiej mieć 5 alternatyw na to co będziemy robić po skończonej edukacji niż żadnej.

Dziś już nawet Medycyna, Weterynaria ani Prawo nie gwarantują Ci zatrudnienia. Ostatnio usłyszałam, że inż. przed nazwiskiem to dopiero coś! Prawdziwy fach w ręku a nie wiedza ogólna. Wiedza ogólna? Na każdych studiach są 'zapychacze' od wiedzy ogólnej. A fachu w ręku nie gwarantują żadne studia. Znam inż. na bezrobociu i z raczej bardzo słabymi perspektywami. I mam znajomych z lic. z pedagogiki którzy wyśmienicie sobie radzą.
A fach w ręku to zapewnia Zasadnicza szkoła zawodowa. I takich ludzi z fachem w rękach właśnie nam brakuje. Tu się mogę zgodzić. W razie gdyby ktoś chciał szybko zdobyć zawód ale rodzice na siłe pchają go do LO [przecież nie możesz być gorszy niż Seba i Dżesika sąsiada spod 7!] niech im uświadomi, że ludzie po zawodówkach też robią maturę i kończą studia. Żaden problem, no chyba, że taaki wstyd dla rodziny!

Na studiach pracuj na swój sukces, swoje szczęscie i swoje wymarzone życie a nie dyplom który rodzice co prawda będą mogli sobie powiesić w salonie... ale nic poza tym. Do czasu gdy jeszcze 'są rodzice' nawet wiszący na ścianie dyplom daje rade. Ale kiedyś trzeba dorosnąć a wówczas... można obudzić się z ręką w nocniku.



sobota, 15 lipca 2017

Łatwo jest być dużym, trudno jest być małym.

Lubię ludzi, którzy czegoś chcą od życia. Staram się otaczać takimi. Trochę mnie motywuje, trochę dodaje mi to siły a trochę jest to tak, że z takimi ludzmi chce się przebywać.
Znaczna część moich znajomych ma jakieś cele do których dąży. Większość chce wszystko na szybko i od razu - też kiedyś myślałam, że tak jest dobrze.
Mniejszość nauczona życiowym doświadczeniem wie, że osiąganie czegoś wymaga czasu i duuużo cierpliwości (wbrew temu, czym bombarduje nas świat). Zazwyczaj jest tak, że gdy robi się swoje z uporem - nie wiadomo kiedy coś się osiąga. A może chodzi tylko o zaprzestanie skupiania się na celu? A skupienia się na drodze? Cel to w zasadzie tylko chwila radości więc bez sensu jest się na nim koncentrować.

Wszyscy mówią o tym, jak coś im wyszło. Piszą poradniki o tym jak w życiu 'osiągać'. Nikt nie mówi jak dobrze upadać. Gdybym kiedyś chciała napisać o tym, jak to jest gdy w życiu coś Ci nie wychodzi. To nigdy bym się za to nie zabrała, bo mi nie wyszło wszystko. Wszystko wyszło nie tak. Nie tak to wszystko miało być.
Ale jest, jak jest. I jestem tu też ja, skupiona na mojej drodze, nie na celu. O celu wcale już nie myślę, bo może tak naprawdę określiłabym go zbyt wcześnie. Mógłby się z czasem okazać zbyt bliski.
Niekiedy tak jest, że coś wydaje się niemożliwe do osiągnięcia a potem nagle, okazuje się, że można. I to dość szybko - co nieprawdopodobne!

Może cały sekret osiągania polega tylko na tym, aby dobrze 'tracić' czas? Od kiedy uświadomiłam sobie, że mam tylko jeden czas, który został mi dany - za każdym razem zanim się zezłoszczę, zirytuję, rozpłaczę i zniechęcę... zastanawiam się. Bo mogę zrobić co w danej chwili jest wygodne i najprostsze, pytanie tylko - czy to sprawi, że ruszę do przodu?
Raczej nie sprawi. Raczej muszę zapanować nad sobą, uspokoić się i zająć czymś budującym. Tylko w chwili gdy pokonujesz siebie, pokonujesz wszystko. Tylko.


Brzmię jak smutna trenerka rozwoju osobistego. I know.
Pamiętaj. Bez względu na to, jak dobry będziesz - nigdy nie będziesz tak zajebisty jak moja przyjaciółka, która poszła wysikać się w krzaczki... i wpadła w bagno.
Ps. Sikanie na powietrzu jest bardzo fit. 

piątek, 7 lipca 2017

Co powiedziałabym 20letniej sobie?

Niebawem skończę 26lat. Wiem, że to 'dużo', bo myślałam, że w tym wieku będę już miała wymarzoną pracę, skończone 3 kierunki studiów i śliczne małe mieszkanko urządzone w stylu prowansalskim. Wiem, że to mało, bo ciągle czuję się jak bym miała 16lat i patrząc na 'ogarniętych' znajomych z LO czuję się co najmniej dziwnie... przecież jesteśmy tacy młodzi! A oni są już tak poukładani!

26lat to chyba już taki wiek, kiedy mogę coś wiedzieć o życiu. Chciałabym mieć te doświadczenia które mam teraz w wieku 20lat, czy nawet 19. Co wówczas zrobiłabym inaczej?

