niedziela, 23 lipca 2017

Dlaczego mamy tylu bezrobotnych magistrów?

Każdy student +/- z mojego rocznika zna odpowiedz na to pytanie. Udaje tylko, że nie zna bo prawdopodobnie jest mu dobrze tak jak jest.
[ale od każdej reguły są wiadomo, wyjątki]
99% studentów, których ja poznałam, traktuje studia jak przedłużenie dzieciństwa.
Bycie studentem to tak samo jak bezrobotnym, tylko rodzice są z Ciebie dumni.
Podpisuję się pod tym wszystkimi kończynami. Doskonale pamiętam czym się zajmowałam na studiach dziennych. Nie była to ani nauka, ani chodzenie na zajęcia.
Części dzieciaków zaczyna dziać się źle w głowach gdy wyprowadzają się od rodziców, zwłaszcza tych 'surowych'. Większe miasto, zajęc tyle co kot napłakał, mama nie pyta czy lekcje odrobione... ;-D
Trzeba trochę poudawać, że się uczymy i jest nam mega ciężko a potem... wrócić z papierkiem do dumnych rodziców i rozpocząć wesołe życie bezrobotnego. Bo w sumie 'teraz nie wiem co dalej  robić z życiem'. I potem mega zdziwienie, dlaczego pracodawca nie czeka na nas z otwartymi ramionami aby dać nam pracę, najlepiej na 'wysokim' stanowisku.
Przecież dziadkowie tak obiecywali, że jak zrobisz mgr to dopiero będzie. Mi też tak mówią - co jest dla mnie totalnie śmieszne, bo doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że więcej niż do tej pory już ze studiów nie wyciągnę i mówiąc szczerze... są straszną kulą u mojej nogi. Straszną. [nie, inne/lepsze czasy w których studia będą 'czymś' jak twierdzi moja babcia - już nie przyjdą. Macie moje słowo]. Gdy jeszcze studiowałam TD jeden z wykładowców powiedział nam, żebyśmy wiele nie oczekiwali nawet po 'takim' kierunku. Bo studia tylko wskazują drogę. A reszte musimy zrobić sami. Zapamiętałam.
Studia nie są obowiązkowe, więc jeżeli już idziesz, to idz na coś co Cię interesuje, żebyś się tam nie męczył. Nawet jeśli będą Ci mówić, że to gównokierunek. Mi też tak mówili. O dziwo za drugim razem. Za pierwszym gdy szłam na narawdę gównokierunek - wszyscy mi gratulowali. Jeszcze do tej pory czasem rodzice 'kogoś ze znajomych' pytają kiedy skończę tę dietetyczne głupoty bo przecież mam 'taki fach w ręku'! To dowodzi tylko temu, że nie rozumieją świata w którym żyją. Wina niczyja, ale te 'z dupy' rady mogliby zatrzymać dla siebie ;-)

Dlaczego skoro mam takie zdanie, ja poszłam na studia? Bo poszłam i cieszę się, że to zrobiłam... Nie mogłabym być dietetykiem, bez studiów, a chcę być dietetykiem.

Idz na to, co Cię serio interesuje. Przemyśl to dobrze. Na studiach oprócz chodzenia na zajęcia działaj w SKN, ucz się języków, inwestuj w kursy, rozwijaj się.
Rób co chcesz, ale rób to dobrze. I miej plan.
Nie martw się, gdy plan się zmieni. Moje plany zmieniają się co chwila. A ostatnio życie całkiem mi się przewróciło... Ale czy to źle? Zobaczymy. Zawsze lepiej mieć 5 alternatyw na to co będziemy robić po skończonej edukacji niż żadnej.

Dziś już nawet Medycyna, Weterynaria ani Prawo nie gwarantują Ci zatrudnienia. Ostatnio usłyszałam, że inż. przed nazwiskiem to dopiero coś! Prawdziwy fach w ręku a nie wiedza ogólna. Wiedza ogólna? Na każdych studiach są 'zapychacze' od wiedzy ogólnej. A fachu w ręku nie gwarantują żadne studia. Znam inż. na bezrobociu i z raczej bardzo słabymi perspektywami. I mam znajomych z lic. z pedagogiki którzy wyśmienicie sobie radzą.
A fach w ręku to zapewnia Zasadnicza szkoła zawodowa. I takich ludzi z fachem w rękach właśnie nam brakuje. Tu się mogę zgodzić. W razie gdyby ktoś chciał szybko zdobyć zawód ale rodzice na siłe pchają go do LO [przecież nie możesz być gorszy niż Seba i Dżesika sąsiada spod 7!] niech im uświadomi, że ludzie po zawodówkach też robią maturę i kończą studia. Żaden problem, no chyba, że taaki wstyd dla rodziny!

Na studiach pracuj na swój sukces, swoje szczęscie i swoje wymarzone życie a nie dyplom który rodzice co prawda będą mogli sobie powiesić w salonie... ale nic poza tym. Do czasu gdy jeszcze 'są rodzice' nawet wiszący na ścianie dyplom daje rade. Ale kiedyś trzeba dorosnąć a wówczas... można obudzić się z ręką w nocniku.



sobota, 15 lipca 2017

Łatwo jest być dużym, trudno jest być małym.

Lubię ludzi, którzy czegoś chcą od życia. Staram się otaczać takimi. Trochę mnie motywuje, trochę dodaje mi to siły a trochę jest to tak, że z takimi ludzmi chce się przebywać.
Znaczna część moich znajomych ma jakieś cele do których dąży. Większość chce wszystko na szybko i od razu - też kiedyś myślałam, że tak jest dobrze.
Mniejszość nauczona życiowym doświadczeniem wie, że osiąganie czegoś wymaga czasu i duuużo cierpliwości (wbrew temu, czym bombarduje nas świat). Zazwyczaj jest tak, że gdy robi się swoje z uporem - nie wiadomo kiedy coś się osiąga. A może chodzi tylko o zaprzestanie skupiania się na celu? A skupienia się na drodze? Cel to w zasadzie tylko chwila radości więc bez sensu jest się na nim koncentrować.

Wszyscy mówią o tym, jak coś im wyszło. Piszą poradniki o tym jak w życiu 'osiągać'. Nikt nie mówi jak dobrze upadać. Gdybym kiedyś chciała napisać o tym, jak to jest gdy w życiu coś Ci nie wychodzi. To nigdy bym się za to nie zabrała, bo mi nie wyszło wszystko. Wszystko wyszło nie tak. Nie tak to wszystko miało być.
Ale jest, jak jest. I jestem tu też ja, skupiona na mojej drodze, nie na celu. O celu wcale już nie myślę, bo może tak naprawdę określiłabym go zbyt wcześnie. Mógłby się z czasem okazać zbyt bliski.
Niekiedy tak jest, że coś wydaje się niemożliwe do osiągnięcia a potem nagle, okazuje się, że można. I to dość szybko - co nieprawdopodobne!

Może cały sekret osiągania polega tylko na tym, aby dobrze 'tracić' czas? Od kiedy uświadomiłam sobie, że mam tylko jeden czas, który został mi dany - za każdym razem zanim się zezłoszczę, zirytuję, rozpłaczę i zniechęcę... zastanawiam się. Bo mogę zrobić co w danej chwili jest wygodne i najprostsze, pytanie tylko - czy to sprawi, że ruszę do przodu?
Raczej nie sprawi. Raczej muszę zapanować nad sobą, uspokoić się i zająć czymś budującym. Tylko w chwili gdy pokonujesz siebie, pokonujesz wszystko. Tylko.


