niedziela, 12 listopada 2017

Olej kokosowy jest zły czy dobry?

Ludziska! [uhh... spokój ducha imitacją zbroi] już starożytni mawiali...
Cóż jest trucizną? Wszystko jest trucizną i nic nie jest trucizną. Tylko dawka czyni truciznę.
O, np. taki Piołun. Jest zajebisty gdy walczymy z pasożytami, ale on jest zwyczajnie... trujący! Ziołami, podobnie jak żywnością - nie wolno się bawić.

Dlaczego olej kokosowy jest zły?

  • Olej kokosowy zawiera w swoim składzie średniołańcuchowe kwasy tłuszczowe MCT. Ale nie jest!! olejem MCT. 
  • Olej kokosowy nie zawiera w swoim składzie omega-3, których drastyczne niedobory mają Polacy. 
  • Ma najwięcej nasyconych kwasów tłuszczowych, ze wszystkich olejów roślinnych.
Dlaczego jest dobry?
  • Podnosi poziom HDL i obniża triglicerydy we krwi
  • Kwasy tłuszczowe MCT obecne w kokosie wykazują działanie: bakteriostatyczne, przeciwgrzybicze, przeciwbolowe, przeciwzapalne, antyoksydacyjne.
  • z uwagi na NKT nadaje się do obróbki termicznej gdyż nie jest podatny na utlenianie
  • Ma działanie pobudzające metabolizm
  • Wykazuje działanie hepatoprotekcyjne
Gdyby ktoś mnie zapytał jaki jest olej kokosowy, to powiedziałabym, że kozacki.
Ale ostatnim czasem w Polsce, na słowo 'modny' ludzie dostają małpiego rozumu. Nawet jeśli chodzi o jedzenie. Straszne.
To, że coś fit, trendy, bio, eko i superfood to nie znaczy, że można to wcinać bezkarnie na potęge no ludzie... wyobraźni troche.
Jest taki zawód jak dietetyk i on jest po coś.

Gdy bezmyślnie zaczniesz dokładać do swojej diety olej kokosowy - zamiast cudownie schudnąć, przytyjesz, lipidogram, też możesz sobie rozwalić.

Już chyba wszystko było modne, szał był na wszystko a ile znasz osób które schudły od zażywania cudownych supli? yy... 0?
Ja też.



czwartek, 9 listopada 2017

MORSOWANIE w ciąży!

Post oczywiście powstał na podstawie opinii znalezionych w odmętach internetu. Sama oczywiście nie posiadam doświadczenia.

Pierwsza i najważniejsza rzecz, przy morsowaniu w stanie błogosławionym to:
1. Przekonanie o słuszności podjętej decyzji
2. Zgoda i wsparcie ojca dziecka. W ciąży każdy stres jest zły. Trzeba robić to na spokojnie, bez stresu i bez 'jak coś się stanie dziecku to Twoja wina' nad uchem.

Jeżeli w trakcie wchodzenia do wody stwierdzisz, że jednak 'nie dziś' to wyjdz. Bez sensu byłoby się zmuszać. Myślę, że organizm jest mądry i jeśli czuje, że 'nie' to znaczy, że nie.

Wg. opinii kobiet morsujących w ciąży, brzuch ciążowy jest nieco chłodniejszy niż reszta ciała, podobnie po morsowaniu - dłużej się rozgrzewa. Nie spada jednak temperatura wód płodowych - gdyby tak było, dziecko stawałoby się bardziej ruchliwe/niespokojne.

Odporność noworodka to immunoglobuliny otrzymane od matki. Na chłopski rozum - im matka zdrowsza, tym zdrowszy maluch.

W 2012r w Krakowie zostały przeprowadzone badania dotyczące pozytywnego wpływu morsowania na zdrowie. Morsom pobierano krew do badań na początku oraz na zakończenie sezonu.
Co zaobserwowano?
-wzrost odkształcalności krwinek czerwonych, bez zmian w ich agregacji - dzięki temu erytrocyty lepiej dotleniają nasz organizm, czujemy się lepiej i jesteśmy sprawniejsi :)

Zagrożenia dla maluszka:
-obniżenie temperatury wód płodowych (w przypadku zbyt długiego przebywania w wodzie) badania dotyczące tego jak długo i w jakiej temperaturze 'może bezpiecznie' przebywać kobieta, nie zostały przeprowadzone i pewnie nie zostaną. Więc trzeba bardzo, bardzo dobrze znać swój organizm i przede wszystkim go słuchać.
-mało rozsądnym jest wskakiwanie do przerębla w ciąży oraz chodzenie po lodzie.
-osobiście uważam, że sensownym zachowaniem przed podjęciem morsowania w ciąży byłoby poinformowanie o tym swojego lekarza ginekologa ;-)

W Rosji morsowanie w ciąży jest/było? tradycyjnym sposobem na dodanie sobie energii i odporności w ciąży. Podobno szok termiczny pozwala pozbyć się strachu przed porodem.

Po morsowaniu w ciąży rodziły się zdrowe dzieci, które nie są chorowite. Oczywiście może to być przypadek. Ja jednak nie trafiłam na przypadek w którym maluch miał mniej niż 10pkt w skali Apgar
Kobiety morsujące podczas karmienia piersią nie odnotowały problemów w laktacją.





poniedziałek, 6 listopada 2017

Probiotyki... ginekologiczne!

Czy wiesz, że...
w 96r p.n.e zalecano spożywanie fermentowanych napojów mlecznych w dolegliwościach trawiennych oraz W TRAKCIE POWROTU DO ZDROWIA/REKONWALESCENCJI.

Czy wiesz, że...
biorąc antybiotyk doustnie powinnaś [zakładam, że zwracam się do kobiet] jednocześnie przyjmować zarówno probiotyk doustny jak i dopochwowy?

Czy wiesz, że w przypadku infekcji układu moczowo-płciowego również najlepiej brać oba probiotyki?

Nawracające infekcje układu moczowo-płciowego są u kobiet mega popularne [są też kobiety które nie mają pojęcia o czym teraz mówię, szczęściary!] i są najczęstszą przyczyną wizyt w gabinetach ginekologicznych. Mają charakter nawracający, my mamy infekcję, idziemy po antybiotyk, na chwilę pomaga, za 28dni (krwawienie obniża ilość Lactobacillusów) witamy kolejną infekcję, znów antybiotyk ...i tak dalej, aż całkowicie wyjałowimy swoją  florę bakteryjną.

A można zwyczajnie brać probiotyki.
Bakterie kwasu mlekowego (obecne w zdrowej pochwie/probiotyku) wytwarzają bakteriocyny (coś w stylu pozytywnych antybiotyków) oraz nadtlenek wodoru, który działa niszcząco na patogeny. Kolonizują również nabłonek pochwy - blokują miejsca przylegania komórkom patogennym. Konkurują o glikogen z patogenami (tym samym je eliminując).
Dzięki wytwarzaniu inhibitorów proteaz, hamują również rozwój Candidy

Bierzmy probiotyki.
Cieszmy się jeziorami, morzami, zalewami, basenami i saunami.
;-)










Źródło:
-foodforum 5(21)/17
-notatki z mikrobioty



piątek, 20 października 2017

Nie chcesz się uczyć?! To jesteś zwykłą ciotą a nie wielkim kozakiem!

Jest wielu ludzi którym zazdroszczę.
Są to ludzie szczęśliwi, mający pasję, piękni, wysportowani o nienagannym uśmiechu, często zajmujący wysokie stanowiska i postrzegani jako 'ważni', no i... mądrzy.

Prawda jest taka, że nie zazdroszczę żadnemu z moich rówieśników tego, że w szkole byli wielkimi kozakami i skończyli edukację na gimbazie, bo przecież w szkole średniej trzeba było lekcje odrobić czy ogarnąć materiał na sprawdzian. Chociaż kiedyś było wielkie woooow i zazdro, to życie zweryfikowało, co tak naprawdę jest dobrym wyborem.
Po co się uczyć, skoro można wychylić browara pod sklepem [?]
Tylko, że on dalej stoi pod tym sklepem, z tą różnicą, że teraz o poratowanie na browara prosi tego który wtedy się zmuszał, do tych cholernych prac domowych i wczesnego wstawania.
Też nie lubię się do czegokolwiek zmuszać. Ale tylko zmuszając się można coś w życiu osiągnąć. Na szczęście jest z tej sytuacji wyjście - wystarczy sobie wmówić, że nam się cholernie chce!
Zobacz, najpierw rodzice zmuszali Cię do tego, żebyś zaczął chodzić - bo ile można było pchać tą cholerną nieporęczną spacerówkę.
Potem zmuszali Cię, abyś chodził do szkoły. Zmuszali żebyś się uczył. Kto przełączył sobie kod z 'muszę' na 'chcę' jest dzisiaj wykształcony i ma w życiu trochę lepiej. Kto znalazł sobie jakąś 'debilną' wymówkę aby się nie uczyć - jest zgorzkniałym, zakompleksionym, nienawistnym mendasem żywcem wyjętym z utworów Wojtka Sokoła. [wiecie ile razy spotykam się z agresją w moją stronę, tylko dlatego, że sobie od kilku dobrych lat studiuję? No jak to?! Przecież powinnam się zaharowywać! Oni się już dorabiają a ja co?! A ja nie mam nic! To straszne, ale to mój problem. Tak, oczywiście za 10lat spotkamy się gdzieś tam i ja na bank będę żałować, tak, tak, tak. Pozwolę jednak czasowi zweryfikować]

Chce mi się.
Żartuje. Mi też się nie chce. Więc już nawet ze sobą nie dyskutuję bo jeszcze sama siebie przekonam, że i tak 'ch*j z tym wszystkim, żyję w Polsce i będę bezrobotna.



*Pójście na gównokierunek studiów tylko dlatego by wieść piękny żywot studenta któremu rodzice wszystko zapewnią a następnie narzekanie na politykę kraju i wszechobecne bezrobocie to też jest wyjście dla ciot.