1. Zrobiłabym coś co będzie dla mnie wszystkim. W s z y s t k i m. Coś co będzie sprawiało, że będę wstawać z łóżka gdy nic nie będzie miało znaczenia. Zrobiłabym swoją największą motywację z czegoś produktywnego. I robiłabym to.
2. Więcej bym pracowała. Prawdę mówiąc, uważam teraz że lata które spędziłam na zabawie były zupełnie bez znaczenia dla mnie 'aktualnej' i mogłam je poświęcić czemuś produktywnemu. Chociażby zarabianiu. Może wówczas pisałabym to już z mojego oliwkowo-białego mieszkania a'la południowo-wschodnia Francja
No chyba, że kiedyś swoje przygody opiszę i zarobię na tym miliony - wówczas przestanę żałować.
3. Zostawiłabym wszystko co mnie nie buduje. Jeżeli coś nie daje Ci szczęścia na początku nie da Ci go nigdy. Koniec kropka. Takie jest życie. Albo czarne, albo białe. A takie bezsensowne wierzenie w lepsze jutro, to tylko strata czasu.
4. Byłabym 100% egoistką. Nie zrobiłabym już nic aby zadowolić innych. Nie studiowałabym TD, rzuciłabym to po 1 roku, tak jak chciałam początkowo to zrobić.
5. Uczyłabym się języków. Już nie tłumaczyłabym się brakiem talentu czy tam 'to mnie nie interesuje' robiłabym to na siłe, bo wiem, że ta umiejętność bardzo by mnie 'teraźniejszą' uszczęśliwiła.
6. Wyprowadziłabym się bardziej w centrum Polski, albo poszła na studia do Włoch. Trzymanie się mojego rodzinnego miasta i tłumaczenie tego ogromną sympatią do niego - nie ma sensu z perspektywy 'dzisiaj'.
7. Uświadomiłabym sobie, że nikt nigdzie na mnie nie czeka. Im szybciej, tym lepiej. Mi też rodzina mówiła, jak będzie pięknie. Kończysz 'dobre' studia, wychodzisz z obrony a tu już podbiegają pracodawcy z ofertami, jedna lepsza od drugiej. No, no... to pierwsze co trzeba włożyć między bajki.
8. Urwałabym znajomości które mnie nie budują i nic nie wnoszą w moje życie. Asertywność to coś nad czym muszę pracować. I to ooostrooo!
9. Nauczyłabym się medytować i nie myśleć o niczym. Być tu i teraz. Zwyczajnie.
10. Nie martwiłabym się przyszłością. To d z i ś pracujemy na jutro. Taki jest fakt. Jak dobrze żyjesz dziś, nie musisz się martwić jutrem.
11. Codziennie wychodziłabym poza swoją strefę komfortu. Nawet jakąs zupełnie malutka i pozornie nieistotną, aż weszłoby mi to w nawyk.
12. Nauczyłabym się pisać. Kreatywnie. Bo z moimi ortografami już dawno się pogodziłam :-)
13. Jeździłabym po świecie zawsze gdy była okazja i nie szukałabym wymówek. Tak naprawdę to już nie raz i nie dwa miałam okazję zwiedzić jakiś kraj który jest na mojej liście marzeń, a nie zrobiłam tego, bo zawsze 'coś'. Nie patrz na coś. Coś nie popatrzy nawet na Ciebie.
14. I zapamiętałabym najważniejsze. Nic nie jest wieczne i nic nie jest na zawsze. Wszystko w życiu spotyka Cię a potem przemija. Dostajesz coś i myślisz, że jesteś szczęściarzem? O nie! Zawsze miej alternatywę, bo jutro możesz już funkcjonować bez tego.
15. Ten czas, ta jedna chwila. Już nigdy nie będzie Ci dana. Życie nigdy nie daje drugiej szansy. Czy chcesz ją zmarnować na zamartwianie się?


Żaden dzień się nie powtórzy, nie ma dwóch podobnych nocy,
dwóch tych samych pocałunków,
dwóch jednakich spojrzeń w oczy. 


środa, 5 lipca 2017

Jak pozbyłam się trądziku różowatego?

Na początku mojej rozprawy, nadmienię, że przez 22lata mojego życia nigdy nie miałam problemów z cerą. Nigdy. Oczywiście, zdarzały mi się pojedyncze wypryski ale ludzie... kto ich nie ma?
Jedyna moja zmora z którą walczę wiele, wiele lat są zaskórniki. Ale nie jest to też, aż tak widoczne żebym się tym jakoś nadmiernie przejmowała.
Aż tu nagle... tadam!


Trądzik różowaty!
Byłam jego szczęśliwą posiadaczką ok. roku. Okropne ropne wykwity przygasały a na ich miejsce pojawiały się kolejne. Oczywiście jak to ja - postanowiłam sprawdzić czy jestem w stanie ogarnąć go wykluczając 'coś tam' z diety - już kilka lat temu byłam posiadaczką ropnych wykwitów, które okazały się problemem w jelitach a nie problemem pielęgnacji.

No i wykluczyłam - pszenicę a razem z nią zniknęły również pokrzywki z którymi zmagałam się ostatnie 3lata. Słodycze słodzone Sukralozą - a razem z nimi przestały pojawiać się nowe ropne krostki. Zaczęłam suplementację Ostropestem - aby wspomóc wątrobę w oczyszczaniu się z toksyn, naparem z Pokrzywy i Skrzypu - w tym samym celu. I zaczęłam pić herbatkę z Bratka. Oczywiście nie to wszystko codziennie, bo nie wystarczyłoby mi dnia. Podniosłam też mój próg picia wody - z czym, wstyd się przyznać mam problemy. Ciężko mi wygrać z nałogiem... i wszystko zapijałabym najchętniej zieloną herbatą.

A tak dla dobra moich wnętrzności staram się zapijać kilka razy w tygodniu bulion gotowanym na kościach. Jeść dużo tłustego mięsa, warzyw, powiedzmy... owoców, z suplementów to standardowo, wit. D i nasiona Babki Płesznika. Ahh... i probiotyk!
Suplementuję się też Chińskimi Ziołami i nie będę się już chwalić czym, aby nikogo szatan nie kusił, bo ani Chińskie Zioła ani reszta którą zażywam z uwagi na problemy zdrowotne nie jest dobra gdy nie ma takiej potrzeby, ani gdy człowiek nie szczególnie wie, jak się z tym obchodzić.