Brzmię jak smutna trenerka rozwoju osobistego. I know.
Pamiętaj. Bez względu na to, jak dobry będziesz - nigdy nie będziesz tak zajebisty jak moja przyjaciółka, która poszła wysikać się w krzaczki... i wpadła w bagno.
Ps. Sikanie na powietrzu jest bardzo fit. 

piątek, 7 lipca 2017

Co powiedziałabym 20letniej sobie?

Niebawem skończę 26lat. Wiem, że to 'dużo', bo myślałam, że w tym wieku będę już miała wymarzoną pracę, skończone 3 kierunki studiów i śliczne małe mieszkanko urządzone w stylu prowansalskim. Wiem, że to mało, bo ciągle czuję się jak bym miała 16lat i patrząc na 'ogarniętych' znajomych z LO czuję się co najmniej dziwnie... przecież jesteśmy tacy młodzi! A oni są już tak poukładani!

26lat to chyba już taki wiek, kiedy mogę coś wiedzieć o życiu. Chciałabym mieć te doświadczenia które mam teraz w wieku 20lat, czy nawet 19. Co wówczas zrobiłabym inaczej?

1. Zrobiłabym coś co będzie dla mnie wszystkim. W s z y s t k i m. Coś co będzie sprawiało, że będę wstawać z łóżka gdy nic nie będzie miało znaczenia. Zrobiłabym swoją największą motywację z czegoś produktywnego. I robiłabym to.
2. Więcej bym pracowała. Prawdę mówiąc, uważam teraz że lata które spędziłam na zabawie były zupełnie bez znaczenia dla mnie 'aktualnej' i mogłam je poświęcić czemuś produktywnemu. Chociażby zarabianiu. Może wówczas pisałabym to już z mojego oliwkowo-białego mieszkania a'la południowo-wschodnia Francja
No chyba, że kiedyś swoje przygody opiszę i zarobię na tym miliony - wówczas przestanę żałować.
3. Zostawiłabym wszystko co mnie nie buduje. Jeżeli coś nie daje Ci szczęścia na początku nie da Ci go nigdy. Koniec kropka. Takie jest życie. Albo czarne, albo białe. A takie bezsensowne wierzenie w lepsze jutro, to tylko strata czasu.
4. Byłabym 100% egoistką. Nie zrobiłabym już nic aby zadowolić innych. Nie studiowałabym TD, rzuciłabym to po 1 roku, tak jak chciałam początkowo to zrobić.
5. Uczyłabym się języków. Już nie tłumaczyłabym się brakiem talentu czy tam 'to mnie nie interesuje' robiłabym to na siłe, bo wiem, że ta umiejętność bardzo by mnie 'teraźniejszą' uszczęśliwiła.
6. Wyprowadziłabym się bardziej w centrum Polski, albo poszła na studia do Włoch. Trzymanie się mojego rodzinnego miasta i tłumaczenie tego ogromną sympatią do niego - nie ma sensu z perspektywy 'dzisiaj'.
7. Uświadomiłabym sobie, że nikt nigdzie na mnie nie czeka. Im szybciej, tym lepiej. Mi też rodzina mówiła, jak będzie pięknie. Kończysz 'dobre' studia, wychodzisz z obrony a tu już podbiegają pracodawcy z ofertami, jedna lepsza od drugiej. No, no... to pierwsze co trzeba włożyć między bajki.
8. Urwałabym znajomości które mnie nie budują i nic nie wnoszą w moje życie. Asertywność to coś nad czym muszę pracować. I to ooostrooo!
9. Nauczyłabym się medytować i nie myśleć o niczym. Być tu i teraz. Zwyczajnie.
10. Nie martwiłabym się przyszłością. To d z i ś pracujemy na jutro. Taki jest fakt. Jak dobrze żyjesz dziś, nie musisz się martwić jutrem.
11. Codziennie wychodziłabym poza swoją strefę komfortu. Nawet jakąs zupełnie malutka i pozornie nieistotną, aż weszłoby mi to w nawyk.
12. Nauczyłabym się pisać. Kreatywnie. Bo z moimi ortografami już dawno się pogodziłam :-)
13. Jeździłabym po świecie zawsze gdy była okazja i nie szukałabym wymówek. Tak naprawdę to już nie raz i nie dwa miałam okazję zwiedzić jakiś kraj który jest na mojej liście marzeń, a nie zrobiłam tego, bo zawsze 'coś'. Nie patrz na coś. Coś nie popatrzy nawet na Ciebie.
14. I zapamiętałabym najważniejsze. Nic nie jest wieczne i nic nie jest na zawsze. Wszystko w życiu spotyka Cię a potem przemija. Dostajesz coś i myślisz, że jesteś szczęściarzem? O nie! Zawsze miej alternatywę, bo jutro możesz już funkcjonować bez tego.
15. Ten czas, ta jedna chwila. Już nigdy nie będzie Ci dana. Życie nigdy nie daje drugiej szansy. Czy chcesz ją zmarnować na zamartwianie się?


Żaden dzień się nie powtórzy, nie ma dwóch podobnych nocy,
dwóch tych samych pocałunków,
dwóch jednakich spojrzeń w oczy. 


środa, 5 lipca 2017

Jak pozbyłam się trądziku różowatego?

Na początku mojej rozprawy, nadmienię, że przez 22lata mojego życia nigdy nie miałam problemów z cerą. Nigdy. Oczywiście, zdarzały mi się pojedyncze wypryski ale ludzie... kto ich nie ma?
Jedyna moja zmora z którą walczę wiele, wiele lat są zaskórniki. Ale nie jest to też, aż tak widoczne żebym się tym jakoś nadmiernie przejmowała.
Aż tu nagle... tadam!


Trądzik różowaty!
Byłam jego szczęśliwą posiadaczką ok. roku. Okropne ropne wykwity przygasały a na ich miejsce pojawiały się kolejne. Oczywiście jak to ja - postanowiłam sprawdzić czy jestem w stanie ogarnąć go wykluczając 'coś tam' z diety - już kilka lat temu byłam posiadaczką ropnych wykwitów, które okazały się problemem w jelitach a nie problemem pielęgnacji.

No i wykluczyłam - pszenicę a razem z nią zniknęły również pokrzywki z którymi zmagałam się ostatnie 3lata. Słodycze słodzone Sukralozą - a razem z nimi przestały pojawiać się nowe ropne krostki. Zaczęłam suplementację Ostropestem - aby wspomóc wątrobę w oczyszczaniu się z toksyn, naparem z Pokrzywy i Skrzypu - w tym samym celu. I zaczęłam pić herbatkę z Bratka. Oczywiście nie to wszystko codziennie, bo nie wystarczyłoby mi dnia. Podniosłam też mój próg picia wody - z czym, wstyd się przyznać mam problemy. Ciężko mi wygrać z nałogiem... i wszystko zapijałabym najchętniej zieloną herbatą.

A tak dla dobra moich wnętrzności staram się zapijać kilka razy w tygodniu bulion gotowanym na kościach. Jeść dużo tłustego mięsa, warzyw, powiedzmy... owoców, z suplementów to standardowo, wit. D i nasiona Babki Płesznika. Ahh... i probiotyk!
Suplementuję się też Chińskimi Ziołami i nie będę się już chwalić czym, aby nikogo szatan nie kusił, bo ani Chińskie Zioła ani reszta którą zażywam z uwagi na problemy zdrowotne nie jest dobra gdy nie ma takiej potrzeby, ani gdy człowiek nie szczególnie wie, jak się z tym obchodzić.