Życie może być przyjemne tylko i wyłącznie jeżeli zakodujemy sobie nasze obowiązki jako przyjemności. W innym wypadku musimy pchać swój kamień Syzyfa na góre, aby było nam troszkę lepiej. No przyznaj praca za biurkiem nie jest tak męcząca jak praca na kasie w markecie.

Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę z tego, że każdy człowiek na poważnym stanowisku zanim doszedł do swojego 'punktu', każdego jednego dnia robił to, co musiał. Gdy miał ochotę robił to z przyjemnością, gdy nie miał ochoty to się zmuszał. Nie patrzył na to, że znajomi idą się rozerwać, zjeść kolację, spędzą weekend w spa czy może spędzą cały dzień na zakupach. Robił to c o m u s i a ł. W głowie miał jakaś wizję i to za nią podążał.
[w tym momencie wszyscy którzy mieli 'surowych rodziców' dziękują za te wielokrotne 'TY NIE JESTEŚ WSZYSCY'. Kiedyś się buntowałam, walczyłam, oszukiwałam i oczywiście stawiałam na swoim... czasem. Teraz zaczynam to doceniać.]


Pracujesz, studiujesz a na weekendzie balujesz 3 dni. Myślisz, że jesteś ambitny i wspaniale zarządzasz czasem? Nie, nie jesteś. Miałeś 3 dni wolnego i straciłeś tylko czas w beznadziejnie bezproduktywny sposób. A każda jedna zarwana noc to mega obciążenie dla Twojego organizmu. Wiesz, że niekiedy w sportach walki, zwłaszcza w początkach kariery, sam zainteresowany musi niestety ale zrezygnować z pracy (najczęsciej pracuje w nocy, stojąc na bramce) bo inaczej dietetyk nie jest w stanie doprowadzić do homeostazy w jego ustroju?

Nauka, studia, ch*j wie jakie papiery i cała reszta i tak nie są nic warte w czasach gdy najwięcej zarabiają Ci, którzy zamiast iść na studia, wpadli na zaj*bisty pomysł i otworzyli swój biznes. Zgoda. Ale jeżeli Ty nie jesteś 'aż tak' kreatywny jak oni, musisz poćwiczyć swój umysł i się czegoś pouczyć, nawet 'zapychaczy'. A skoro dalej upierasz się przy tym, że dana osoba nic sobą nie reprezentuje to wejdź w jej buty i przejdz jej drogę. Może okazać się, że choć w szkole orłem nie była, to pracuje od gimnazjum i ma życiową mądrość na wyższym poziomie niż niejeden wielce wyuczony.

Możesz nie być zdolny, ale nie możesz być leniwy. Wyjątkiem jest tylko sytuacja w której jesteś z majętnej rodziny. Choć uważać to za swój jedyny talent - trochę słabo.
Tak, nawet jeżeli jesteś naprawdę przepiękną kobietą - nie możesz być leniwa. Musisz umieć to i tamto. Nikt się z mało reprezentacyjną kobietą na salonach nie pokaże. Ot i przykra prawda.

Ja wiem, że masz milion wymówek. Myślisz, że ja nie mam? Też jestem w tym mistrzem i powinnam dostać za to medal. Ale przynajmniej staram się nie mówić o tym głośno... :-D Całe życie byłam leniwa, nawet do sklepu po bułki mi się wyjść nie chciało. Gdybym mogła to całymi dniami czytałabym książki, no jeszcze bym się raczyła wykąpać, ale już za nic nie zmusiłabym się do zrobienia mejkapu.

Rusz głowę, nie bądź ciotą.
Wstań i zmuś się.

Chcesz wiedzieć, czy jesteś ambitny? A słyszałeś to kiedyś od kogoś? Ktoś Ci powiedział, że jesteś dla niego wzorem? Nie?
TO NIE JESTEŚ.
Koniec.

* Przypominam, że ja jestem odpowiedzialna za to co napisałam, nie za to co ktoś zrozumiał. I ja nie hejtuję i nie oceniam. A nie wróć, oceniam tych którzy mnie oceniają.
Ten post powstał w celu otwarcia oczu i zmotywowania, również mojej leniwej osoby.

czwartek, 19 października 2017

ZALETY Marihuany!!

Zalety!
Wspaniały olej CBD! Oczywiście pozbawiony THC, więc do stosowania dla małych, dużych, średnich, starych, młodych, całkiem młodziutkich...

Wpływa natomiast na receptory kannabinoidowe typu 1 - cb1, cb2 - ZNAJDUJĄ SIĘ MIN. W JELITACH!

Stosowany jest ze świetnym skutkiem w leczeniu padaczki, nowotworów oraz neuropatii typu stwardnienie rozsiane - uśmierza bóle, zwiększa relaksację mięśni.
Znosi bóle migrenowe, reumatyczne, pooperacyjne (a nas w szpitalach i tak częstują Morfinką)
Pobudza również apetyt - świetny dla pacjentów wyniszczonych chemioterapią.
Przyczynia się też do regenerowania nieszczelności w jelitach.
Wpływa na pracę hormonów, zwiększa ilość pregnenolonu - PCOS, Endometrioza? Jeszcze nie testowałam na sobie, ale wszystko przede mną! :)

Z minusów jeśli chodzi o olej to jego cholerna cena, która w Polsce jest moim zdaniem... kosmiczna :( a cierpią na tym niestety pacjenci :(



środa, 18 października 2017

Wady stosowania Mariuhuany

HG

^^ Zrobiło się klimatycznie...
Ale czas spoważnieć.
Niestety ale palenie Marihuany ma same... wady!
[ smutny to jest dzień ]

Palenie to jednak palenie i jak każde inne prowadzi do zatrucia kadmem oraz powstawania wolnych rodników tlenowych - obojętnie co palisz, starzejesz się szybciej.

Marihuana wpływa również na zmiany w naszych neuroprzekaźnikach.
Zmniejsza ilość GABA - ktory przyspiesza procesy anaboliczne i regenerację w mięśniach.
Przyczynia się do skurczenia hipokampu - skurczony hipokamp grozi zachowaniami niestosownymi do sytuacji...
Wpływa na Ciała Migdałowate związane z lękiem i odczuwaniem stresu/zachowaniem w sytuacjach stresowych
Zwiększa również dystans między synapsami - czujemy się bardziej wyluzowani, jednak paląc często i rozszerzając, rozszerzając... doprowadzamy do sytuacji gdzie 'musimy' produkować więcej neuroprzekaźników. Z kolei nadprodukcja neuroprzekaźników i chwilowe zaprzestanie palenia może wiązać się z 'halucynacjami' => przestymulowaniem neuroprzekaźników.

Ale na to i tak nie ma reguły. Każdy reaguje inaczej. Związane jest to z genami, neuroprzekaźnikami i enzymami które je rozkładają. Więc ciężko powiedzieć jak kto i na co zareaguje.

Uwaga!
Wyjątkiem jest sytuacja gdy ktoś pali się 'raz na jakiś czas' wtedy serio podbija sobie dopaminę!

ale!
W sytuacji gdy palisz co dzień/co 2 dzień masz docelowo zmniejszoną ilość dopaminy, zwłaszcza w ośrodkach odpowiadających za pamięc i koncentrację.
Każdy zna kogoś kto dużo pali i niekiedy się zawiesza...



Pozdrawiam Was z kawy z ziomkami - wschodzącymi gwiazdami Polskiej dietetyki. 2 czarne i 2 blond!

środa, 27 września 2017

Jak będąc za granicą mówisz o Polsce? Czyli Polak o Polsce 'ale tam nic nie ma'.

Nawet nie zdajecie sobie sprawy ile razy podczas tych wakacji słyszałam, że mówię takim pięknym, śpiewnym, melodyjnym, latynoskim [?] językiem.

Nigdy nie pomyślałam, że nasz Polski język może być ładny. 

Nigdy nie myślałam, że 'przeciętnej urody Polka' może uchodzić za prawdziwą 'piękność' za granicą. Nigdy nawet nie uważałam Polek za urodziwe. Przecież większość z nas ma nijakie szare lub niebieskie oczy, nijakie mysie włosy, nijaki kształt oka, nosy jak ziemniaczki, niewielkie usta i mało regularne rysy twarzy.
A jednak.

Na świecie utrzymuje się stereotyp Polaka, który przyjechał z komunistycznego kraju, w którym nic nie ma [ani morza ani gór, skoro jeździmy na wakacje za granicę]. Jest zimno. Ludzie są niewykształceni i pracują za śmieszne stawki. Dużo też pijemy i przeklinamy.

Szkoda, że ludzie za granicą nie pomyślą, że ich przekonanie o Polsce wynika z ich braków w wykształceniu. 
Bywają 'typowi Polacy za granicą'. Ale to nie jest wielki odsetek. 

Będąc we Włoskich Dolomitach, poznałam kilka kobiet [dodam, że pięknych] których jedno z dziadków było pochodzenia Polskiego i osoby te wiedziały, że Polska jest bardzo ładna - bo odwiedziły ją w dzieciństwie. Mówiły, że planują jeszcze kiedyś tam pojechać i być może nauczyć się więcej niż 'dzień dobry'. 

Cholewa, zaczęłam się zastanawiać, dlaczego w zasadzie my tak jaramy się krajami znajdującymi się w innej szerokości geograficznej niż nasza, a do nas raczej nikt na wakacje nie przyjeżdża? Dlaczego my nie mówimy za granicą o tym jak u nas jest pięknie?! Dlaczego uważamy, że u nas 'nic nie ma'?
Dlaczego Włosi jeżdżą na wakacje do Włoch? Gdy zapytasz Włocha jaka jest Italia, odpowie bez zastanowienia, że piękna. Włoch gdy tylko zauważy, że kaleczysz jego język podejdzie i zapyta skąd jesteś i czy Ci się tu podoba. Wielokrotnie byłam pytana... dlaczego nie przeprowadzę się tu na stałe?! Dla nich dziwnym jest to, że ktoś może nie chcieć tam żyć. 
Dlaczego my nie mamy takiej pewności siebie odnośnie naszego kraju?
Czy my mamy jakiś kompleks Polskości?