Jeśli chodzi o pielęgnację, to szczególnie się nie zmieniła. Używałam mydła z czarnuszki - które zupełnie się u mnie nie sprawdza. Trądzik który podobno miał po nim przygasać jak był, tak był (pewnie nie wina mydła, tylko tego, że nie mogłam dojść do tego mi szkodzi i wciąż to w siebie wkładałam) tak czy inaczej wyżej wymienionego mydła już nigdy nie chcę widzieć bo strasznie brudzi zlew... na czarno! 
Teraz używam mydła z Dziegcia Brzozowego i bardzo sobie chwalę, nawet do jego specyficznego zapachu tj. smrodu się przyzwyczaiłam. Następnie tonizuję twarz, najczęściej wodą różaną, nakładam  krem pod oczy Natura Estonica, serum do twarzy Babuszki Agafii, następnie krem tejże Babuszki i okulary. Po czym wychodzę!
Tyle.
Dwa razy w tygodniu robię peeling twarzy i raz nakładam maseczkę Dziegciową a raz jakąś inną, a to z Mleka Łosia (obłędnie pachnie Nutellą) a to jakąś Miętową, kiedyś miałam Owocową i normalnie w środku były kawałki malin albo truskawek, wypas! Zawsze Babuszki Agafii i chyba pozostanę im wierna bo nic nie sprawdza się tak dobrze.


Wciąż mam jeszcze widoczne przebarwienia po trądziku. Ale myślę, że z czasem znikną. Zdaję sobie sprawę z tego, że mój aktualny kolor włosów je tylko podkreśla, więc gdyby ktoś myślał, że tego nie widzę... kochani! Wzrok mam sokoli :)

Aktualnie jestem testerką stosowania na noc kremu który sama sobie zrobiłam na zajęciach i kto wie... może sama zacznę robić dla siebie krem. Sprawdza się idealnie! 

czwartek, 29 czerwca 2017

W czym Anna Lewandowska jest lepsza od Aleksandry Kościuk? O co ten cały szum?

Gdzie nie spojrzę, Anna Lewandowska wróciła do formy po ciąży. Anna Lewandowska nie powinna się pokazywać publicznie bo robi przykrość 'normalnym Polkom!' Powinna na razie zostać w cieniu i pokazać 'formę' za jakiś czas. 'Normalna Polka' nie ma czasu ćwiczyć zaraz po połogu! Jest zmęczona i musi odpocząć! A Lewandowska ma cały arsenał ludzi do pomocy, 58 wózków dla Klary i nie wiadomo co jeszcze!
Hola, hola! 
Czy aby na pewno, 'Matki Polki' mają prawo wylewać swoje żale i frustracje na żonę znanego Piłkarza, bo jest znaną żoną znanego Piłkarza? ...i ma masę pieniędzy, które są w Polsce prawdziwą kością niezgody... 


To jest Ola, z Olą przyjaźnimy się od hmm... chyba mojego LO a jej gimnazjum, bo Ola jest młodsza. Ola ma źle w głowie, ja mam źle w głowie więc od razu przypadłyśmy sobie do gustu i od dnia poznania - byłyśmy wiele lat nierozłączne. ^^ Tu spędzamy wakacje na Wyspie Sobieszewskiej i mamy 16 i 17lat. Ja jeszcze bez kolczyka, zrobię go za 2 tygodnie ;-D


^^ tu kilka tygodni później, robimy imprezę WieśParty, zupełnie bez powodu. A nie, to piątek był - był powód.


^^ nocna wycieczka po Lublinie, na krótko przed moją wyprowadzką tam.

Mamy rok 2017. Teraz Ola ma dwie córki. Starsza ma 6lat a młodsza rok i 10 miesięcy. Ola jest w formie w jakiej ja pewnie nigdy nie będę i nikt jej z tego powodu nie hejtuje. A Ola zajmuje się dziewczynkami w dużej mierze sama, ponieważ jej małżonek ciężko pracuje z dala od domu. Ola była w mega formie nawet gdy oprócz wychowywania małej Amelii pracowała 40h tygodniowo i studiowała Gospodarkę Przestrzenną.
Ola nie pier*doli, że by chciała ale nie ma kiedy. 
Ola robi Chodakowską od wielu lat codziennie (oczywiście nie w ciąży) a ostatnio stała się też instruktorem Fit and Jump i Aerobiku. Oprócz tego uczy się w studium kosmetycznym, pierze, gotuje, sprząta. Pieluch nie zmienia bo nauczyła dziewczynki być samodzielnymi. 

Takich kobiet jak Olka są miliony. A wiecie co różni te które hejtują Lewą od tych które są wtedy zajęte pracą nad własną sylwetką?
To, że te drugie zostały nauczone, że bez ciężkiej pracy nic w życiu nie osiągnął. Niestety ale na wszystko trzeba sobie zapracować. Wiem, że łatwiej jest być rozpieszczoną księżniczką, posiedzieć sobie wygodnie czterema literami na miękkim fotelu i poczytać o kimś komu się zazdrości i na kogo można wylać frustracje. Obawiam się tylko, że nie tędy droga a Anna Lewandowska nie będzie nikogo przepraszać za powrót do formy w wielkim stylu. Podobnie jak Natalia Gacka, czy inne kobiety - które znamy z życia codziennego. Takie jak Ola. 
Dlatego myślę, że warto skupić się na tych, które pozostają w cieniu Celebrytek, choć osiągnęły to samo. Widujemy je codziennie - i nawet nikt im nie pogratuluje! A jest czego, bo taka forma przy małych dzieciaczkach to naprawdę mega osiągnięcie <3

Olek, jesteś moją BOHATERKĄ I CELEBRYTKĄ!
Wierzcie mi, znam ją wiele lat i nigdy nie słyszałam, żeby komuś czegoś niezdrowo zazdrościła. Zawsze było... 'co my teraz zrobimy aby...' ;-)
I zawsze nam się udawało, a ile było z nami kłopotów... 