Jeśli chodzi o pielęgnację, to szczególnie się nie zmieniła. Używałam mydła z czarnuszki - które zupełnie się u mnie nie sprawdza. Trądzik który podobno miał po nim przygasać jak był, tak był (pewnie nie wina mydła, tylko tego, że nie mogłam dojść do tego mi szkodzi i wciąż to w siebie wkładałam) tak czy inaczej wyżej wymienionego mydła już nigdy nie chcę widzieć bo strasznie brudzi zlew... na czarno! 
Teraz używam mydła z Dziegcia Brzozowego i bardzo sobie chwalę, nawet do jego specyficznego zapachu tj. smrodu się przyzwyczaiłam. Następnie tonizuję twarz, najczęściej wodą różaną, nakładam  krem pod oczy Natura Estonica, serum do twarzy Babuszki Agafii, następnie krem tejże Babuszki i okulary. Po czym wychodzę!
Tyle.
Dwa razy w tygodniu robię peeling twarzy i raz nakładam maseczkę Dziegciową a raz jakąś inną, a to z Mleka Łosia (obłędnie pachnie Nutellą) a to jakąś Miętową, kiedyś miałam Owocową i normalnie w środku były kawałki malin albo truskawek, wypas! Zawsze Babuszki Agafii i chyba pozostanę im wierna bo nic nie sprawdza się tak dobrze.


Wciąż mam jeszcze widoczne przebarwienia po trądziku. Ale myślę, że z czasem znikną. Zdaję sobie sprawę z tego, że mój aktualny kolor włosów je tylko podkreśla, więc gdyby ktoś myślał, że tego nie widzę... kochani! Wzrok mam sokoli :)

Aktualnie jestem testerką stosowania na noc kremu który sama sobie zrobiłam na zajęciach i kto wie... może sama zacznę robić dla siebie krem. Sprawdza się idealnie! 

czwartek, 29 czerwca 2017

W czym Anna Lewandowska jest lepsza od Aleksandry Kościuk? O co ten cały szum?

Gdzie nie spojrzę, Anna Lewandowska wróciła do formy po ciąży. Anna Lewandowska nie powinna się pokazywać publicznie bo robi przykrość 'normalnym Polkom!' Powinna na razie zostać w cieniu i pokazać 'formę' za jakiś czas. 'Normalna Polka' nie ma czasu ćwiczyć zaraz po połogu! Jest zmęczona i musi odpocząć! A Lewandowska ma cały arsenał ludzi do pomocy, 58 wózków dla Klary i nie wiadomo co jeszcze!
Hola, hola! 
Czy aby na pewno, 'Matki Polki' mają prawo wylewać swoje żale i frustracje na żonę znanego Piłkarza, bo jest znaną żoną znanego Piłkarza? ...i ma masę pieniędzy, które są w Polsce prawdziwą kością niezgody... 


To jest Ola, z Olą przyjaźnimy się od hmm... chyba mojego LO a jej gimnazjum, bo Ola jest młodsza. Ola ma źle w głowie, ja mam źle w głowie więc od razu przypadłyśmy sobie do gustu i od dnia poznania - byłyśmy wiele lat nierozłączne. ^^ Tu spędzamy wakacje na Wyspie Sobieszewskiej i mamy 16 i 17lat. Ja jeszcze bez kolczyka, zrobię go za 2 tygodnie ;-D


^^ tu kilka tygodni później, robimy imprezę WieśParty, zupełnie bez powodu. A nie, to piątek był - był powód.


^^ nocna wycieczka po Lublinie, na krótko przed moją wyprowadzką tam.

Mamy rok 2017. Teraz Ola ma dwie córki. Starsza ma 6lat a młodsza rok i 10 miesięcy. Ola jest w formie w jakiej ja pewnie nigdy nie będę i nikt jej z tego powodu nie hejtuje. A Ola zajmuje się dziewczynkami w dużej mierze sama, ponieważ jej małżonek ciężko pracuje z dala od domu. Ola była w mega formie nawet gdy oprócz wychowywania małej Amelii pracowała 40h tygodniowo i studiowała Gospodarkę Przestrzenną.
Ola nie pier*doli, że by chciała ale nie ma kiedy. 
Ola robi Chodakowską od wielu lat codziennie (oczywiście nie w ciąży) a ostatnio stała się też instruktorem Fit and Jump i Aerobiku. Oprócz tego uczy się w studium kosmetycznym, pierze, gotuje, sprząta. Pieluch nie zmienia bo nauczyła dziewczynki być samodzielnymi. 

Takich kobiet jak Olka są miliony. A wiecie co różni te które hejtują Lewą od tych które są wtedy zajęte pracą nad własną sylwetką?
To, że te drugie zostały nauczone, że bez ciężkiej pracy nic w życiu nie osiągnął. Niestety ale na wszystko trzeba sobie zapracować. Wiem, że łatwiej jest być rozpieszczoną księżniczką, posiedzieć sobie wygodnie czterema literami na miękkim fotelu i poczytać o kimś komu się zazdrości i na kogo można wylać frustracje. Obawiam się tylko, że nie tędy droga a Anna Lewandowska nie będzie nikogo przepraszać za powrót do formy w wielkim stylu. Podobnie jak Natalia Gacka, czy inne kobiety - które znamy z życia codziennego. Takie jak Ola. 
Dlatego myślę, że warto skupić się na tych, które pozostają w cieniu Celebrytek, choć osiągnęły to samo. Widujemy je codziennie - i nawet nikt im nie pogratuluje! A jest czego, bo taka forma przy małych dzieciaczkach to naprawdę mega osiągnięcie <3

Olek, jesteś moją BOHATERKĄ I CELEBRYTKĄ!
Wierzcie mi, znam ją wiele lat i nigdy nie słyszałam, żeby komuś czegoś niezdrowo zazdrościła. Zawsze było... 'co my teraz zrobimy aby...' ;-)
I zawsze nam się udawało, a ile było z nami kłopotów... 



Zawsze lepiej szukać możliwości w ograniczeniach, niż ograniczeń w możliwościach. Więc kochana, ponieś zaniedbaną pupę z miękkiego krzesła, wykorzystaj to co masz i zrób to, co możesz! 

czwartek, 22 czerwca 2017

Pieprze to! Czyli moje wrażenia z Ajwen Tour 2017


Panią Iwonę chciałam spotkać od kilku lat. W zasadzie od kiedy pierwszy raz obejrzałam jej wykład. Dziś marzenie się spełniło i jestem pod ogromnym wrażeniem tego jaką ciepłą i sympatyczną jest osobą. 

Ale dziś nie o tym jak odbieram ludzi. 
Dziś o tym, że kazała nam mieć wyjebane. I pieprzyć to wszystko!

Jestem osobą, która ciągle się stresuje. Mam wobec siebie duże wymagania i narzucam sobie reżim. Mówię poważnie. W sesji zimowej gdy miałam masę rzeczy na głowie, potrafiłam zrobić cała listę zadań na dany dzień i w nagrodę, że tak świetnie mi poszło jeszcze 3 pozycje z dnia kolejnego, aby nie marnować czasu. Skończyło się to potem 2 tygodniami leżenia w łóżku na antybiotykach. Never again. Bak można lać do pełna, pytanie po co?
Pani Iwona podała przykład, ze swojego życia - pracowała po 14h, wracała z pracy zmęczona z myślą, żeby tylko iść spać a rano wstawała z myślą aby tylko iść do pracy i zarabiać. Choć miała masę pieniędzy, nie miała co z nimi robić. I kiedy. Aż postanowiła zatrudnić ludzi i zarabiać mniej - ZA TO ŻYĆ! ;-)

Teraz przestrzega zasady 8:8:8
8h snu
8h pracy
8h czasu odpoczynku/czasu dla siebie
i tak każdego dnia.