Przecież mamy mega 'piękną' historię naszego kraju. Zamki. Lasy które rosną 'jak chcą', pałace i dworki, kościoły. Morze nad którym słońce wschodzi i zachodzi - tak, też uważałam to za zupełnie oczywiste... ale to wcale nie jest takie oczywiste, to nasze morze jest wyjątkowe. Tatry. Bieszczady, których jezioro Solińskie może i zupełnie różne niż jezioro Garda - ma swój mega unikatowy klimat i urodą co prawda inną, ale powala. Mazury! Wrocław. którym możemy się poszczycić. 4 pory roku. Dla nas tak oczywiste a dla mieszkańców innych części świata totalnie abstrakcyjne. Śnieg w zimie. Nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, że spora część ludzi na świecie nigdy nie zobaczyła śniegu. Chmielaki, Dożynki i inne! Jedzenie regionalne! ahh... goloneczka!
Taniutkie podroby! To co w wielu krajach jest prawdziwym rarytasem u nas to zwykły odpad w śmiesznej cenie! Mega dużo gatunków jabłek! Roztocze! Kapliczki przy drodze! Polskie wesela! Tak, te imprezy wśród obcokrajowców w nich uczestniczących odbijają się prawdziwym echem jako coś zupełnie niezwykłego i szalonego! Gwary! Uczonych którzy przyłożyli rękę do postępu cywilizacji! Pizze z ketchupem! Gramatykę i ortografię :-D Pierogi! I miliony ich rodzajów. Stroje ludowe. Posługujemy się min. 1 językiem obcym! Bierzemy śluby w młodym wieku i szybko wyprowadzamy się od rodziców - dla Włochów gdzie średnia wieku w którym zmienia się stan cywilny to jakieś hmm... 35-40lat? To jakaś totalna abstrakcja i obraza dla rodziny!

Kobiety!
Mamy też piękne, wykształcone, pracowite kobiety! Serio. Dla nas to takie zwyczajne, że kobieta się uczy, pracuje, zajmuje domem i umie jeszcze ściany pomalować.

no i Rap. Serio.
[tak, wiele razy słyszałam, że nie pasuję do muzyki której słucham... ale wiecie jak to jest... w sercu mym <3 ulica! :P]

Jakoś inaczej popatrzyłam na swój kraj i język. Nawet na to co mnie w nich irytuje. Już nigdy nie powiem, że w Polsce przecież 'nic nie ma'. Bo jest. To samo, co w krajach które odwiedziłam. Po prostu dla mnie, to było takie 'oczywiste' ;-)
Mówmy o sobie dobrze, nikt inny za nas tego nie zrobi! A myślę, że mamy tak wspaniały kraj, że warto tu przyjeżdżać. Inwestować. Wydawać. 





wtorek, 19 września 2017

Dieta przy endometriozie.

Endometrioza z dietą jest związana niczym tlen z wodorem.

Co jeść a czego nie jeść, dlaczego przez endometriozę jestem gruba? [serio? przez endo?], dlaczego mam ciąglę anemię? Dlaczego mam depresję? Dlaczego jestem osłabiona? Dlaczego nie mam siły i chęci wstać z łóżka? Dlaczego wszystko mnie boli? Dlaczego miesiączka trwa u mnie 14dni? Dlaczego mam ciągłe mdłości? Dlaczego jest mi zimno? Dlaczego mam migreny i światłowstręt?
Dlaczego, dlaczego, dlaczego do jasnej cholery to ja muszę być tą 10?!

Można 'normalnie' funkcjonować mając endometriozę. Można. Ale prawda jest taka, że trzeba jej podporządkować całe swoje życie. A nie oszukujmy się, łatwiej jest brać tabletki i zganiać na chorobę wszystkie swoje niepowodzenia.

Jaka dieta jest więc najlepsza?
Przeciwzapalna!
Najlepiej wyeliminować całą żywność przetworzoną i wszystko na co mamy nietolerancje no i chyba oczywiste, że również prozapalne tłuszcze trans, alkohol i żywność modyfikowaną.
Niestety ale i kawę - pobudza endometrium do wzrostu.

Co warto jeść?
  • Zielone warzywa!
  • Owoce - ale tutaj bym uważała, aby nie obciążyć wątroby, która przy endo i tak nie działa rewelacyjnie
  • Kasze! 
  • Przeciwzapalne przyprawy: Kurkuma, imbir, czosnek, cebulka, bazylia, chili, rozmaryn, tymianek, cynamon, oregano i czarnuszka.
  • Suplementy: Selen - w badaniu na krowach, krowy którym gospodarz nie suplementował Se - chorowały! Omega-3, EPA, DHA wiadomo - przeciwzapalne, wit. D. Witaminy z gr B, C, E, Magnez.
  • Tłuste ryby morskie
  • Pij bardzo, bardzo dużo wody. Ja dużo gorzej znoszę miesiączkę gdy piję mniej niż 2l samej wody. Boli dużo bardziej (dużo to dla mnie wtedy gdy nie mogę nic robić, nawet leżeć) i trwa dłużej. Nawet ponad 10dni.
Styl życia
  • Nie stresuj się. Wiem, że łatwo powiedzieć. Ale jesteś jedyną osobą odpowiedzialną za Twoje zdrowie i co z tym zrobisz to już Twoja sprawa.
  • Wysypiaj się - niedosypianie to również stres!
  • Bądz aktywna. Uprawiaj sport, najlepiej na łonie natury! Zrelaksujesz się, schudniesz [obniżysz tym samym poziom estrogenów], dotlenisz i nie dopuścisz do powstawania zrostów.
  • Zacznij się odżywiać a nie tylko jeść. To, że zjadłeś mega zdrowy posiłek, nie znaczy, że czerpałeś z niego składniki. Być może wszystko przeleciało przez Twój przewód pokarmowy, więc zadbaj o jego dobrą kondycję od początku, do końca ;-) kondycja jelit przy endometriozie jest mega ważna. W zasadzie istnieje przypuszczenie, że endo jest jedynie skutkiem chorego układu pokarmowego.
  • Kontroluj parametry krwi nie rzadziej niż raz na 3 miesiące.
Kontroluj wyniki tarczycy, bo endo często wiąże się z niedoczynnością. 

I pamiętaj, że niekiedy nawet 100% trzymanie się założeń powoduje, że przychodzą te gorsze dni. Trudno. Choroba jest bolesna jak jasna cholera, ale nie omija nikogo. Chorują celebrytki, choruję ja - a podobno zawsze jestem pozytywna i mam dobry humor. Nie zawsze, serio ;-D

Psychosomatyka mówi o endometriozie jako o chorobie kobiet sukcesu. Które mają dużo męskiej energii. Walczą o swoje. Można powiedzieć, że nam wszystkim - przysłodziła pojawiając się!!

Nie napiszę nikomu, że należy się z nią pogodzić. Osobiście uważam, że nie da się pogodzić z czymś co potrafi powodować, że nie masz siły wstać z łóżka bo boli Cię wszystko od brzucha po kolana. Zabiera Ci chęci do życia i nie da się 'wyleczyć'. A jak nie można sie z czymś pogodzić, to trzeba zneutralizować przeciwnika!




Pozdrawiam Was z podróży i wakacji pod palmami.




środa, 13 września 2017

Tyle jesteś wart. ile myślą o Tobie inni.

Twoi rodzice piją a Ty wyróżniasz się na tle innych dzieci w Twojej klasy. Niestety nie w ten sposób w jaki byś chciał. Rzuca się w oczy jedynie znoszony plecak po 5 starszego rodzeństwa, brak kanapki w bocznej kieszonce i nieodrobione lekcje. Może nawet byś odrobił, ale mama nie kupiła ci kątomierza.

W szkole jesteś znany jako rozrabiaka i nieuk. Bo lepiej być znanym jako chuligan niż zupełnie anonimowym. Jednym z wielu dzieci na Twojej dzielnicy. Poza tym, dryblasy sąsiadów się Ciebie boją! Możesz dzięki temu chronić młodszą siostrę.

Pewnego dnia zmienia się nauczycielka historii. 'Młoda i głupia', postawiła Ci jedynkę na półrocze, naiwna facetka która myśli, że zmotywuje Cię do nauki. Choć byś chciał, to i tak nie masz książki. Zresztą na co, komu to potrzebne. Ważniejszą umiejętnością w Twoim świecie jest zakoszenie drobnych z plecaka 'bogatym' dzieciakom ze szkoły. Historia nie pomoże Ci przetrwać. 
Facetka jest tak głupia, że zamiast postawić Ci kosę na koniec roku, pozwolić powtórzyć klasę (nie pierwszy zresztą raz) postanawia wezwać matkę. Naiwna nie wie, że ona zalana do szkoły nie przyjdzie, wstanie na wieczór i znów się napije ale Ty jej przecież nie powiesz o co chodzi. Wzywa ją po raz drugi, mówisz, że mama pracuje na dwa etaty i nie ma kiedy przyjść. 'Głupia' Pani od historii zaczyna podejrzewać, że coś jest nie tak i mimo, iż nazwałeś ją przy klasie 'idiotką która może Ci naskoczyć' po końcu lekcji prosi abyś został. Zostajesz bo pewnie chce Ci wpisać kolejną idiotyczną uwagę, którą sam sobie podpiszesz.

Coś się jednak zaczyna dziać.

Nauczycielka mówi Ci, że jesteś zdolny i widzi w Tobie potencjał, pożycza Ci swoją książkę i mówi, że naprawdę szkoda marnować kolejny rok w tej samej klasie bo stać Ciebie na więcej. Mówi, że słyszała, że byłeś najlepszy na międzyszkolnych zawodach sportowych (wtedy jeszcze przynajmniej ojciec nie przepijał wszystkiego i dawał Ci te pare groszy na opłacenie zajęć dodatkowych). Mówi, że to świetnie bo przecież rozwój intelektualny z fizycznym współgrają. Możesz starać się o stypendium sportowe i nawet iść na studia, znajdą się fundusze. Mówi, że nie rozumie dlaczego robisz z siebie głupiego, przecież nauczyciele ani współuczniowie wiedzą, że taki nie jesteś. 
Ona gada i gada. Ty słuchasz. Jakoś tak Ci się troche lepiej robi. Bierzesz tą książkę, raz kozie śmierć.
Czytasz w domu, nawet to ciekawe, troche się wkręcasz. W efekcie z tej cholernej historii poprawiasz wszystkie oceny i na koniec masz 4. To jedyny taki przedmiot. Ale wiesz, że jesteś dobry. W wakacje idziesz pracować w sadzie, za zarobione pieniądze we wrześniu kupujesz używane podręczniki. Uczysz się i serio masz na to zajawkę. W efekcie Kończysz zawodówkę z wysoką średnią.