Zawsze lepiej szukać możliwości w ograniczeniach, niż ograniczeń w możliwościach. Więc kochana, ponieś zaniedbaną pupę z miękkiego krzesła, wykorzystaj to co masz i zrób to, co możesz! 

czwartek, 22 czerwca 2017

Pieprze to! Czyli moje wrażenia z Ajwen Tour 2017


Panią Iwonę chciałam spotkać od kilku lat. W zasadzie od kiedy pierwszy raz obejrzałam jej wykład. Dziś marzenie się spełniło i jestem pod ogromnym wrażeniem tego jaką ciepłą i sympatyczną jest osobą. 

Ale dziś nie o tym jak odbieram ludzi. 
Dziś o tym, że kazała nam mieć wyjebane. I pieprzyć to wszystko!

Jestem osobą, która ciągle się stresuje. Mam wobec siebie duże wymagania i narzucam sobie reżim. Mówię poważnie. W sesji zimowej gdy miałam masę rzeczy na głowie, potrafiłam zrobić cała listę zadań na dany dzień i w nagrodę, że tak świetnie mi poszło jeszcze 3 pozycje z dnia kolejnego, aby nie marnować czasu. Skończyło się to potem 2 tygodniami leżenia w łóżku na antybiotykach. Never again. Bak można lać do pełna, pytanie po co?
Pani Iwona podała przykład, ze swojego życia - pracowała po 14h, wracała z pracy zmęczona z myślą, żeby tylko iść spać a rano wstawała z myślą aby tylko iść do pracy i zarabiać. Choć miała masę pieniędzy, nie miała co z nimi robić. I kiedy. Aż postanowiła zatrudnić ludzi i zarabiać mniej - ZA TO ŻYĆ! ;-)

Teraz przestrzega zasady 8:8:8
8h snu
8h pracy
8h czasu odpoczynku/czasu dla siebie
i tak każdego dnia.

Nie masz czasu? Kto normalny odpoczywa 8h dziennie?! Świetnie, ja też nie mam. I tak samo wspaniale jak Ty potrafię szukać sobie wymówek. Do dnia dzisiejszego nie zdawałam sobie sprawy jak ważne w życiu jest to, aby ciągle być w ruchu. To, że trzy razy w tygodniu pójdę na siłownię nie znaczy, że jestem aktywna jeżeli na dół bloku zjadę windą a na siłkę podjadę autem. To, że pójdę na solarium, nie zastąpi mi słońca. To, że łyknę garść suplementów, adaptogenów - nie zastąpi mi kontaktów z naturą do których jestem stworzona.

Pani Iwona zwróciła również moją uwagę na wiele ważnych aspektów w życiu. Dietetyka to nie jest tylko żywienie, dietetyka to styl życia. Nie pomoże najlepiej ustawiona dieta, gdy życie osobiste leży. Praca dietetyka to nie tylko układanie diety, a pacjenta to nie tylko stosowanie tej diety.

Co z tego, że teraz się zajeżdżamy aby mieć kiedyś 'lepsze' życie? Przecież jutra może nie być. Nie lepiej mieć to lepsze życie już dziś?
Po co denerwować się pracą której nie znosimy? Skoro możemy ją zmienić.
Po co stresować się, że prowadzimy życie takie, jakiego nie chcemy? Przecież możemy wziąć za nie odpowiedzialność i je zmienić.
Dlaczego oglądamy w telewizji wszelakie interwencje/wydarzenia czy inne teleekspresy i współczujemy tam biednym zwierzątkom w schronisku? Przecież zamiast sie wczuwać w ich niedolę możesz zrobić przelew dla schroniska/adoptować psa/pomagać zwierzakom jako wolontariusz.
Ah współczujesz biednym dzieciom w domu dziecka? To idz i pomóż odrabiać im lekcje.
Może zamiast bezmyślnie patrzeć i robić z siebie takiego współczującego człowieka na fejsbusiu - pójdziesz i pomożesz?
Nie miałaś w tym tygodniu czasu dla swoich bliskich? A co jeśli jutro któregoś z nich zabraknie?
Co jeśli jutro nie będziesz już mieć okazji wyjść ze swoim starym i powolnym psem na spacer? Ja wiem, że nie masz czasu a on tak wlecze tymi schorowanymi łapami...



Życie nie toczy się w internecie. 
Gdy siedzisz cały dzień przed komputerem, jesteś mega zmęczona a wiesz, że dalej musisz kończyć projekt... i chcesz go zagryźć ciasteczkami, to nie jesteś głodna. Ty chcesz, żeby te ciasteczka Cię przytuliły i wysłuchały. Masz 1000znajomych na portalu społecznościowym a w prawdziwym życiu jesteś sama jak palec. 
Myślisz, że odpoczywasz przeglądając ścianę na fejsie? Nie, nie odpoczywasz. Twój mózg wciąż analizuje. 'O, jak przytyła - miło popatrzeć', 'o ten to ma chawire! Zazdro! Ciekawe gdzie nakradł', 'o, patrzcie ta jaka fit, o biega, ciekawe dla kogo', 'o, ale fryzure jej ktoś spartaczył, dobrze!', 'o, ta gwiazda z gimbazy, w Biedrze pracuje, dobrze jej tak', 'w Tajlandii byli, bogacze cholerni', 'o, dodała znowu 100zdjęc dziecka, wielka Matka Polka'.
... w internecie każdy może być kim chce. 
'W internecie każdy jest atrakcyjniejszy, a w prawdziwym życiu każdy tak samo robi kupe, beka i chrapie w nocy'.