Nie masz czasu? Kto normalny odpoczywa 8h dziennie?! Świetnie, ja też nie mam. I tak samo wspaniale jak Ty potrafię szukać sobie wymówek. Do dnia dzisiejszego nie zdawałam sobie sprawy jak ważne w życiu jest to, aby ciągle być w ruchu. To, że trzy razy w tygodniu pójdę na siłownię nie znaczy, że jestem aktywna jeżeli na dół bloku zjadę windą a na siłkę podjadę autem. To, że pójdę na solarium, nie zastąpi mi słońca. To, że łyknę garść suplementów, adaptogenów - nie zastąpi mi kontaktów z naturą do których jestem stworzona.

Pani Iwona zwróciła również moją uwagę na wiele ważnych aspektów w życiu. Dietetyka to nie jest tylko żywienie, dietetyka to styl życia. Nie pomoże najlepiej ustawiona dieta, gdy życie osobiste leży. Praca dietetyka to nie tylko układanie diety, a pacjenta to nie tylko stosowanie tej diety.

Co z tego, że teraz się zajeżdżamy aby mieć kiedyś 'lepsze' życie? Przecież jutra może nie być. Nie lepiej mieć to lepsze życie już dziś?
Po co denerwować się pracą której nie znosimy? Skoro możemy ją zmienić.
Po co stresować się, że prowadzimy życie takie, jakiego nie chcemy? Przecież możemy wziąć za nie odpowiedzialność i je zmienić.
Dlaczego oglądamy w telewizji wszelakie interwencje/wydarzenia czy inne teleekspresy i współczujemy tam biednym zwierzątkom w schronisku? Przecież zamiast sie wczuwać w ich niedolę możesz zrobić przelew dla schroniska/adoptować psa/pomagać zwierzakom jako wolontariusz.
Ah współczujesz biednym dzieciom w domu dziecka? To idz i pomóż odrabiać im lekcje.
Może zamiast bezmyślnie patrzeć i robić z siebie takiego współczującego człowieka na fejsbusiu - pójdziesz i pomożesz?
Nie miałaś w tym tygodniu czasu dla swoich bliskich? A co jeśli jutro któregoś z nich zabraknie?
Co jeśli jutro nie będziesz już mieć okazji wyjść ze swoim starym i powolnym psem na spacer? Ja wiem, że nie masz czasu a on tak wlecze tymi schorowanymi łapami...



Życie nie toczy się w internecie. 
Gdy siedzisz cały dzień przed komputerem, jesteś mega zmęczona a wiesz, że dalej musisz kończyć projekt... i chcesz go zagryźć ciasteczkami, to nie jesteś głodna. Ty chcesz, żeby te ciasteczka Cię przytuliły i wysłuchały. Masz 1000znajomych na portalu społecznościowym a w prawdziwym życiu jesteś sama jak palec. 
Myślisz, że odpoczywasz przeglądając ścianę na fejsie? Nie, nie odpoczywasz. Twój mózg wciąż analizuje. 'O, jak przytyła - miło popatrzeć', 'o ten to ma chawire! Zazdro! Ciekawe gdzie nakradł', 'o, patrzcie ta jaka fit, o biega, ciekawe dla kogo', 'o, ale fryzure jej ktoś spartaczył, dobrze!', 'o, ta gwiazda z gimbazy, w Biedrze pracuje, dobrze jej tak', 'w Tajlandii byli, bogacze cholerni', 'o, dodała znowu 100zdjęc dziecka, wielka Matka Polka'.
... w internecie każdy może być kim chce. 
'W internecie każdy jest atrakcyjniejszy, a w prawdziwym życiu każdy tak samo robi kupe, beka i chrapie w nocy'.

Dlatego może przestać szukać nie wiadomo czego. 
Skup się na swoim życiu. 
Popatrz z optymizmem w przyszłość. 
Dawaj z siebie wszystko.
Zmieniaj to co zmienić możesz i akceptuj to, czego zmienić już się nie da.
Mów do siebie dobrze.
Pracuj ciężko... ale nie głupio.
Idz do celu wytrwale... ale nie po trupach.
Doceń siebie!

Podczas wykładu często słyszałam o sobie. I niestety nie były to tylko 'dobre nawyki' i zamiłowanie do surowego mięsa. Naprawdę, bardzo źle wypoczywam, w zasadzie chyba wcale.
Obiecałam dziś sobie, że będę nad sobą pracować. A dwie rzeczy postanowiłam wcielić 'z buta'.
1. Pieprz to. Miej wyjebane a będzie Ci dane. Mniej stresu. Dobrze mi to zrobi. Bezapelacyjnie. 
2. Doceń siebie. Nie wiem, czy ktoś to na pierwszy rzut oka zauważył, ale to zdjęcie idealnie ukazuje efekty mojej ciężkiej pracy nad sobą ;-) i tym razem, jestem dumna z siebie. Bo ja też jestem swoją podopieczną!
3. I chyba kupię namiot! Ostatnio pod namiotem spałam... dobrych kilkanaście lat temu. Nigdy więcej nie miałam jakiejś szczególnej ochoty tego powtórzyć. Aż do wczoraj, jak tak posłuchałam... to perspektywa dzikiej głuszy przy ognisku, ze znajomymi i bez zasięgu wydała mi się idealnym wypoczynkiem! :-)


niedziela, 18 czerwca 2017

Kobiety nic nie robią dla facetów. Kobiety wszystko robią dla innych, podłych babsztyli!

Po przeczytaniu nagłówka w głowie większości jedna myśli. 
'Co ona to pier*oli?' Przecież maluję się, stroję, balsamuję, przedłużam rzęsy i walczę z cellulitem dla mojego faceta!
Nie kochana. Jestem pewna, że Twój facet nigdy nie powiedział Ci, że masz zbyt krótkie rzęsy ani ogromny cellulit. On pewnie nawet nie wie czym jest cellulit, widzi jakieś grudki na Twoich udach, ale widzi je też na udach wszystkich innych, więc uważa, że to 'tak ma być'. Może nawet myśli, że on też tak ma.

Jestem pewna, że żaden facet nigdy nie podszedł do Ciebie i nie powiedział Ci 'co Ty na siebie założyłaś? Przecież wyglądasz w tym grubo!'. Tak samo 'Ty coś ćwiczysz w ogóle? Jakoś nie widać!'
Albo... nie skomplementował Cię, gdy spotkał Cię zaspaną, spuchniętą i rozczochraną w sklepie gdzie akurat stoisz w kolejce po kawę i bułki na śniadanie.


Myślę, że nie śledzisz nowych trenów czy tam blogerek modowych z uwagi na facetów. Oni tych trendów nie znają a to co aktualnie jest 'modne' w większości uważają za wieśniackie i śmieszne. 

Gdy Twój znajomy spotkany na ulicy czy siłowni zobaczy, że jesteś smutna - zapyta co się stało, wesprze dobrym słowem, nawet banalnym 'wszystko będzie dobrze'.
Gdy podły babiszon zobaczy, że masz doła (zwłaszcza z powodu kłótni w związku) zaraz zacznie się rozkoszować tym, że on nie ma takich problemów, bo ma wspaniałego faceta, najwspanialszego! I oni to się w ogóle nie kłócą. On jest wykształcony, wysportowany, przystojny, przemiły, przeinteligentny, jest tak cydowny, że nie śpi nocami tylko czuwa w razie gdyby ukochana się obudziła i poprosiła o szklankę wody. Oprócz tego świetnie zarabia, gotuje, sprząta, sam sobie urodzi dzieci i je wychowa. Ciesz się, że z Twoim się kłócicie, najlepiej to go zostaw i szukaj sobie takiego jak jej. Ale i tak nie znajdziesz, bo nie jesteś wystarczająco wspaniałą kobietą ;-)

Gdy jesteś w neutralnym nastroju i spotkasz znajomego - podejdzie i spyta czy masz doła, powiesz, że nie. Poklepie Cię po plecach i powie 'to uśmiech mordo, bo wyglądasz jak byś miała'.
Wstrętny babiszon, zacznie Ci doła wmawiać. Bo przecież skoro nie jesteś taka szczęśliwa i nie wiedziesz tak wspaniałego życia jak 'wstrętny babiszon' to bankowo masz doła ;-D

Wstrętny babiszon, zauważy, że masz pryszcze a potem z tuzinem koleżanek Cię obgada. Bo do głowy mu nie przyjdzie, że Ty chodzisz z taką cerą na luzaku, BO ZWYCZAJNIE NIE MASZ KOMPLEKSÓW i nie zamierzasz się z tego powodu tapetować. 