Poszedłeś dalej. Była praca, zaoczne LO dla dorosłych. Awans. Studia zaoczne. Jesteś właścicielem swojej firmy. Dobrze zarabiasz. Na płatne praktyki bierzesz tylko tych 'najgorszych' uczniów z zawodówki którą skończyłeś. I tym razem to Ty w nich wierzysz. BO KIEDYŚ KTOŚ UWIERZYŁ W CIEBIE.

To efekt aureoli.
Ta nauczycielka w gimbazie przepisała Ci takie dobre cechy, tak przekonująco, że sam w nie uwierzyłeś i taki też się stałeś.

Nie musisz być mądry, zdolny, piękny, pracowity. Przekonaj ludzi, że taki jesteś a gdy Ci uwierzą - taki się staniesz.
Czasem żeby być najlepszym, wystarczy uwierzyć - że jesteś.




czwartek, 7 września 2017

Jak ja bym zreformowała szkolnictwo!

Wszyscy teraz w śmiech, cóż ja mogę na temat szkolnictwa powiedzieć.
Śmieję się i ja, bo nie mam nic do powiedzenia. Mówić mogę, ale po co, nie jest ministrem, brak mi autorytetu. Ale mam bloga więc mogę pisać co zechcę.

A jako, że uczęszczałam do hmm... chyba 5 szkół w Polsce
[  1 - podstawowa i gimbaza
   2,3 - LO
   4,5 - Uczelnie Wyższe  ]
...to uważam, że coś na ten temat mogę już powiedzieć. Tym bardziej, że zawsze lubiłam oglądać filmy albo czytać babskie książki o dziewczynkach chodzących do szkoły w innych krajach.
Otóż.

Pierwszą rzeczą którą powinno się, a się nie robi - jest nauka 'uczenia się' !! Gdy ja przyszłam do szkoły, już od razu było coś tam do nauczenia się, a nikt nie powiedział nam jak to zrobić. Gdzieś tam wyżej w Szkole Podstawowej były już jakieś wzmianki o tym jak powinno się uczyć, jakieś mapy myśli, kolorowe długopisy blabla. Co z tego, skoro znaczna część dzieciaków nie wiedząc tego wcześniej uznała się za GŁUPIE i takie którym już w życiu z nauką się nie powiedzie. Śmieszne prawda? To spróbujcie powiedzieć to dziecku.
Ja dopiero na studiach doszłam to genialnego wniosku, że nauczyć się można wszystkiego. Nawet cyklu Krebsa i łacińskich nazw pasożytów. Kochani, ja się nawet nauczyłam schematu produkcji piwa!

Więc Drogi Rodzicu, zanim nazwiesz swoje dziecko głupim - 'patrz Jessica sąsiadów spod 2 ma same 5!' Uświadom sobie, że to Ty jesteś głupi, idz po rozum do głowy i popracuj ze swoim dzieckiem nad szukaniem dobrej dla niego metody nauki. Może okazać się, że zapamiętuje daty najlepiej po treningu pływania, a może najlepiej mu się uczy przy cichutkiej muzyce, a może woli mapy myśli, a może setki karteczek z zasadami ortorgaficznymi poprzyklejanymi po pokoju? [u mnie działało, zasady znam, tylko nie umiem korzystać :-D] kolorowe długopisy, zakreślacze, kredki, naklejki, cokolwiek. Nie ważny jest sposób, ważne jest to, że musi działać.
Musi. Bo nie ma dzieci głupich, są tylko takie które nie potrafią się uczyć.
Ale skąd mają umieć skoro nie zostały nauczone. Jest niewielki odsetek dzieci ambitnych, one same do tego dojdą z czasem. Ale nie wszystkie.
Sekretem uczenia się, jest uczenie się. Metodą prób i błędów.

I wcale nie jest tak, że dzieci uczą się szybciej niż dorośli. Dzieci mają zwyczajnie do tego c i e r p l i w o ś ć. Nie tak dawno przecież, ucząc się chodzić raz za razem rozbijały kolana. Dorośli nie chcą się uczyć, nie chcą się rozwijać, nie chcą robić nowych rzeczy. Mam nadzieję, że opatrzność uchroni mnie przed byciem takim 'dorosłym'.
Swoją drogą, ostatnio zastanawiałam się, kiedy to się stało, że nauczyłam się tak świetnie chodzić - że już się nie przewracam. Przecież pamiętam doskonale pół dzieciństwa z płaczem pod blokiem nad rozbitym kolanem i czekanie aż któreś z rodziców zejdzie z wodą utlenioną i opatrunkiem. Największy płacz był ze strachu przed tą wodą utlenioną, to tak piekło!!!

Za kilka lat będziesz się zastanawiał, czy Twoje dziecko lubi się uczyć - bo umie, czy umie - bo lubi.
Ja umiem się uczyć szybko, ale ciężko idzie mi zmuszanie do nauki rzeczy które nie będą mi potrzebne - szkoda mi wówczas czasu i 'miejsca w głowie'. Zresztą, nauczyłam się czegoś od Sherlocka Holmesa - wyrzucam z głowy informacje zbędne.

Mówi się, że aby zostać w czymś mistrzem, należy to robić przez 10tys godzin. Więc... aby zostać mistrzem w języku angielskim - karzesz dziecku uczyć się angielskich słówek przez 10tys godzin? Pomysł genialny i prosty. Ale wówczas stanie się ono mistrzem w nauce słówek a nie posługiwania się językiem obcym.
Jeżeli będziesz zmuszał dziecko do nauki, przez wiele godzin - stanie się ekspertem od szybkiej i owocnej nauki. Naucz dziecko wykorzystywać swoje umiejętności. Albo rzucaj je na głęboką wodę - jestem chodzącym przykładem takiego wychowania i w sumie... to jestem zadowolona.

Chodziłeś w Polsce na lekcje fizyki, biologii, chemii... Więc wiesz w jaki sposób nawet najciekawszą lekcję i najbardziej interesujący przedmiot można spie*dolić w szkole. O ludzie... ile ja sobie obiecywałam po pierwszych zajęciach z chemii czy fizy! Już czułam się naukowcem! A zapamiętałam jedynie pocieranie laski ebonitowej i szklanej. Sama w domu czytałam opisy doświadczeń i próbowałam je sobie wyobrazić. Jeśli chodzi o fizykę, to byłam mistrzem w rozwiązywaniu zadań. I przekształcaniu wzorów. A do jasnej cholewy, fizyka jest przecież taka ciekawa!

WF. Wiecie jak wyglądają zajęcia z wf w USA? Wiecie, że uczniak musi chodzić na zajęcia codziennie - przecież aktywność fizyczna wpiera działanie mózgu! Pomaga w nauce! Jasne!! Ale on tam wybiera sobie swoją aktywność! Czy to pilates, czy joga, może chce być cipliderką!

Matematyka. Nie lubiłam. Zawsze się nudziłam. Potegowania do 3 potęgi nauczyłam się na pamięć do jakiejś tam liczby i szybko ogarniałam resztę. Dwie nauczycielki matematyki wspominam dobrze. Umiały nauczyć nawet chłopaków, którzy z matmą mieli problemy, fakt, że trochę terrorem. Ale działało. Do dziś gdy się nudzę, liczę sobie deltę.

Historia. Miałam kiedyś w podstawówce fajną nauczycielkę. Przynosiła nam dodatkowe materiały, wymyślała fajowe zadania domowe. Chciało się je odrabiać. Była kreatywna. Lubiłam historię. A potem nuuuda...

Sztuka!
Nigdy nie lubiłam 'plastyki' bo zawsze miałam 5. Nie ma nic złego w 5, ale większość dziewczynek była utalenowana i miała 6. Ja nie byłam i nie miałam. A mi się było ciężko pogodzić z porażką... Aż... pewnego dnia, przyszła inna, młoda Pani :) I ta Pani mówiła mi, że super maluję i mam super pomysły i stawiała mi 6. Chodziłam na kółko do 'tej Pani' i malowałam jak szalona, to co trzeba, prace na kółko i jeszcze dodatkowe! Uczyłam się też o artystach epoki! Bo Pani odpytywała zanim postawiła 6 na koniec roku! O ludzie! Ile ja mogę mówić o twórcach Renesansu! Gdybyście zobaczyli mine mojej mamy jak zwiedzałyśmy Rzym a ja nadawałam! Ta wiedza przydała mi się jeszcze nie raz, na lekcjach Polskiego. No i co tu dużo mówić, ta 'Pani' dodała mi dużo wiary w moje możliwości, to dzięki niej miałam odwagę zarwać nockę aby narysować mapę wyprawy Prometeusza i przygotować wystąpienie które opowiedziałam klasie. To była praca dla chętnych. Dostałam wtedy 6. Było warto. I to było super. Jeśli chodzi o nauczycielki Polskiego to w zasadzie zawsze dobrze trafiałam. Były kreatywne i potrafiły zaciekawić. No i przymykały oko na moją ortografię ;-D
Wtedy, ta 'nowa Pani' nauczyła mnie, że nie muszę być zdolna, wystarczy, że będę kreatywna.
Pamiętam, jak kiedyś rysowałam jakąś kobietę w sukience, która robiła coś ze słomy. Rysowałam ją na wzór obrazu z książki, pamiętam, że nawet ładnie mi wyszło. Serio. Można coś tam wypracować ;-)

Czasem jest tak, że bardzo lubimy nauczyciela a jego przedmiot nam wcale nie podchodzi. Tak miałam z Francuskim. Naprawdę, początkowo chciałam się go nauczyć. Strasznie jarałam się Francją! Po roku nauki tego języka moim marzeniem było zwiedzić ten kraj. I udało się. Ale z nauką języka było ciężko, ten akcent... trudno, Francję zawsze będę lubić ;-D a nauczycielkę rewelacyjnie wspominać! Właśnie, moim zdaniem nauczyciele, powinni być nauczycielami z powołania! Kochać swoją pracę i spełniać się w niej! Takie osoby widać, serio. To jest piękne!
Wakacje też były mega!