Dlatego może przestać szukać nie wiadomo czego. 
Skup się na swoim życiu. 
Popatrz z optymizmem w przyszłość. 
Dawaj z siebie wszystko.
Zmieniaj to co zmienić możesz i akceptuj to, czego zmienić już się nie da.
Mów do siebie dobrze.
Pracuj ciężko... ale nie głupio.
Idz do celu wytrwale... ale nie po trupach.
Doceń siebie!

Podczas wykładu często słyszałam o sobie. I niestety nie były to tylko 'dobre nawyki' i zamiłowanie do surowego mięsa. Naprawdę, bardzo źle wypoczywam, w zasadzie chyba wcale.
Obiecałam dziś sobie, że będę nad sobą pracować. A dwie rzeczy postanowiłam wcielić 'z buta'.
1. Pieprz to. Miej wyjebane a będzie Ci dane. Mniej stresu. Dobrze mi to zrobi. Bezapelacyjnie. 
2. Doceń siebie. Nie wiem, czy ktoś to na pierwszy rzut oka zauważył, ale to zdjęcie idealnie ukazuje efekty mojej ciężkiej pracy nad sobą ;-) i tym razem, jestem dumna z siebie. Bo ja też jestem swoją podopieczną!
3. I chyba kupię namiot! Ostatnio pod namiotem spałam... dobrych kilkanaście lat temu. Nigdy więcej nie miałam jakiejś szczególnej ochoty tego powtórzyć. Aż do wczoraj, jak tak posłuchałam... to perspektywa dzikiej głuszy przy ognisku, ze znajomymi i bez zasięgu wydała mi się idealnym wypoczynkiem! :-)


niedziela, 18 czerwca 2017

Kobiety nic nie robią dla facetów. Kobiety wszystko robią dla innych, podłych babsztyli!

Po przeczytaniu nagłówka w głowie większości jedna myśli. 
'Co ona to pier*oli?' Przecież maluję się, stroję, balsamuję, przedłużam rzęsy i walczę z cellulitem dla mojego faceta!
Nie kochana. Jestem pewna, że Twój facet nigdy nie powiedział Ci, że masz zbyt krótkie rzęsy ani ogromny cellulit. On pewnie nawet nie wie czym jest cellulit, widzi jakieś grudki na Twoich udach, ale widzi je też na udach wszystkich innych, więc uważa, że to 'tak ma być'. Może nawet myśli, że on też tak ma.

Jestem pewna, że żaden facet nigdy nie podszedł do Ciebie i nie powiedział Ci 'co Ty na siebie założyłaś? Przecież wyglądasz w tym grubo!'. Tak samo 'Ty coś ćwiczysz w ogóle? Jakoś nie widać!'
Albo... nie skomplementował Cię, gdy spotkał Cię zaspaną, spuchniętą i rozczochraną w sklepie gdzie akurat stoisz w kolejce po kawę i bułki na śniadanie.


Myślę, że nie śledzisz nowych trenów czy tam blogerek modowych z uwagi na facetów. Oni tych trendów nie znają a to co aktualnie jest 'modne' w większości uważają za wieśniackie i śmieszne. 

Gdy Twój znajomy spotkany na ulicy czy siłowni zobaczy, że jesteś smutna - zapyta co się stało, wesprze dobrym słowem, nawet banalnym 'wszystko będzie dobrze'.
Gdy podły babiszon zobaczy, że masz doła (zwłaszcza z powodu kłótni w związku) zaraz zacznie się rozkoszować tym, że on nie ma takich problemów, bo ma wspaniałego faceta, najwspanialszego! I oni to się w ogóle nie kłócą. On jest wykształcony, wysportowany, przystojny, przemiły, przeinteligentny, jest tak cydowny, że nie śpi nocami tylko czuwa w razie gdyby ukochana się obudziła i poprosiła o szklankę wody. Oprócz tego świetnie zarabia, gotuje, sprząta, sam sobie urodzi dzieci i je wychowa. Ciesz się, że z Twoim się kłócicie, najlepiej to go zostaw i szukaj sobie takiego jak jej. Ale i tak nie znajdziesz, bo nie jesteś wystarczająco wspaniałą kobietą ;-)

Gdy jesteś w neutralnym nastroju i spotkasz znajomego - podejdzie i spyta czy masz doła, powiesz, że nie. Poklepie Cię po plecach i powie 'to uśmiech mordo, bo wyglądasz jak byś miała'.
Wstrętny babiszon, zacznie Ci doła wmawiać. Bo przecież skoro nie jesteś taka szczęśliwa i nie wiedziesz tak wspaniałego życia jak 'wstrętny babiszon' to bankowo masz doła ;-D

Wstrętny babiszon, zauważy, że masz pryszcze a potem z tuzinem koleżanek Cię obgada. Bo do głowy mu nie przyjdzie, że Ty chodzisz z taką cerą na luzaku, BO ZWYCZAJNIE NIE MASZ KOMPLEKSÓW i nie zamierzasz się z tego powodu tapetować. 

Wstrętny babiszon zauważy, że jesteś płaska jak deska. Ale to, że on ma na siłowni stanik z push-up'em pod stanikiem sportowym, to przecież normalna sprawa i żadne tuszowanie kompleksów.