Wstrętny babiszon zauważy, że jesteś płaska jak deska. Ale to, że on ma na siłowni stanik z push-up'em pod stanikiem sportowym, to przecież normalna sprawa i żadne tuszowanie kompleksów.

3/4 mojego życia spędziłam z facetami. Mam masę kolegów, masę. Całą młodość słyszałam od nich, że jestem pasztetem i mam grubą d*pę. Do dziś nie jestem pewna, czy to aby serio były żarty ;-D ale nawet jak nie były, to przynajmniej byli szczerzy i traktowali mnie jak równego sobie ziomka z osiedla. No i jakby nie patrzeć, nabyłam takiej dobrej cechy - nie obrażam się w zasadzie za nic. To, że ktoś wytknie mi braki w wyglądzie nie sprawi, że zacznie wyglądać lepiej, ani, że ja gorzej. A jeżeli dana osoba myśli, że ja nie zdaję sobie z nich sprawy to niezawodny znak - że jest idiotą.
Nigdy nie słyszałam, żeby po odejściu jednego z facetów reszta grupy zaczęła go obgadywać. Zawsze wszystko wytykane było wprost.
A wiecie jak jest u kobiet?

Pewnego wieczoru spotkało się pięć przyjaciółek. Niestety nie miały o czym rozmawiać bo przyszły wszystkie.

Gdyby wstrętny babiszon był taki szczęśliwy, jak twierdzi, że jest to nie musiałby Ci tego na siłę pokazywać. Po szczęśliwych ludziach widać, że są szczęśliwi. Szczęśliwi ludzie są piękni a nie wiecznie skwaszeni i zawistni z wylewającą się wszystkimi otworami goryczą.

Wstrętny babiszonie, nie potrzebuje Twoich rad. Pewnie nawet nie patrzę na Twoje życie inaczej niż z politowaniem... Nie, nie zazdroszczę Ci i znam swoją wartość na tyle, aby nie robić tego co Ty. Nie szukam jej potwierdzenia w oczach innych. 

Konkluzja?
Jeżeli masz przyjaciółkę, z którą zachowujecie się jak faceci ^^ robicie sobie ch*jowe żarty, nakręcacie sobie wzajemnie po pijaku kompromitujące filmy i robicie żałosne zdjęcia, a one nigdy nie wychodzą w przestworza internetów - jesteś prawdziwą szczęściarą.
Jeżeli w miejscu pracy, szkole, na studiach, łorewa. Masz do czynienia ze wstrętną babą i ignorowanie jej nie przynosi odpowiedniego skutku, to może trzeba żebyś to Ty była w końcu 'szczera'? Bo ile można cierpliwie słuchać 'szczerości' z ust innych... nikt z nas nie jest przecież ascetą. 

sobota, 3 czerwca 2017

Czy można przeszczepić osobowość? Czyli o przeszczepie kału słów kilka.

Zaczynają mnie męczyć wyrzuty sumienia w związku z moimi gównianymi tematami.


Hobby nie wybiera.

Każdy pewnie słyszał, że pacjent po przeszczepie (np. serca) nabiera cech i upodobań dawcy. Czyli, lubuje się w innych potrawach, zaczyna palić papierosy...

Przeszczep 'chudej' mikroflory do myszy 'grubej', chroni przed otyłością. Przeszczep 'grubej' do 'chudej' powoduje tycie. 

...ale co jeśli powiem Wam, że...
'Szczęśliwa mikroflora leczy depresję?'
W 2011r na Uniwersytecie McMaster w Ontario przeprowadzono badania na dwóch grupach myszy. 1 zlęknionej i 2 pewnej siebie i ekstrawertycznej. Badania potwierdziły tezę, przeszczep mikrobów ma wpływ na zachowanie.
Mianowicie... Wpływają one na poziom czynnika neurotropowego pochodzącego z mózgu (BDNF) w hipokampie. Czynnik ten jest białkiem którego funkcje są wiązane z chorobami typu - depresja, schizofrenia oraz zaburzenia obsesyjno-kompulsywne. Jego niski poziom wiąże się z lękliwością i często obserwujemy go u żołnierzy wracających z misji.

Szczerze mówiąc - nauka nie wie w jaki sposób mikroflora zmienia poziom BDNF, ale być może jesteśmy na dobrej drodze aby ułatwić życie weteranom i osobom z zaburzeniami psychicznymi.






Źródło:
-'Zdrowie zaczyna się w brzuchu' Justin, Erica Sonnenburg


poniedziałek, 29 maja 2017

Shot z Kurkumą na dziurawe jelita ze stanem zapalnym.

O tym, że stan zapalny w jelitach powoduje wiele różnych chorób (w zasadzie wszystkie?) wspominałam już pewnie 2816289razy.
Więc wspomnę również o tym, że sam 'łatający' koktajl to nieco przymało i jeżeli chcecie naprawić swoje zdrowie - musicie zadbać o 'całość'. Obrazowo.
Shot z kurkumą + niby FIT ciasteczka z tłuszczami trans, cukrem i opatrzność jeszcze wie czym =/= 0
Czyli.
Shot z przeciwzapalny + słabe jedzenie to nie równa się 0.

Ale.
Shot przeciwzapalny + wspaniała dieta uszczelniająca jelita o dużej zawartości nierozpuszczalnego błonnika, wysokiej jakości tłuszczu zwierzęcego (i białka) + probiotyki + spokojne życie + sensowna aktywność fizyczna - jedzenie które szkodzi = sukces!

Shot
-100ml wody
-1 łyżka mielonej kurkumy
-1/4 łyżeczki czarnego mielonego pieprzu
-1 łyżeczka mielonego cynamonu
- szczypta mielonych goździków
-1 łyżka octu jabłkowego
-1 łyżka oliwy z oliwek
-1 łyżka soku z cytryny

^^ wymieszaj lub zblenduj. Smacznego :)








Źródło:
-'Food Pharmacy' Lina Nertby Aurell, Mia Clase

niedziela, 21 maja 2017

50 faktów o mnie. Czyli łańcuszek przy którym super się bawiłam :-D

1.Jestem 'urodzonym lwem' kocham słońce, nie wiem co to znaczy 'gorąco', nigdy też nie uległam poparzeniu słonecznemu - mimo, iż dostałam udaru. Wiem jakie to szkodliwe, ale uważam, że mi służy.
2. Zbieram karty telefoniczne. Zbierałam. Ale jak w 'tych czasach' znajdę jakaś na ulicy to i tak zabieram do domu!
3. Nie mam w sobie za grosz kobiecości, potykam się o własne (krzywe) nogi i obijam o wszystko o co tylko można. Jestem tragicznie niezgrabna.
4. Chodzę bez makijażu, maluję się naprawdę bardzo, bardzo rzadko, kilka razy na kwartał.
5. Jako młoda dziewczynka byłam totalną chłopczycą (jedyna dziewczyna na osiedlu), potem miałam krótki epizod w życiu, trwał rok - gdy całe wakacje chodziłam w sukienkach a zimą w płaszczu, koturnach, spodniach w pepitke i marynarkach. Nie wiem dlaczego, bo to zupełnie nie mój styl.
6. Mam 'sprane' poczucie humoru. Większość ludzi go nie rozumie i uważa mnie za 'idiotkę'. A mnie to strasznie bawi, więc dalej w to brnę... albo wręcz przeciwnie, że 'zarozumiałą kujonkę' nie wiem skąd ta rozbieżność.
7. Jestem ogromną fanką urody Megan Fox, Evy Mendes i Cindy. Uważam, że mają przepiękne regularne rysy twarzy. Bardzo zwracam na to uwagę i naprawdę takie twarze nie są częstym widokiem. Nie wiem też co stało się z kanonem piękna w ostatnich latach, że wszystkie kobiety chcą wyglądać... tak samo?