Dzieci powinny uprawiać sport. Bez znaczenia jaki. Powinny aby ukształtować sobie dobre cechy charakteru. Wytrzymałość. Wolę walki. Może to i zabawnie brzmi, ale takie umiejętności im się przydadzą, chyba widzicie jakim charakterom się w tym kraju dobrze żyje?




środa, 6 września 2017

#SuperFoods. Ziemia okrzemkowa

Tylko wiecie jak to jest z tymi superfoodsami? Samo jedzenie ich, nawet na potęgę, bez patrzenia na swoją dietę i styl życia jest równe temu co załatwianie swoich potrzeb fizjologicznych codziennie na dywan [czytaj. sranie] i próbowanie tego zamieść.

Nie polecam. 
Jak coś robić, to robić. A jak nie robić to nie robić i skończyć głupie gadanie.

Ja im więcej czytam nt. Ziemi okrzemkowej, tym bardziej się nią jaram i nie wiem jakim cudem - wcześniej o niej nie słyszałam. 

Ziemia okrzemkowa.
Jest organiczną formą krzemu o dużej bioprzyswajalności (naturalnie uformowana mineralna skała osadowa, składająca się z pancerzyków okrzemek). 

Jak działa?
Cząsteczki ziemi okrzemkowej w obrazie mikroskopowym wyglądają jak cylindryczne, różnokształtne rurki z licznymi porami - przez które mogą wchłaniać mniejsze cząsteczki chemiczne. Posiadają one silnie ujemny ładunek elektryczny .
Natomiast wiele substancji szkodliwych i mikroorganizmów charakteryzuje się ładunkiem dodatnim. 
+ i - się przyciąga, to chyba każdy pamięta z pierwszych lekcji fizyki - to tak w nawiązaniu do początku roku szkolnego.
Ten prosty schemat pokazuje w jaki sposób ZO usuwa z nas zanieczyszczenia.

Właściwości.

  • wpływa korzystnie na procesy budulcowe tkanek kostnej i chrzęstnej.
  • oczyszcza organizm z toksyn
  • ma swój udział w syntezie kolagenu 
  • działa przeciwpasożytniczo
  • upiększa nasze włosy, skórę i paznokcie (gwarantuję, że lepiej niż większość specjalnych preparatów ogólnodostępnych)
  • zmniejsza absorpcję przez organizm amelinium aluminium.









Źródło:
-foodforum nr 4(20)/2017




środa, 30 sierpnia 2017

Co zrobić, gdy w życiu Ci nie wyszło?


Nie oczekuję już niczego od życia. A ty zmuszasz mnie, bym dojrzał bogactwa i horyzonty, które przerastają moją wyobraźnię. Teraz kiedy je zobaczyłem i przeczułem ogrom moich możliwości, czuję się gorzej niż kiedykolwiek przedtem. Bo wiem, że mogę zdobyć wszystko, tylko tego nie chcę (...)



Dobre pytanie, co?
Nie jestem pewna, czy jestem odpowiednią osobą aby pisać takie teksty, ale w zasadzie... gdybyście wiedzieli ile razy w życiu upadłam i leżałam z twarzą w błocie... na pewno bylibyście zdziwieni. Ho, ho... a ile razy podnosiłam a w zasadzie szarpałam ze sobą, wpadając w to błoto coraz głębiej... Teraz gdy o tym myślę... poracha.

W tym roku jak co roku uświadomiłam sobie, że coś mi nie wyjdzie. Tylko było tego trochę, dużo, bardzo dużo więcej. Wiecie, dla osoby która miała zaplanowane całe życie to mega cios gdy sypie się 7/8 planów... a nowych jak nie było, tak nie ma! Nie ma pomysłów, nie ma chęci.

Nauczona życiowym doświadczeniem, stwierdziłam, że trzeba zacząć się podnosić. I zaczęłam. W trochę złym momencie i nieumiejętnie. Czasem chyba lepiej odpuścić. Poczekać. Dać sobie czas. Zająć czymś głowę i nie myśleć o tym, co nas spotyka.

Odpuściłam.
Odpuściłam całą sobą.
Gdy zaczynam łapać się na niepotrzebnych rozmyśleniach, wyłączam myślenie. Trzeba czasem odpuścić. Wyluzować się. Nie planować. Nie ma nic złego w chwilowym braku motywacji czy pomysłu na życie. Nie wiem dlaczego takie banały najgorzej jest mi zrozumieć.

Na obecny moment, moje jedyne plany (i to wymyślone w ciągu ostatnich 3 tygodni) dotyczą tylko i wyłącznie celów rozwojowych. Jestem moją jedyną sferą nad którą mogę zapanować. A lubię wysokie poprzeczki, lubię czuć, że mogę, że coś robię, że stać mnie na więcej... i co najważniejsze. Nie mogę i nie potrafię wstawać i nie mieć sensu. To mnie zabija.


Czasem jedyną rzeczą którą możemy zrobić aby sobie pomóc, to odpuścić. I poddać się przeznaczeniu. Pomyśleć 'co ma być to będzie' i robić to, co powinniśmy robić. To co uważamy za słuszne. To co powinno prowadzić nas ku górze. Nikt z nas życia nie przyspieszy, choć bardzo byśmy chcieli.

Idę.




poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Im więcej masz tłuszczu, tym mniejszy masz mózg.

Jeżeli utrata nadprogramowych kilogramów z uwagi na zdrowie do Ciebie nie przemawia, to może przemówi utrata wagi z uwagi na utratę zmysłów?

Komórki tłuszczowe nie są zaledwie zbiornikami w których odkłada się tłuszcz. Komórki tłuszczowe to organy hormonalne.
Kobiety lamentują nad tłustymi ramionami, udami, pupami, łydkami... nie zdając sobie sprawy z tego, że najbardziej niebezpieczny tłuszcz to ten trzewny, którego nawet nie widać...
W skrajnych przypadkach ujawnia się on w postaci opasłego brzucha - z tego powodu stosunek obwodu talii do bioder stanowi miarę zdrowia. Mianowicie, pozwala przewidzieć przyszłe schorzenia.

Tłuszcz trzewny jest zasiedlany przez białe krwinki powodujące stany zapalne. Wszystkie cząsteczki produkowane przez tłuszcz trafiają do wątroby - która generuje kolejne reakcje zapalne.

W 2005r przeprowadzono badanie na grupie 100 osób. Zmierzono obwody talii i bioder i zestawiono ze zmianami w strukturach mózgu.
Wyniki?
Im większy brzuch - tym mniejszy hipokamp. A jego działanie całkowicie zależy od rozmiaru.
Kolejne badania ukazują również, iż mózg obkurcza się z każdym dodatkowym kilogramem oraz... jak na ironię - im pokaźniejsza tusza, tym mniejszy mózg.

[aby dobrze Wam to zobrazować. Każdy z nas ma taką 'tempszą' czy ładniej mówiąc 'mniej inteligentną znajomą' która jak rzuci czasem jakimś hasłem z dupy, to nie wiecie jak zareagować. Ona ma właśnie mały hipokamp]

Kolejny projekt badawczy.
Przestudiowano mózgi 94 osób w przedziale wiekowym 70-79lat. Żaden z uczestników nie miał demencji ani innych schorzeń upośledzających zdolności poznawcze. Badanie trwało 5 lat, u osób z BMI > 30, odnotowano wygląd mózgu o ok. 16lat starszy niż wskazywała na to metryka badanego. Utrata tkanki mózgowej miała miejsce w płacie czołowym i skroniowym (osrodki odpowiedzialne za przechowywanie wspomnień i podejmowanie decyzji).

Ja doskonale wiem, że perspektywa jest bardzo odległa i kto by się tam przejmował tym, co będzie za 50 czy 60lat. Ale warto zadbać o swoją dietę już dziś, nie pozwól aby Twoi bliscy męczyli się z Tobą na starość!







-C.Geroldi i in. 'Insulin Resistance in Cognitive Impairment'
-C.A Raji i in. 'Brain Structure and Obesity'
-'Brain Grain' Dr David Perlmutter

niedziela, 13 sierpnia 2017

Dlaczego nie biorę leków przeciwbólowych?

No litości ludzkości. Przecież zdrowego człowieka nie ma prawa nic boleć!!


Czy jesteście sobie w stanie wyobrazić, że pewnego razu wzięłam 7 Ketonali i ból nie ustąpił? Wspominałam o tym lekarzom latami, zawsze słyszałam, że... przecież wszystkie kobiety to przechodzą. Wspominałam znajomym to słyszałam, że się ze sobą pieszczę.
Nie, ja wcale nie mam niskiego progu bólowego, mam wręcz bardzo wysoki bo niewiele jest kobiet które z 'bólem porodowym' idą do pracy, czy też do szkoły.

Od dziecka zmagam się z silnymi migrenami. Teraz od kiedy się obserwuję wiem, że migrena wystąpi w chwili silnego stresu, odwodnienia albo następnego dnia po wciąganiu słodyczy (obwiniam za to syrop glukozowo-fruktozowy), jeżeli raz na jakiś czas zjem ciastko z mąki pszennej - zazwyczaj rano dnia kolejnego też męczy mnie migrena.
Tak na marginesie, to nie jest zwykły ból głowy, z bólem głowy można góry przenosić, z migreną trzeba uważać, żeby nie zwymiotować wstając z łóżka.

Nie piszę tego, żebyście zobaczyli jaka ze mnie bohaterka, bo nie biorę tabletek. Piszę to, żebyście zrozumieli, że trzeba siebie obserwować. Jeżeli coś Was boli i nie jest to ból 'jakiś tam chwilowy' to znaczy, że jest to powód do niepokoju. 
Teraz to może być 'mały pikuś', ale może wróżyć poważne problemy w przyszłości.