3/4 mojego życia spędziłam z facetami. Mam masę kolegów, masę. Całą młodość słyszałam od nich, że jestem pasztetem i mam grubą d*pę. Do dziś nie jestem pewna, czy to aby serio były żarty ;-D ale nawet jak nie były, to przynajmniej byli szczerzy i traktowali mnie jak równego sobie ziomka z osiedla. No i jakby nie patrzeć, nabyłam takiej dobrej cechy - nie obrażam się w zasadzie za nic. To, że ktoś wytknie mi braki w wyglądzie nie sprawi, że zacznie wyglądać lepiej, ani, że ja gorzej. A jeżeli dana osoba myśli, że ja nie zdaję sobie z nich sprawy to niezawodny znak - że jest idiotą.
Nigdy nie słyszałam, żeby po odejściu jednego z facetów reszta grupy zaczęła go obgadywać. Zawsze wszystko wytykane było wprost.
A wiecie jak jest u kobiet?

Pewnego wieczoru spotkało się pięć przyjaciółek. Niestety nie miały o czym rozmawiać bo przyszły wszystkie.

Gdyby wstrętny babiszon był taki szczęśliwy, jak twierdzi, że jest to nie musiałby Ci tego na siłę pokazywać. Po szczęśliwych ludziach widać, że są szczęśliwi. Szczęśliwi ludzie są piękni a nie wiecznie skwaszeni i zawistni z wylewającą się wszystkimi otworami goryczą.

Wstrętny babiszonie, nie potrzebuje Twoich rad. Pewnie nawet nie patrzę na Twoje życie inaczej niż z politowaniem... Nie, nie zazdroszczę Ci i znam swoją wartość na tyle, aby nie robić tego co Ty. Nie szukam jej potwierdzenia w oczach innych. 

Konkluzja?
Jeżeli masz przyjaciółkę, z którą zachowujecie się jak faceci ^^ robicie sobie ch*jowe żarty, nakręcacie sobie wzajemnie po pijaku kompromitujące filmy i robicie żałosne zdjęcia, a one nigdy nie wychodzą w przestworza internetów - jesteś prawdziwą szczęściarą.
Jeżeli w miejscu pracy, szkole, na studiach, łorewa. Masz do czynienia ze wstrętną babą i ignorowanie jej nie przynosi odpowiedniego skutku, to może trzeba żebyś to Ty była w końcu 'szczera'? Bo ile można cierpliwie słuchać 'szczerości' z ust innych... nikt z nas nie jest przecież ascetą. 

sobota, 3 czerwca 2017

Czy można przeszczepić osobowość? Czyli o przeszczepie kału słów kilka.

Zaczynają mnie męczyć wyrzuty sumienia w związku z moimi gównianymi tematami.


Hobby nie wybiera.

Każdy pewnie słyszał, że pacjent po przeszczepie (np. serca) nabiera cech i upodobań dawcy. Czyli, lubuje się w innych potrawach, zaczyna palić papierosy...

Przeszczep 'chudej' mikroflory do myszy 'grubej', chroni przed otyłością. Przeszczep 'grubej' do 'chudej' powoduje tycie. 

...ale co jeśli powiem Wam, że...
'Szczęśliwa mikroflora leczy depresję?'
W 2011r na Uniwersytecie McMaster w Ontario przeprowadzono badania na dwóch grupach myszy. 1 zlęknionej i 2 pewnej siebie i ekstrawertycznej. Badania potwierdziły tezę, przeszczep mikrobów ma wpływ na zachowanie.
Mianowicie... Wpływają one na poziom czynnika neurotropowego pochodzącego z mózgu (BDNF) w hipokampie. Czynnik ten jest białkiem którego funkcje są wiązane z chorobami typu - depresja, schizofrenia oraz zaburzenia obsesyjno-kompulsywne. Jego niski poziom wiąże się z lękliwością i często obserwujemy go u żołnierzy wracających z misji.

Szczerze mówiąc - nauka nie wie w jaki sposób mikroflora zmienia poziom BDNF, ale być może jesteśmy na dobrej drodze aby ułatwić życie weteranom i osobom z zaburzeniami psychicznymi.






Źródło:
-'Zdrowie zaczyna się w brzuchu' Justin, Erica Sonnenburg


poniedziałek, 29 maja 2017

Shot z Kurkumą na dziurawe jelita ze stanem zapalnym.

O tym, że stan zapalny w jelitach powoduje wiele różnych chorób (w zasadzie wszystkie?) wspominałam już pewnie 2816289razy.
Więc wspomnę również o tym, że sam 'łatający' koktajl to nieco przymało i jeżeli chcecie naprawić swoje zdrowie - musicie zadbać o 'całość'. Obrazowo.
Shot z kurkumą + niby FIT ciasteczka z tłuszczami trans, cukrem i opatrzność jeszcze wie czym =/= 0
Czyli.
Shot z przeciwzapalny + słabe jedzenie to nie równa się 0.

Ale.
Shot przeciwzapalny + wspaniała dieta uszczelniająca jelita o dużej zawartości nierozpuszczalnego błonnika, wysokiej jakości tłuszczu zwierzęcego (i białka) + probiotyki + spokojne życie + sensowna aktywność fizyczna - jedzenie które szkodzi = sukces!

Shot
-100ml wody
-1 łyżka mielonej kurkumy
-1/4 łyżeczki czarnego mielonego pieprzu
-1 łyżeczka mielonego cynamonu
- szczypta mielonych goździków
-1 łyżka octu jabłkowego
-1 łyżka oliwy z oliwek
-1 łyżka soku z cytryny

^^ wymieszaj lub zblenduj. Smacznego :)