'We will all laugh at gilded butterflies'
Tego tatuażu też jestem fanką i to on skłonił mnie do przeczytania Króla Leara. Może nawet kiedyś zrobię sobie gdzieś to zdanie, bo czasem go używam... :-)

8. Kiedyś byłam typowym kanapowcem, robiłam podstawowe minimum a potem leżałam i odpoczywałam - najczęściej po imprezach. Hucznych. Kiedyś przyjdzie taki dzień, że spiszę swoje przygody i wydam w formie książki, jestem pewna, że będzie to bestseller i to lepszy niż 'Kroniki Jakuba Wędrowycza', serio.
9. Lubię gdy ktoś robi mi zdjęcia. Lubię oglądać zdjęcia z moją osobą.


10. Nie interesuję się motoryzacją, nie prowadzę auta mimo iż mam prawo jazdy, zwyczajnie mnie to nudzi i nie lubię tego robić. Miewam też sen, że prowadzę po alkoholu (nigdy w życiu, NIGDY nie zrobiłabym czegoś tak nieodpowiedzialnego) i nie mogę zjechać na swój pas, mimo iż coś jedzie z przeciwka... i ginę. Od tamtego czasu też boję się jeździć szybko, mimo, iż kiedyś wcale nie zwracałam na to uwagi.
11. Robię wokół siebie dużo 'szumu', gdzie się nie pojawię... podobno nawet teraz gdy absolutnie tego nie chcę.
12. Boję się dźwięku wiertarki.
13. Czynię sagjon wokół siebie, nawet jeżeli wysprzątam na błysk, za chwilę będzie 'bałagan' tak do końca nie wiem jak to robię, bo wydaje mi się, że staram się po sobie sprzątać 'od razu'.
14. Wszystkim wydaje się, że jestem mega towarzyska, podczas gdy ja jestem typowym samotnikiem.
15. Kocham czytać książki i gdyby ktoś mi za to płacił byłabym obrzydliwie bogata.
16. Jestem sroką, uwielbiam złoto, piercing, torebki, buty, tatuaże. Wszystko co jest 'inne'.
17. Jestem do n'tej potęgi nieelegancka - 3/4 życia spędzam w dresie bądź legginsach, do tego sportowe buty których kolekcję mam imponującą.
18. Nie lubię wydawać pieniędzy na głupoty. Raczej oszczędzam je na 'poważne' cele (poważnym celem jest dla mnie np. torebka :P)
19. Dużo inwestuję w moją edukację. Mówię tu też o czasie, nerwach i zarwanych nocach.
20. Nie umiem malować, choć zawsze ze sztuki miałam ocenę celującą. Pani nauczycielka zawsze doceniała moje pomysły i styl.
21. Moja wada wzroku do +0,25 na prawym oku. Mam wspaniały wzrok, a okulary noszę tylko dla ozdoby. Ah no i aby oczy mi się nie męczyły :-)
22. 8lat nosiłam aparat ortodontyczny. I swego czasu miałam 'modelowe ustawienie zębów' a potem na dole wyrosły mi 8 (usuwałam je operacyjnie, aby znów naprawić zgryz - niestety mam za słabe szkliwo więc zrezygnowałam z tego zabiegu) i aktualnie ząbki w żuchwie mam stłoczone. Kiedyś planuję licówki.
23. Jestem dość silna jak na moją drobną posturę. (Jestem dość wysoka i bardzo, bardzo smukła).
24. Nie zwracam uwagi na detale. Robię literówki gdy przygotowuję ważne projekty czy też piszę na bloga. Działam pod wpływem 'chwili' bo uważam, że wtedy wychodzi mi najlepiej i wena mnie nie opuszcza.
25. Kilka razy w życiu miałam wrażenie, że umiem czarować. 'Pożyczyć' komuś w nerwach coś, co potem się wydarzyło (zaraz potem) i spowodować własnym wzrokiem, również w nerwach, że osoba która 'zawiniła' zaczęła się dławić. Zresztą, od zawsze wierzę w takie moce. Stąd moim kolejnym tatuażem będzie 'czarna różdżka'.
26. Mam dysortografię, którą 'wytępić' próbował mój dziadek - w szkole podstawowej co wieczór pisałam 1 dyktando. Oprócz tego bardzo dużo czytam a slajdy i tak przepisuję z błędami... nieuleczalne.
27. Kiedyś chciałam powiększyć sobie biust (miałam wówczas 20lat), a potem przeczytałam, że 'taki biust' jest już 'martwy' i za odłożone pieniądze zapłaciłam studia podyplomowe. Z perspektywy czasu cieszę się, że tego nie zrobiłam oraz z tego 'iż nie mam takiego biustu, jak nie mam'. (to to samo co mam jaki jak mam, ale w tym zdaniu nie mogę tego użyć :-D).
28. Umiem śmiać się ze swoich wad i notorycznie to robię, bo bawią mnie moje niedoskonałości.
ale...
29. Jestem bardzo wymagająca co do tego, co mogę zmienić. Czyli... dużo od siebie wymagam i jestem bardzo, BARDZO obowiązkowa. Wstaję codziennie o 5 realizuję plan na dany dzień. Gdy coś pójdzie nie tak, bardzo siebie krytykuję. I nigdy się nie spóźniam. Traktuję to co mówię, bardzo poważnie, więc jeżeli obiecuję komuś, że zrobię coś - to, to robię. 
30. Całkiem nieźle gotuję. 
31. Uwielbiam jeść. Staram się jeść w nowych miejscach, nowe potrawy i traktuję to jako inwestycję w siebie. Ale nie jadam w 'podejrzanych miejscach' wolę sama gotować niż jeść byle co i byle jak.
32. W przyszłości chcę mieć własny lokal gastronomiczny z odpowiednim klimatem i myślę, że świetnie sprawdzę się w roli 'prowadzącego' takie miejsce.
33. Jeżeli kiedykolwiek zechcę wziąć ślub, to będzie to ślub cywilny na egzotycznej wyspie i nigdy w życiu, żadnego wesela. Pan młody, orkiestra i schabowy to stanowczo nie mój styl. 
34. Mam przyjaciółki od wielu lat te same i bez względu na to, czy są teraz na drugim końcu kuli ziemskiej czy też tuż obok i mają gromadkę dzieciaków... to gdy się widzimy, od lat nie zmieniło się nic... no może to, że inaczej spędzamy teraz czas. Zresztą my się dobrałyśmy też dość specyficznie... 
35. Moje ulubione zwierzątko to piesek :-)
36. Moje wymarzone mieszkanie to mieszkanie w bloku, z przeszkloną ścianą w salonie, urządzone w stylu prowansalskim.
37. Moim jedynym nałogiem jest zielona herbata.
38. Mój ulubiony kolor to khaki, brąz, czerwień, czerń, biel, krem i... róż.
39. Moi ulubieni aktorzy to Mario Casas, Vin Diesel, Robert Więckiewicz i Boguś Linda.
40. Gdy wstaję rano zadaję sobie pytanie 'a Ty jak zmienisz świat?' i próbuję go zmienić, zaczynając od siebie.
41. Chciałabym kiedyś pojechać na Bali, do Dubaju, USA i Grecji. Plan zamierzam ziścić. Wkrótce. (chcę zwiedzić cały świat, ale to akurat szczególne uwzględnienie), nawet nie wiem dlaczego.
42. Nie posiadam żadnego talentu, ale wciąż łudzę się nadzieją, że jakiś odkryję.
43. Miałam studiować 'medycynę estetyczną' na Uniwersytecie Bolońskim, ale koniec końców, nie wyjechałam. Choć nie wykluczam, że będę mieszkać za granicą gdy zdobędę tytuł mgr.
44. Mam twarz pokerzysty i ogólnie słabą mimikę. Trzeba naprawdę dobrze mnie znać, żeby widzieć po mnie emocje. Zazwyczaj widać tylko - uśmiech, brak uśmiechu ;-D
45. Od gimbazy mieszkam sama, więc chyba mogę powiedzieć, że jestem bardzo samodzielna. Ale... mam też swoje 'staropanieńskie' przyzwyczajenia.
46. Moje ulubione perfumy to niezmiennie D&G Light blue i j'adore Dior. Nie jestem osobą która używa perfum na co dzień, drażnią mi nos i powodują, że mam mdłości, więc jest to tylko odrobina przed wyjściem. I ogólnie nie mam fascynacji zapachami typowej dla kobiet, myślę, że to poniekąd przez problemy z hormonami a poniekąd przed bardzo silną alergię.
47. Mam słabość do marki Prima Classe, z uwagi na 'podróżniczy dizajn'. No i w zasadzie Alviero Martini jest dla mnie przykładem na to, iż mimo, że nie został podróżnikiem, spełnia się w inny sposób - godząc 'wszystkie' pasje. Też zamierzam tak robić gdziekolwiek życie mnie nie zaprowadzi.
48. W wieku 3lat umiałam czytać i pisać. Do dziś mam w piwnicy kartki, na których pisałam mamie, że nie chce iść do 'pitala'. Bardzo chorowałam jako dziecko, dużo czasu spędzałam w szpitalu i pewnie dlatego tak szybko to 'ogarnęłam'.
49. Całkiem niedawno pierwszy raz w życiu pomalowałam włosy (wcześniej tylko ombre i/lub relfeksy) i duża część moich znajomych (nawet moja chrzestna) stwierdziło, że super, że wróciłam w końcu do swojego naturalnego koloru. [mój naturalny kolor to ciemny blond wtf?] Uznałam to za dobry znak, ponieważ bałam się, że w ciemnych włosach będę wyglądać jak 'ufarbowany hełm', zresztą myślałam, że nigdy się nie odważę, bo jestem bardzo 'pro naturalna' jeśli chodzi o wygląd.
50. Sama się zapalam. To ma swoje dobre i złe strony. Dobre, gdy coś mi wychodzi, i chcę robić więcej i szybciej. Złe zazwyczaj gdy jest źle a ja pogłębiam ten stan.