Trzeba naprawdę męczyć lekarzy i badać się we własnym zakresie. Bo to nigdy nie jest normalne.
Jeżeli macie problemy ze strony układu pokarmowego lub nerwowego, proponuję założyć sobie zeszyt i zapisywać co jecie, będziecie wtedy mogli namierzyć winowajcę. Czasem wystarczy niewielka modyfikacja diety żeby poczuć się naprawdę dobrze i nie dopuścić do poważnych problemów.








sobota, 5 sierpnia 2017

Co może robić dietetyk w Opolu, czyli praktyki w Ajwen.


Tadam!
Ostatnie tygodnie spędziłam w Opolu, gdzie miałam możliwość uczyć się od najlepszych dietetyków w Polsce! :)
Prawda, że siedziba jest w pięknym miejscu? Ja swoją ulubioną zieloną herbatkę, w urodzinowym kubku piłam zawsze patrząc na ten ładny kanał :)


Zajadałam się w VegeQuchni - pokochałam vegańskie jedzenie za jego inność :) no i cóż... brak chemicznych dodatków :)
Ale tak najbardziej za te nieznane smaki. ^^ Tu spożywam zapiekankę z kaszy gryczanej, bakłażana i pomidorków, która 'troszeczke' ostra, nie dawała się przełknąć bez sałatek... ale była mega!










Opole jest bardzo ładne, z jednej strony jest w nim 'wszystko' z drugiej nie ma biegających i spieszących się ludzi. Jest piękne i takie trochę jak z bajki. Jest też zielone i płynie w nim sporo wody. No i ma swoją wyspę. 
Gdybyście kiedyś rozważali wyprowadzkę - Kraków, Wrocław, Warszawa czy Poznań, to ja polecam Opole :)
No oczywiście jeżeli nie lubicie dużych miast - jak ja.

W Opolu też zobaczyłam po raz pierwszy Barszcz Sosnowskiego, bardzo dużo Barszczu Sosnowskiego. Oczywiście już 'spalony'. Ale dla mnie to i tak szok, bo u mnie nigdy go nie widziałam.

No i poznałam super śmiesznych ludzi <3 z którymi spędzałam czas - w pracy, na pracy! I po pracy na wiadomo... JEDZENIU, opalaniu, rozmawianiu, zakupach i innych 'babskich' rzeczach :-D

Nie ćwiczyłam 3 tygodnie!! Ale spokojnie, nadrobię :)








niedziela, 23 lipca 2017

Dlaczego mamy tylu bezrobotnych magistrów?

Każdy student +/- z mojego rocznika zna odpowiedz na to pytanie. Udaje tylko, że nie zna bo prawdopodobnie jest mu dobrze tak jak jest.
[ale od każdej reguły są wiadomo, wyjątki]
99% studentów, których ja poznałam, traktuje studia jak przedłużenie dzieciństwa.
Bycie studentem to tak samo jak bezrobotnym, tylko rodzice są z Ciebie dumni.
Podpisuję się pod tym wszystkimi kończynami. Doskonale pamiętam czym się zajmowałam na studiach dziennych. Nie była to ani nauka, ani chodzenie na zajęcia.
Części dzieciaków zaczyna dziać się źle w głowach gdy wyprowadzają się od rodziców, zwłaszcza tych 'surowych'. Większe miasto, zajęc tyle co kot napłakał, mama nie pyta czy lekcje odrobione... ;-D
Trzeba trochę poudawać, że się uczymy i jest nam mega ciężko a potem... wrócić z papierkiem do dumnych rodziców i rozpocząć wesołe życie bezrobotnego. Bo w sumie 'teraz nie wiem co dalej  robić z życiem'. I potem mega zdziwienie, dlaczego pracodawca nie czeka na nas z otwartymi ramionami aby dać nam pracę, najlepiej na 'wysokim' stanowisku.
Przecież dziadkowie tak obiecywali, że jak zrobisz mgr to dopiero będzie. Mi też tak mówią - co jest dla mnie totalnie śmieszne, bo doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że więcej niż do tej pory już ze studiów nie wyciągnę i mówiąc szczerze... są straszną kulą u mojej nogi. Straszną. [nie, inne/lepsze czasy w których studia będą 'czymś' jak twierdzi moja babcia - już nie przyjdą. Macie moje słowo]. Gdy jeszcze studiowałam TD jeden z wykładowców powiedział nam, żebyśmy wiele nie oczekiwali nawet po 'takim' kierunku. Bo studia tylko wskazują drogę. A reszte musimy zrobić sami. Zapamiętałam.
Studia nie są obowiązkowe, więc jeżeli już idziesz, to idz na coś co Cię interesuje, żebyś się tam nie męczył. Nawet jeśli będą Ci mówić, że to gównokierunek. Mi też tak mówili. O dziwo za drugim razem. Za pierwszym gdy szłam na narawdę gównokierunek - wszyscy mi gratulowali. Jeszcze do tej pory czasem rodzice 'kogoś ze znajomych' pytają kiedy skończę tę dietetyczne głupoty bo przecież mam 'taki fach w ręku'! To dowodzi tylko temu, że nie rozumieją świata w którym żyją. Wina niczyja, ale te 'z dupy' rady mogliby zatrzymać dla siebie ;-)

Dlaczego skoro mam takie zdanie, ja poszłam na studia? Bo poszłam i cieszę się, że to zrobiłam... Nie mogłabym być dietetykiem, bez studiów, a chcę być dietetykiem.

Idz na to, co Cię serio interesuje. Przemyśl to dobrze. Na studiach oprócz chodzenia na zajęcia działaj w SKN, ucz się języków, inwestuj w kursy, rozwijaj się.
Rób co chcesz, ale rób to dobrze. I miej plan.
Nie martw się, gdy plan się zmieni. Moje plany zmieniają się co chwila. A ostatnio życie całkiem mi się przewróciło... Ale czy to źle? Zobaczymy. Zawsze lepiej mieć 5 alternatyw na to co będziemy robić po skończonej edukacji niż żadnej.

Dziś już nawet Medycyna, Weterynaria ani Prawo nie gwarantują Ci zatrudnienia. Ostatnio usłyszałam, że inż. przed nazwiskiem to dopiero coś! Prawdziwy fach w ręku a nie wiedza ogólna. Wiedza ogólna? Na każdych studiach są 'zapychacze' od wiedzy ogólnej. A fachu w ręku nie gwarantują żadne studia. Znam inż. na bezrobociu i z raczej bardzo słabymi perspektywami. I mam znajomych z lic. z pedagogiki którzy wyśmienicie sobie radzą.
A fach w ręku to zapewnia Zasadnicza szkoła zawodowa. I takich ludzi z fachem w rękach właśnie nam brakuje. Tu się mogę zgodzić. W razie gdyby ktoś chciał szybko zdobyć zawód ale rodzice na siłe pchają go do LO [przecież nie możesz być gorszy niż Seba i Dżesika sąsiada spod 7!] niech im uświadomi, że ludzie po zawodówkach też robią maturę i kończą studia. Żaden problem, no chyba, że taaki wstyd dla rodziny!

Na studiach pracuj na swój sukces, swoje szczęscie i swoje wymarzone życie a nie dyplom który rodzice co prawda będą mogli sobie powiesić w salonie... ale nic poza tym. Do czasu gdy jeszcze 'są rodzice' nawet wiszący na ścianie dyplom daje rade. Ale kiedyś trzeba dorosnąć a wówczas... można obudzić się z ręką w nocniku.



sobota, 15 lipca 2017

Łatwo jest być dużym, trudno jest być małym.

Lubię ludzi, którzy czegoś chcą od życia. Staram się otaczać takimi. Trochę mnie motywuje, trochę dodaje mi to siły a trochę jest to tak, że z takimi ludzmi chce się przebywać.
Znaczna część moich znajomych ma jakieś cele do których dąży. Większość chce wszystko na szybko i od razu - też kiedyś myślałam, że tak jest dobrze.
Mniejszość nauczona życiowym doświadczeniem wie, że osiąganie czegoś wymaga czasu i duuużo cierpliwości (wbrew temu, czym bombarduje nas świat). Zazwyczaj jest tak, że gdy robi się swoje z uporem - nie wiadomo kiedy coś się osiąga. A może chodzi tylko o zaprzestanie skupiania się na celu? A skupienia się na drodze? Cel to w zasadzie tylko chwila radości więc bez sensu jest się na nim koncentrować.

Wszyscy mówią o tym, jak coś im wyszło. Piszą poradniki o tym jak w życiu 'osiągać'. Nikt nie mówi jak dobrze upadać. Gdybym kiedyś chciała napisać o tym, jak to jest gdy w życiu coś Ci nie wychodzi. To nigdy bym się za to nie zabrała, bo mi nie wyszło wszystko. Wszystko wyszło nie tak. Nie tak to wszystko miało być.
Ale jest, jak jest. I jestem tu też ja, skupiona na mojej drodze, nie na celu. O celu wcale już nie myślę, bo może tak naprawdę określiłabym go zbyt wcześnie. Mógłby się z czasem okazać zbyt bliski.
Niekiedy tak jest, że coś wydaje się niemożliwe do osiągnięcia a potem nagle, okazuje się, że można. I to dość szybko - co nieprawdopodobne!

Może cały sekret osiągania polega tylko na tym, aby dobrze 'tracić' czas? Od kiedy uświadomiłam sobie, że mam tylko jeden czas, który został mi dany - za każdym razem zanim się zezłoszczę, zirytuję, rozpłaczę i zniechęcę... zastanawiam się. Bo mogę zrobić co w danej chwili jest wygodne i najprostsze, pytanie tylko - czy to sprawi, że ruszę do przodu?
Raczej nie sprawi. Raczej muszę zapanować nad sobą, uspokoić się i zająć czymś budującym. Tylko w chwili gdy pokonujesz siebie, pokonujesz wszystko. Tylko.


Brzmię jak smutna trenerka rozwoju osobistego. I know.
Pamiętaj. Bez względu na to, jak dobry będziesz - nigdy nie będziesz tak zajebisty jak moja przyjaciółka, która poszła wysikać się w krzaczki... i wpadła w bagno.
Ps. Sikanie na powietrzu jest bardzo fit. 

piątek, 7 lipca 2017

Co powiedziałabym 20letniej sobie?