Źródło:
-'Food Pharmacy' Lina Nertby Aurell, Mia Clase

niedziela, 21 maja 2017

50 faktów o mnie. Czyli łańcuszek przy którym super się bawiłam :-D

1.Jestem 'urodzonym lwem' kocham słońce, nie wiem co to znaczy 'gorąco', nigdy też nie uległam poparzeniu słonecznemu - mimo, iż dostałam udaru. Wiem jakie to szkodliwe, ale uważam, że mi służy.
2. Zbieram karty telefoniczne. Zbierałam. Ale jak w 'tych czasach' znajdę jakaś na ulicy to i tak zabieram do domu!
3. Nie mam w sobie za grosz kobiecości, potykam się o własne (krzywe) nogi i obijam o wszystko o co tylko można. Jestem tragicznie niezgrabna.
4. Chodzę bez makijażu, maluję się naprawdę bardzo, bardzo rzadko, kilka razy na kwartał.
5. Jako młoda dziewczynka byłam totalną chłopczycą (jedyna dziewczyna na osiedlu), potem miałam krótki epizod w życiu, trwał rok - gdy całe wakacje chodziłam w sukienkach a zimą w płaszczu, koturnach, spodniach w pepitke i marynarkach. Nie wiem dlaczego, bo to zupełnie nie mój styl.
6. Mam 'sprane' poczucie humoru. Większość ludzi go nie rozumie i uważa mnie za 'idiotkę'. A mnie to strasznie bawi, więc dalej w to brnę... albo wręcz przeciwnie, że 'zarozumiałą kujonkę' nie wiem skąd ta rozbieżność.
7. Jestem ogromną fanką urody Megan Fox, Evy Mendes i Cindy. Uważam, że mają przepiękne regularne rysy twarzy. Bardzo zwracam na to uwagę i naprawdę takie twarze nie są częstym widokiem. Nie wiem też co stało się z kanonem piękna w ostatnich latach, że wszystkie kobiety chcą wyglądać... tak samo?





'We will all laugh at gilded butterflies'
Tego tatuażu też jestem fanką i to on skłonił mnie do przeczytania Króla Leara. Może nawet kiedyś zrobię sobie gdzieś to zdanie, bo czasem go używam... :-)

8. Kiedyś byłam typowym kanapowcem, robiłam podstawowe minimum a potem leżałam i odpoczywałam - najczęściej po imprezach. Hucznych. Kiedyś przyjdzie taki dzień, że spiszę swoje przygody i wydam w formie książki, jestem pewna, że będzie to bestseller i to lepszy niż 'Kroniki Jakuba Wędrowycza', serio.
9. Lubię gdy ktoś robi mi zdjęcia. Lubię oglądać zdjęcia z moją osobą.