czwartek, 18 maja 2017

Stres a otyłość. Podstawowe style radzenia sobie ze stresem.

Zbliża się sesja. Niektórzy stresowcy pewnie tak jak ja ogarniają teraz ile mają na głowie i nie wiedzą, jak się z tego wyplątać. Stres zbiera swoje żniwo - tak, mi też w sesji ciężko jest zdrowo się odżywiać... 

Na swoją obronę moge powiedzieć tylko jedno - uwierzcie mi, ja serio uczę się cały rok. No może niekoniecznie akurat materiał obowiązujący na zajęciach... ale mózg stale pracuje :-D


Stres jest złożonym zjawiskiem fizjologicznym zachodzącym w organizmie człowieka, nie tylko czynniki zewnętrzne odpowiadają za jego wywoływanie. Definiowany jest jako złożoność bodźców i reakcji które prowadzą do pobudzenia psychologicznego i fizjologicznego organizmu. Należy również pamiętać o tym, że trening jest dla nas mega stresem, a w przypadku występowania autoimmunologii... szczególnym!

Wyróżniamy podstawowe style radzenia sobie ze stresem.
1. Skoncentrowany na zadaniu.
Polega na aktywnym rozwiązywaniu problemow problemów za pomocą planowania działań i rozwiązań. To najlepsza metoda walki ze stresem - uczy radzenia sobie w trudnych sytuacjach. Niestety, można ją zastosować tylko wtedy, gdy uda nam się skupić nad daną sytuacją, zdefiniować jej przyczyny oraz przeanalizować możliwości dalszego postępowania.
Moim zdaniem, to metoda ludzi którzy kierują się rozsądkiem - więc wybitnie rzadko stosowana.

2. Skoncentrowany na emocjach.
Polega na zamykaniu się w sobie i nawarstwianiu myśli i uczuć oraz... rozpamiętywaniu. Nie prowadzi do rozwiązywania sytuacji. Uniemożliwia wykonanie poważnych kroków prowadzących do rozwiązania problemu. Styl ten wymaga zaangażowania innych osób, które udzielą rady i pocieszą.
Gosia Andrzejewicz w głośnikach, przewrócenie się i płacz. 

3. Skoncentrowany na unikaniu. 
Nie polega na jakimkolwiek działaniu lub myśleniu o rozwiązaniu problemu, a na oddaleniu się od niego. 

Stres a otyłość.
Podczas sytuacji stresowej z łatwością odczuwamy zmiany fizjologiczne - ucisk brzucha, przyspieszony rytm serca, wzmożoną potliwość, napięcie mięśni, osłabienie... Powyższe zmiany mogą być mylone z uczuciem głodu. Ponadto osoby często doświadczające stresu są szczególnie wrażliwe na psychologiczne funkcje jedzenia - mianowicie:
1. Zaspokajanie potrzeby bezpieczeństwa - która to może realizować się poprzez stałe godziny posiłków, sytuacja ma się podobnie do żywienia niemowląt lub spożywania posiłków w gronie rodziny.
2. Zaspokajanie potrzeby miłości poprzez podarunki i słodycze.
3. Zaspokajanie potrzeby szacunku i uznania poprzez spożywanie dań w ekskluzywnych restauracjach.
4. Zaspokajanie potrzeby samorealizacji - która to, często pojawia się u niepracujących kobiet. Czytaj. kur domowych.
Podczas sytuacji stresowych, może również dochodzić do błędnej interpretacji towarzyszących nam uczuć i rozładowywania emocji poprzez zwiększenie spożycia pokarmów. Badania ukazują, iż leczenie nadmiernego stresu jedzeniem jest u wielu osób reakcją wyuczoną i podstawowym mechanizmem działania. [a może budyń?]
Gdyż jest ona środkiem 'banalniedostępnym' [medal za słowotwórstwo] i szybko działającym - a przynosi chwilową ulgę. Z uwagi na ten mechanizm powstało nawet określenie 'comfort food' określające gamę produktów spożywczych - polepszających nasz stan ducha. Niestety to głównie produkty wysoko przetworzone, indukujące stany zapalne. [a wliczając w to alkohol, chyba również pogarszające stany depresyjne].


niedziela, 7 maja 2017

Grzybica pochwy od jedzenia kurczaków?! -To nie jest żart!

I teraz każdy stuka się w czoło, robi minę przerażonego kota i głośno myśli...
'Co ta Patrycja za durnoty znowu wypisuje...' 


A no, wcale nie durnoty. 

W przypadku, gdy jest się kobietą, albo ma się problem z nawracającymi infekcjami narządów rodnych albo się nie ma. Jak się nie ma - to i tak się nie zrozumie powagi tematu.
Nie będę się nad tym rozwodzić, bo nie jestem ginekologiem (ale mogę zajrzeć, heheszki).