Niebawem skończę 26lat. Wiem, że to 'dużo', bo myślałam, że w tym wieku będę już miała wymarzoną pracę, skończone 3 kierunki studiów i śliczne małe mieszkanko urządzone w stylu prowansalskim. Wiem, że to mało, bo ciągle czuję się jak bym miała 16lat i patrząc na 'ogarniętych' znajomych z LO czuję się co najmniej dziwnie... przecież jesteśmy tacy młodzi! A oni są już tak poukładani!

26lat to chyba już taki wiek, kiedy mogę coś wiedzieć o życiu. Chciałabym mieć te doświadczenia które mam teraz w wieku 20lat, czy nawet 19. Co wówczas zrobiłabym inaczej?

1. Zrobiłabym coś co będzie dla mnie wszystkim. W s z y s t k i m. Coś co będzie sprawiało, że będę wstawać z łóżka gdy nic nie będzie miało znaczenia. Zrobiłabym swoją największą motywację z czegoś produktywnego. I robiłabym to.
2. Więcej bym pracowała. Prawdę mówiąc, uważam teraz że lata które spędziłam na zabawie były zupełnie bez znaczenia dla mnie 'aktualnej' i mogłam je poświęcić czemuś produktywnemu. Chociażby zarabianiu. Może wówczas pisałabym to już z mojego oliwkowo-białego mieszkania a'la południowo-wschodnia Francja
No chyba, że kiedyś swoje przygody opiszę i zarobię na tym miliony - wówczas przestanę żałować.
3. Zostawiłabym wszystko co mnie nie buduje. Jeżeli coś nie daje Ci szczęścia na początku nie da Ci go nigdy. Koniec kropka. Takie jest życie. Albo czarne, albo białe. A takie bezsensowne wierzenie w lepsze jutro, to tylko strata czasu.
4. Byłabym 100% egoistką. Nie zrobiłabym już nic aby zadowolić innych. Nie studiowałabym TD, rzuciłabym to po 1 roku, tak jak chciałam początkowo to zrobić.
5. Uczyłabym się języków. Już nie tłumaczyłabym się brakiem talentu czy tam 'to mnie nie interesuje' robiłabym to na siłe, bo wiem, że ta umiejętność bardzo by mnie 'teraźniejszą' uszczęśliwiła.
6. Wyprowadziłabym się bardziej w centrum Polski, albo poszła na studia do Włoch. Trzymanie się mojego rodzinnego miasta i tłumaczenie tego ogromną sympatią do niego - nie ma sensu z perspektywy 'dzisiaj'.
7. Uświadomiłabym sobie, że nikt nigdzie na mnie nie czeka. Im szybciej, tym lepiej. Mi też rodzina mówiła, jak będzie pięknie. Kończysz 'dobre' studia, wychodzisz z obrony a tu już podbiegają pracodawcy z ofertami, jedna lepsza od drugiej. No, no... to pierwsze co trzeba włożyć między bajki.
8. Urwałabym znajomości które mnie nie budują i nic nie wnoszą w moje życie. Asertywność to coś nad czym muszę pracować. I to ooostrooo!
9. Nauczyłabym się medytować i nie myśleć o niczym. Być tu i teraz. Zwyczajnie.
10. Nie martwiłabym się przyszłością. To d z i ś pracujemy na jutro. Taki jest fakt. Jak dobrze żyjesz dziś, nie musisz się martwić jutrem.
11. Codziennie wychodziłabym poza swoją strefę komfortu. Nawet jakąs zupełnie malutka i pozornie nieistotną, aż weszłoby mi to w nawyk.
12. Nauczyłabym się pisać. Kreatywnie. Bo z moimi ortografami już dawno się pogodziłam :-)
13. Jeździłabym po świecie zawsze gdy była okazja i nie szukałabym wymówek. Tak naprawdę to już nie raz i nie dwa miałam okazję zwiedzić jakiś kraj który jest na mojej liście marzeń, a nie zrobiłam tego, bo zawsze 'coś'. Nie patrz na coś. Coś nie popatrzy nawet na Ciebie.
14. I zapamiętałabym najważniejsze. Nic nie jest wieczne i nic nie jest na zawsze. Wszystko w życiu spotyka Cię a potem przemija. Dostajesz coś i myślisz, że jesteś szczęściarzem? O nie! Zawsze miej alternatywę, bo jutro możesz już funkcjonować bez tego.
15. Ten czas, ta jedna chwila. Już nigdy nie będzie Ci dana. Życie nigdy nie daje drugiej szansy. Czy chcesz ją zmarnować na zamartwianie się?


Żaden dzień się nie powtórzy, nie ma dwóch podobnych nocy,
dwóch tych samych pocałunków,
dwóch jednakich spojrzeń w oczy. 


środa, 5 lipca 2017

Jak pozbyłam się trądziku różowatego?

Na początku mojej rozprawy, nadmienię, że przez 22lata mojego życia nigdy nie miałam problemów z cerą. Nigdy. Oczywiście, zdarzały mi się pojedyncze wypryski ale ludzie... kto ich nie ma?
Jedyna moja zmora z którą walczę wiele, wiele lat są zaskórniki. Ale nie jest to też, aż tak widoczne żebym się tym jakoś nadmiernie przejmowała.
Aż tu nagle... tadam!


Trądzik różowaty!
Byłam jego szczęśliwą posiadaczką ok. roku. Okropne ropne wykwity przygasały a na ich miejsce pojawiały się kolejne. Oczywiście jak to ja - postanowiłam sprawdzić czy jestem w stanie ogarnąć go wykluczając 'coś tam' z diety - już kilka lat temu byłam posiadaczką ropnych wykwitów, które okazały się problemem w jelitach a nie problemem pielęgnacji.

No i wykluczyłam - pszenicę a razem z nią zniknęły również pokrzywki z którymi zmagałam się ostatnie 3lata. Słodycze słodzone Sukralozą - a razem z nimi przestały pojawiać się nowe ropne krostki. Zaczęłam suplementację Ostropestem - aby wspomóc wątrobę w oczyszczaniu się z toksyn, naparem z Pokrzywy i Skrzypu - w tym samym celu. I zaczęłam pić herbatkę z Bratka. Oczywiście nie to wszystko codziennie, bo nie wystarczyłoby mi dnia. Podniosłam też mój próg picia wody - z czym, wstyd się przyznać mam problemy. Ciężko mi wygrać z nałogiem... i wszystko zapijałabym najchętniej zieloną herbatą.

A tak dla dobra moich wnętrzności staram się zapijać kilka razy w tygodniu bulion gotowanym na kościach. Jeść dużo tłustego mięsa, warzyw, powiedzmy... owoców, z suplementów to standardowo, wit. D i nasiona Babki Płesznika. Ahh... i probiotyk!
Suplementuję się też Chińskimi Ziołami i nie będę się już chwalić czym, aby nikogo szatan nie kusił, bo ani Chińskie Zioła ani reszta którą zażywam z uwagi na problemy zdrowotne nie jest dobra gdy nie ma takiej potrzeby, ani gdy człowiek nie szczególnie wie, jak się z tym obchodzić.

Jeśli chodzi o pielęgnację, to szczególnie się nie zmieniła. Używałam mydła z czarnuszki - które zupełnie się u mnie nie sprawdza. Trądzik który podobno miał po nim przygasać jak był, tak był (pewnie nie wina mydła, tylko tego, że nie mogłam dojść do tego mi szkodzi i wciąż to w siebie wkładałam) tak czy inaczej wyżej wymienionego mydła już nigdy nie chcę widzieć bo strasznie brudzi zlew... na czarno! 
Teraz używam mydła z Dziegcia Brzozowego i bardzo sobie chwalę, nawet do jego specyficznego zapachu tj. smrodu się przyzwyczaiłam. Następnie tonizuję twarz, najczęściej wodą różaną, nakładam  krem pod oczy Natura Estonica, serum do twarzy Babuszki Agafii, następnie krem tejże Babuszki i okulary. Po czym wychodzę!
Tyle.
Dwa razy w tygodniu robię peeling twarzy i raz nakładam maseczkę Dziegciową a raz jakąś inną, a to z Mleka Łosia (obłędnie pachnie Nutellą) a to jakąś Miętową, kiedyś miałam Owocową i normalnie w środku były kawałki malin albo truskawek, wypas! Zawsze Babuszki Agafii i chyba pozostanę im wierna bo nic nie sprawdza się tak dobrze.


Wciąż mam jeszcze widoczne przebarwienia po trądziku. Ale myślę, że z czasem znikną. Zdaję sobie sprawę z tego, że mój aktualny kolor włosów je tylko podkreśla, więc gdyby ktoś myślał, że tego nie widzę... kochani! Wzrok mam sokoli :)

Aktualnie jestem testerką stosowania na noc kremu który sama sobie zrobiłam na zajęciach i kto wie... może sama zacznę robić dla siebie krem. Sprawdza się idealnie! 

czwartek, 29 czerwca 2017

W czym Anna Lewandowska jest lepsza od Aleksandry Kościuk? O co ten cały szum?

Gdzie nie spojrzę, Anna Lewandowska wróciła do formy po ciąży. Anna Lewandowska nie powinna się pokazywać publicznie bo robi przykrość 'normalnym Polkom!' Powinna na razie zostać w cieniu i pokazać 'formę' za jakiś czas. 'Normalna Polka' nie ma czasu ćwiczyć zaraz po połogu! Jest zmęczona i musi odpocząć! A Lewandowska ma cały arsenał ludzi do pomocy, 58 wózków dla Klary i nie wiadomo co jeszcze!
Hola, hola! 
Czy aby na pewno, 'Matki Polki' mają prawo wylewać swoje żale i frustracje na żonę znanego Piłkarza, bo jest znaną żoną znanego Piłkarza? ...i ma masę pieniędzy, które są w Polsce prawdziwą kością niezgody... 