10. Nie interesuję się motoryzacją, nie prowadzę auta mimo iż mam prawo jazdy, zwyczajnie mnie to nudzi i nie lubię tego robić. Miewam też sen, że prowadzę po alkoholu (nigdy w życiu, NIGDY nie zrobiłabym czegoś tak nieodpowiedzialnego) i nie mogę zjechać na swój pas, mimo iż coś jedzie z przeciwka... i ginę. Od tamtego czasu też boję się jeździć szybko, mimo, iż kiedyś wcale nie zwracałam na to uwagi.
11. Robię wokół siebie dużo 'szumu', gdzie się nie pojawię... podobno nawet teraz gdy absolutnie tego nie chcę.
12. Boję się dźwięku wiertarki.
13. Czynię sagjon wokół siebie, nawet jeżeli wysprzątam na błysk, za chwilę będzie 'bałagan' tak do końca nie wiem jak to robię, bo wydaje mi się, że staram się po sobie sprzątać 'od razu'.
14. Wszystkim wydaje się, że jestem mega towarzyska, podczas gdy ja jestem typowym samotnikiem.
15. Kocham czytać książki i gdyby ktoś mi za to płacił byłabym obrzydliwie bogata.
16. Jestem sroką, uwielbiam złoto, piercing, torebki, buty, tatuaże. Wszystko co jest 'inne'.
17. Jestem do n'tej potęgi nieelegancka - 3/4 życia spędzam w dresie bądź legginsach, do tego sportowe buty których kolekcję mam imponującą.
18. Nie lubię wydawać pieniędzy na głupoty. Raczej oszczędzam je na 'poważne' cele (poważnym celem jest dla mnie np. torebka :P)
19. Dużo inwestuję w moją edukację. Mówię tu też o czasie, nerwach i zarwanych nocach.
20. Nie umiem malować, choć zawsze ze sztuki miałam ocenę celującą. Pani nauczycielka zawsze doceniała moje pomysły i styl.
21. Moja wada wzroku do +0,25 na prawym oku. Mam wspaniały wzrok, a okulary noszę tylko dla ozdoby. Ah no i aby oczy mi się nie męczyły :-)
22. 8lat nosiłam aparat ortodontyczny. I swego czasu miałam 'modelowe ustawienie zębów' a potem na dole wyrosły mi 8 (usuwałam je operacyjnie, aby znów naprawić zgryz - niestety mam za słabe szkliwo więc zrezygnowałam z tego zabiegu) i aktualnie ząbki w żuchwie mam stłoczone. Kiedyś planuję licówki.
23. Jestem dość silna jak na moją drobną posturę. (Jestem dość wysoka i bardzo, bardzo smukła).
24. Nie zwracam uwagi na detale. Robię literówki gdy przygotowuję ważne projekty czy też piszę na bloga. Działam pod wpływem 'chwili' bo uważam, że wtedy wychodzi mi najlepiej i wena mnie nie opuszcza.
25. Kilka razy w życiu miałam wrażenie, że umiem czarować. 'Pożyczyć' komuś w nerwach coś, co potem się wydarzyło (zaraz potem) i spowodować własnym wzrokiem, również w nerwach, że osoba która 'zawiniła' zaczęła się dławić. Zresztą, od zawsze wierzę w takie moce. Stąd moim kolejnym tatuażem będzie 'czarna różdżka'.
26. Mam dysortografię, którą 'wytępić' próbował mój dziadek - w szkole podstawowej co wieczór pisałam 1 dyktando. Oprócz tego bardzo dużo czytam a slajdy i tak przepisuję z błędami... nieuleczalne.
27. Kiedyś chciałam powiększyć sobie biust (miałam wówczas 20lat), a potem przeczytałam, że 'taki biust' jest już 'martwy' i za odłożone pieniądze zapłaciłam studia podyplomowe. Z perspektywy czasu cieszę się, że tego nie zrobiłam oraz z tego 'iż nie mam takiego biustu, jak nie mam'. (to to samo co mam jaki jak mam, ale w tym zdaniu nie mogę tego użyć :-D).
28. Umiem śmiać się ze swoich wad i notorycznie to robię, bo bawią mnie moje niedoskonałości.
ale...
29. Jestem bardzo wymagająca co do tego, co mogę zmienić. Czyli... dużo od siebie wymagam i jestem bardzo, BARDZO obowiązkowa. Wstaję codziennie o 5 realizuję plan na dany dzień. Gdy coś pójdzie nie tak, bardzo siebie krytykuję. I nigdy się nie spóźniam. Traktuję to co mówię, bardzo poważnie, więc jeżeli obiecuję komuś, że zrobię coś - to, to robię. 
30. Całkiem nieźle gotuję. 
31. Uwielbiam jeść. Staram się jeść w nowych miejscach, nowe potrawy i traktuję to jako inwestycję w siebie. Ale nie jadam w 'podejrzanych miejscach' wolę sama gotować niż jeść byle co i byle jak.
32. W przyszłości chcę mieć własny lokal gastronomiczny z odpowiednim klimatem i myślę, że świetnie sprawdzę się w roli 'prowadzącego' takie miejsce.
33. Jeżeli kiedykolwiek zechcę wziąć ślub, to będzie to ślub cywilny na egzotycznej wyspie i nigdy w życiu, żadnego wesela. Pan młody, orkiestra i schabowy to stanowczo nie mój styl. 
34. Mam przyjaciółki od wielu lat te same i bez względu na to, czy są teraz na drugim końcu kuli ziemskiej czy też tuż obok i mają gromadkę dzieciaków... to gdy się widzimy, od lat nie zmieniło się nic... no może to, że inaczej spędzamy teraz czas. Zresztą my się dobrałyśmy też dość specyficznie... 
35. Moje ulubione zwierzątko to piesek :-)
36. Moje wymarzone mieszkanie to mieszkanie w bloku, z przeszkloną ścianą w salonie, urządzone w stylu prowansalskim.
37. Moim jedynym nałogiem jest zielona herbata.
38. Mój ulubiony kolor to khaki, brąz, czerwień, czerń, biel, krem i... róż.
39. Moi ulubieni aktorzy to Mario Casas, Vin Diesel, Robert Więckiewicz i Boguś Linda.
40. Gdy wstaję rano zadaję sobie pytanie 'a Ty jak zmienisz świat?' i próbuję go zmienić, zaczynając od siebie.
41. Chciałabym kiedyś pojechać na Bali, do Dubaju, USA i Grecji. Plan zamierzam ziścić. Wkrótce. (chcę zwiedzić cały świat, ale to akurat szczególne uwzględnienie), nawet nie wiem dlaczego.
42. Nie posiadam żadnego talentu, ale wciąż łudzę się nadzieją, że jakiś odkryję.
43. Miałam studiować 'medycynę estetyczną' na Uniwersytecie Bolońskim, ale koniec końców, nie wyjechałam. Choć nie wykluczam, że będę mieszkać za granicą gdy zdobędę tytuł mgr.
44. Mam twarz pokerzysty i ogólnie słabą mimikę. Trzeba naprawdę dobrze mnie znać, żeby widzieć po mnie emocje. Zazwyczaj widać tylko - uśmiech, brak uśmiechu ;-D
45. Od gimbazy mieszkam sama, więc chyba mogę powiedzieć, że jestem bardzo samodzielna. Ale... mam też swoje 'staropanieńskie' przyzwyczajenia.
46. Moje ulubione perfumy to niezmiennie D&G Light blue i j'adore Dior. Nie jestem osobą która używa perfum na co dzień, drażnią mi nos i powodują, że mam mdłości, więc jest to tylko odrobina przed wyjściem. I ogólnie nie mam fascynacji zapachami typowej dla kobiet, myślę, że to poniekąd przez problemy z hormonami a poniekąd przed bardzo silną alergię.
47. Mam słabość do marki Prima Classe, z uwagi na 'podróżniczy dizajn'. No i w zasadzie Alviero Martini jest dla mnie przykładem na to, iż mimo, że nie został podróżnikiem, spełnia się w inny sposób - godząc 'wszystkie' pasje. Też zamierzam tak robić gdziekolwiek życie mnie nie zaprowadzi.
48. W wieku 3lat umiałam czytać i pisać. Do dziś mam w piwnicy kartki, na których pisałam mamie, że nie chce iść do 'pitala'. Bardzo chorowałam jako dziecko, dużo czasu spędzałam w szpitalu i pewnie dlatego tak szybko to 'ogarnęłam'.
49. Całkiem niedawno pierwszy raz w życiu pomalowałam włosy (wcześniej tylko ombre i/lub relfeksy) i duża część moich znajomych (nawet moja chrzestna) stwierdziło, że super, że wróciłam w końcu do swojego naturalnego koloru. [mój naturalny kolor to ciemny blond wtf?] Uznałam to za dobry znak, ponieważ bałam się, że w ciemnych włosach będę wyglądać jak 'ufarbowany hełm', zresztą myślałam, że nigdy się nie odważę, bo jestem bardzo 'pro naturalna' jeśli chodzi o wygląd.
50. Sama się zapalam. To ma swoje dobre i złe strony. Dobre, gdy coś mi wychodzi, i chcę robić więcej i szybciej. Złe zazwyczaj gdy jest źle a ja pogłębiam ten stan.