To jest Ola, z Olą przyjaźnimy się od hmm... chyba mojego LO a jej gimnazjum, bo Ola jest młodsza. Ola ma źle w głowie, ja mam źle w głowie więc od razu przypadłyśmy sobie do gustu i od dnia poznania - byłyśmy wiele lat nierozłączne. ^^ Tu spędzamy wakacje na Wyspie Sobieszewskiej i mamy 16 i 17lat. Ja jeszcze bez kolczyka, zrobię go za 2 tygodnie ;-D


^^ tu kilka tygodni później, robimy imprezę WieśParty, zupełnie bez powodu. A nie, to piątek był - był powód.


^^ nocna wycieczka po Lublinie, na krótko przed moją wyprowadzką tam.

Mamy rok 2017. Teraz Ola ma dwie córki. Starsza ma 6lat a młodsza rok i 10 miesięcy. Ola jest w formie w jakiej ja pewnie nigdy nie będę i nikt jej z tego powodu nie hejtuje. A Ola zajmuje się dziewczynkami w dużej mierze sama, ponieważ jej małżonek ciężko pracuje z dala od domu. Ola była w mega formie nawet gdy oprócz wychowywania małej Amelii pracowała 40h tygodniowo i studiowała Gospodarkę Przestrzenną.
Ola nie pier*doli, że by chciała ale nie ma kiedy. 
Ola robi Chodakowską od wielu lat codziennie (oczywiście nie w ciąży) a ostatnio stała się też instruktorem Fit and Jump i Aerobiku. Oprócz tego uczy się w studium kosmetycznym, pierze, gotuje, sprząta. Pieluch nie zmienia bo nauczyła dziewczynki być samodzielnymi. 

Takich kobiet jak Olka są miliony. A wiecie co różni te które hejtują Lewą od tych które są wtedy zajęte pracą nad własną sylwetką?
To, że te drugie zostały nauczone, że bez ciężkiej pracy nic w życiu nie osiągnął. Niestety ale na wszystko trzeba sobie zapracować. Wiem, że łatwiej jest być rozpieszczoną księżniczką, posiedzieć sobie wygodnie czterema literami na miękkim fotelu i poczytać o kimś komu się zazdrości i na kogo można wylać frustracje. Obawiam się tylko, że nie tędy droga a Anna Lewandowska nie będzie nikogo przepraszać za powrót do formy w wielkim stylu. Podobnie jak Natalia Gacka, czy inne kobiety - które znamy z życia codziennego. Takie jak Ola. 
Dlatego myślę, że warto skupić się na tych, które pozostają w cieniu Celebrytek, choć osiągnęły to samo. Widujemy je codziennie - i nawet nikt im nie pogratuluje! A jest czego, bo taka forma przy małych dzieciaczkach to naprawdę mega osiągnięcie <3

Olek, jesteś moją BOHATERKĄ I CELEBRYTKĄ!
Wierzcie mi, znam ją wiele lat i nigdy nie słyszałam, żeby komuś czegoś niezdrowo zazdrościła. Zawsze było... 'co my teraz zrobimy aby...' ;-)
I zawsze nam się udawało, a ile było z nami kłopotów... 



Zawsze lepiej szukać możliwości w ograniczeniach, niż ograniczeń w możliwościach. Więc kochana, ponieś zaniedbaną pupę z miękkiego krzesła, wykorzystaj to co masz i zrób to, co możesz! 

czwartek, 22 czerwca 2017

Pieprze to! Czyli moje wrażenia z Ajwen Tour 2017


Panią Iwonę chciałam spotkać od kilku lat. W zasadzie od kiedy pierwszy raz obejrzałam jej wykład. Dziś marzenie się spełniło i jestem pod ogromnym wrażeniem tego jaką ciepłą i sympatyczną jest osobą. 

Ale dziś nie o tym jak odbieram ludzi. 
Dziś o tym, że kazała nam mieć wyjebane. I pieprzyć to wszystko!

Jestem osobą, która ciągle się stresuje. Mam wobec siebie duże wymagania i narzucam sobie reżim. Mówię poważnie. W sesji zimowej gdy miałam masę rzeczy na głowie, potrafiłam zrobić cała listę zadań na dany dzień i w nagrodę, że tak świetnie mi poszło jeszcze 3 pozycje z dnia kolejnego, aby nie marnować czasu. Skończyło się to potem 2 tygodniami leżenia w łóżku na antybiotykach. Never again. Bak można lać do pełna, pytanie po co?
Pani Iwona podała przykład, ze swojego życia - pracowała po 14h, wracała z pracy zmęczona z myślą, żeby tylko iść spać a rano wstawała z myślą aby tylko iść do pracy i zarabiać. Choć miała masę pieniędzy, nie miała co z nimi robić. I kiedy. Aż postanowiła zatrudnić ludzi i zarabiać mniej - ZA TO ŻYĆ! ;-)

Teraz przestrzega zasady 8:8:8
8h snu
8h pracy
8h czasu odpoczynku/czasu dla siebie
i tak każdego dnia.

Nie masz czasu? Kto normalny odpoczywa 8h dziennie?! Świetnie, ja też nie mam. I tak samo wspaniale jak Ty potrafię szukać sobie wymówek. Do dnia dzisiejszego nie zdawałam sobie sprawy jak ważne w życiu jest to, aby ciągle być w ruchu. To, że trzy razy w tygodniu pójdę na siłownię nie znaczy, że jestem aktywna jeżeli na dół bloku zjadę windą a na siłkę podjadę autem. To, że pójdę na solarium, nie zastąpi mi słońca. To, że łyknę garść suplementów, adaptogenów - nie zastąpi mi kontaktów z naturą do których jestem stworzona.

Pani Iwona zwróciła również moją uwagę na wiele ważnych aspektów w życiu. Dietetyka to nie jest tylko żywienie, dietetyka to styl życia. Nie pomoże najlepiej ustawiona dieta, gdy życie osobiste leży. Praca dietetyka to nie tylko układanie diety, a pacjenta to nie tylko stosowanie tej diety.

Co z tego, że teraz się zajeżdżamy aby mieć kiedyś 'lepsze' życie? Przecież jutra może nie być. Nie lepiej mieć to lepsze życie już dziś?
Po co denerwować się pracą której nie znosimy? Skoro możemy ją zmienić.
Po co stresować się, że prowadzimy życie takie, jakiego nie chcemy? Przecież możemy wziąć za nie odpowiedzialność i je zmienić.
Dlaczego oglądamy w telewizji wszelakie interwencje/wydarzenia czy inne teleekspresy i współczujemy tam biednym zwierzątkom w schronisku? Przecież zamiast sie wczuwać w ich niedolę możesz zrobić przelew dla schroniska/adoptować psa/pomagać zwierzakom jako wolontariusz.
Ah współczujesz biednym dzieciom w domu dziecka? To idz i pomóż odrabiać im lekcje.
Może zamiast bezmyślnie patrzeć i robić z siebie takiego współczującego człowieka na fejsbusiu - pójdziesz i pomożesz?
Nie miałaś w tym tygodniu czasu dla swoich bliskich? A co jeśli jutro któregoś z nich zabraknie?
Co jeśli jutro nie będziesz już mieć okazji wyjść ze swoim starym i powolnym psem na spacer? Ja wiem, że nie masz czasu a on tak wlecze tymi schorowanymi łapami...



Życie nie toczy się w internecie. 
Gdy siedzisz cały dzień przed komputerem, jesteś mega zmęczona a wiesz, że dalej musisz kończyć projekt... i chcesz go zagryźć ciasteczkami, to nie jesteś głodna. Ty chcesz, żeby te ciasteczka Cię przytuliły i wysłuchały. Masz 1000znajomych na portalu społecznościowym a w prawdziwym życiu jesteś sama jak palec. 
Myślisz, że odpoczywasz przeglądając ścianę na fejsie? Nie, nie odpoczywasz. Twój mózg wciąż analizuje. 'O, jak przytyła - miło popatrzeć', 'o ten to ma chawire! Zazdro! Ciekawe gdzie nakradł', 'o, patrzcie ta jaka fit, o biega, ciekawe dla kogo', 'o, ale fryzure jej ktoś spartaczył, dobrze!', 'o, ta gwiazda z gimbazy, w Biedrze pracuje, dobrze jej tak', 'w Tajlandii byli, bogacze cholerni', 'o, dodała znowu 100zdjęc dziecka, wielka Matka Polka'.
... w internecie każdy może być kim chce. 
'W internecie każdy jest atrakcyjniejszy, a w prawdziwym życiu każdy tak samo robi kupe, beka i chrapie w nocy'.

Dlatego może przestać szukać nie wiadomo czego. 
Skup się na swoim życiu. 
Popatrz z optymizmem w przyszłość. 
Dawaj z siebie wszystko.
Zmieniaj to co zmienić możesz i akceptuj to, czego zmienić już się nie da.
Mów do siebie dobrze.
Pracuj ciężko... ale nie głupio.
Idz do celu wytrwale... ale nie po trupach.
Doceń siebie!

Podczas wykładu często słyszałam o sobie. I niestety nie były to tylko 'dobre nawyki' i zamiłowanie do surowego mięsa. Naprawdę, bardzo źle wypoczywam, w zasadzie chyba wcale.
Obiecałam dziś sobie, że będę nad sobą pracować. A dwie rzeczy postanowiłam wcielić 'z buta'.
1. Pieprz to. Miej wyjebane a będzie Ci dane. Mniej stresu. Dobrze mi to zrobi. Bezapelacyjnie. 
2. Doceń siebie. Nie wiem, czy ktoś to na pierwszy rzut oka zauważył, ale to zdjęcie idealnie ukazuje efekty mojej ciężkiej pracy nad sobą ;-) i tym razem, jestem dumna z siebie. Bo ja też jestem swoją podopieczną!
3. I chyba kupię namiot! Ostatnio pod namiotem spałam... dobrych kilkanaście lat temu. Nigdy więcej nie miałam jakiejś szczególnej ochoty tego powtórzyć. Aż do wczoraj, jak tak posłuchałam... to perspektywa dzikiej głuszy przy ognisku, ze znajomymi i bez zasięgu wydała mi się idealnym wypoczynkiem! :-)