Co powszechnie wiadomo, gdy się ma skłonności do nawracających infekcji - łatwo taka infekcję złapać. Wystarczy źle umyć ręce przed oddaniem moczu, uprać bieliznę w agresywnym proszku, zapomnieć o wymianie tamponu a czasem zwyczajnie... dostać okresu.

Odbiegając chwilowo od tematu - ile kobiet zdaje sobie sprawę z tego, iż dostając receptę na antybiotyk (obojętnie czy na gardło czy na ucho czy cokolwiek innego) powinno prócz leku osłonowego, dostać również probiotyk dopochwowy? Za każdym razem również flora bakteryjna naszych narządów płciowych zostaje 'wybita' na rzecz tej złej...

Wracając do kurczaków. 
Przemysłowe mięso drobiowe może ulec skażeniu groźnymi bakteriami Campylobacter ponadto zawiera w swoim składzie antybiotyki, hormony i sterydy. Osoby często je spożywające mogę cierpieć na grzybice pochwy oraz przewodu pokarmowego (nawet o tym nie wiedząc) gdyż stała ekspozycja na antybiotyki wyjaławia florę bakteryjną przewodu pokarmowego co może powodować uodpornienie się wielu szczepów na ich działanie. Często jest to również przyczyną częstych i ciężkich do wyleczenia infekcji. 
Przypominam również, że grzybica w 'widocznym miejscu' np. na skórze, nie wystąpi - jeżeli nie mamy jej w środku. 






Źródło:
-Iwona Wierzbicka 'Polski Przewodnik Paleo'


niedziela, 30 kwietnia 2017

Mikroflora jelitowa kobiet ciężarnych. No i dlaczego... liczenie kalorii nie ma sensu.

Osobiście nie mam i nie miałam nigdy szczególnie bliskich kontaktów z kobietami w ciąży, ale zauważyłam pewną zależność w mediach społecznościowych. Zachowanie kobiet ciężarnych się zmienia. Mam na myśli instynkt 'wicia gniazda'. Przygotowywanie pokoiku dla maluszka, kupowanie ubranek, nosidełek, fotelików... i nie mam pojęcia czego jeszcze :-)
Otóż przede mną zauważyli to również naukowcy i postanowili sprawdzić założenie...
Jeżeli mikroflora ma wpływ na zachowanie człowieka, to jak zmienia się mikroflora kobiet ciężarnych, gdy włączają im się instynkty macierzyńskie.
W okresie ciąży ciało kobiety staje się 'inkubatorem', który ma za zadanie rozwijać i chronić rozwijające się, nowe życie.



Badania.
Zespół naukowców, przyglądał się mikroflorze 91 różnych kobiet ciężarnych przez całe 9 miesięcy. Zebrali informacje dotyczące tego co badane kobiety jadły oraz śledzili ich mikroflorę urodzonych w eksperymencie dzieci przez kolejne 4 lata po ich przyjściu na świat.

Wnioski.
-Mikroflora w okresie ciąży przechodzi ogromne zmiany, począwszy od 1trymestru, do samego rozwiązania.
-Pod koniec ciąży mikroflora jest mniej zróżnicowana niż na początku
-W 3trymestrze skład mikroflory przypomina skład mikroflory występujący u kobiet otyłych.


  • Aby sprawdzić wpływ mikroflory '3trymestralnej' i '1trymestralnej' na gospodarza przeprowadzono 'genialny' eksperyment. Przeszczepiono ją do nieciężarnych i zdrowych myszy. Po przeszczepieniu 3trymestralnej flory zwierzęta przybrały na wadze dużo więcej niż te z florą 1trymestralną. Mimo iż dostawały takie same ilości i rodzaj pożywienia. 
  • Dowodzi to temu, iż bakterie występujące we forze charakterystycznej dla 3trymestru były w stanie z takiej samej ilości pożywienia wyizolować więcej kalorii, a następnie zagospodarować je jako dodatkowe kilogramy. To dowód na to, iż liczenie kalorii nie ma najmniejszego sensu. 







Źródło:
- dujour.com
- 'zdrowie zaczyna się w brzuchu'

piątek, 28 kwietnia 2017

To był dobry dzień #1.

Dziś miałam bardzo dobry dzień.
I chyba doszłam do wniosku, że dobre dni trzeba zapisywać - bo warto o nich pamiętać. Będzie coś do czytania na złe dni :-P

A więc tak. 
Dostałam dziś zdjęcie od podopiecznej.


Ukazujące obraz naszej 4 miesięcznej walki. Jestem zachwycona! Chciałabym aby każda osoba pod moją opieką była tak zdeterminowana! :-)
Odwiedziłam lekarza - który zapewnił mnie o moim świetnym stanie zdrowia. Ale po weekendzie  mimo wszystko idę zrobić morfologię bo już 4 miesiące minęły (powinnam była pójść po upływie 3). To, że wszystko jest wspaniale nie znaczy wcale, że mogę osiąść na laurach!

Przechodząc obok mojej starej Szkoły Podstawowej, pomogłam jednemu z grupy chłopców (najniższemu) przełożyć plecak przez płot przez który przeskakiwali - też to robiłam, w tym samym miejscu aby przejść skrótem i też byłam najniższa. Dowiedziałam się, że jestem super Panią!

I tak sobie szłam dalej, śmiejąc się do swoich myśli (podobno robię to często gdy idę sama) minęłam 2 kolejnych małych chłopców śpiewających po drodze Cypisa (nie mam nic do Cypisa, sama czasem na siłce śpiewam gdy brakuje mi siły) i słyszę, jak jeden mówi cichutko drugiemu, że 'ta Pani ma takie pomarańczowe Superstary', to się odwracam i pytam chłopaków czy fajne, na co oni, że z a w a l i s t e!



I dalej idę uśmiechnięta :-D chociaż nie wiem, co ze mnie za 'P A N I' ale może w płaszczu i okularach na jakąś tam Panią wyglądam...

A, wyszłam ze szpitala bez płaszcza. Zapomniałam o nim, zostawiłam u lekarza. Jak wyszłam i poczułam zimno i mokro na dworze, to po niego wróciłam. Brawo JA. ehh... typowe zachowanie Patrycji / Patrycja w swoich naturalnych warunkach bytowania.
Ale wyjście na wiatr i deszcz w samym sweterku też jest super, można poczuć, że się żyje!

Dziecko, od kiedy nie jesz u mnie obiadów, widać po twarzy, że jesteś niedożywiona.
-Babcia.
Zjadłam też jajecznice u babci. Jajecznice bo 'przecież obiadu nie gotowałam, bo p r z e ci e z Ty nie chcesz już u mnie jeść!'

Dzień jest tak wspaniały, że nawet mój pies zrobił sobie ze mną zdjęcie. A mój pies ucieka gdy tylko wyciąga się przy nim telefon, albo przynajmniej odwraca głowę.


Zrobiłam też porządny trening nóg. Zjadłam tort pożegnalny naszej kochanej koleżanki z pracy - Marzenki <3 wypiłam smaczny Cydr Cynamonowy i zastanawiam się czy zrobić sobie na kolację burgera, czy może zjeść kanapki ze smalcem i cebulą.
Niech opatrzność sprawi abym co dzień miała tylko takie problemy i rozterki!

I teraz pojawia się pytanie. Czy to koniec mojej złej passy? Czy może jedna dobra wiadomość pociągnęła za sobą inne? :-)


czwartek, 27 kwietnia 2017

Czystek. Roślina dobra na wszystko, od starzenia się skóry po przerost prostaty.

Z uwagi na fakt, iż występuje w krajach gdzie do przeżycia roślin panują 'średnie' warunki - susza, bardzo wysoka temperatura, bezpośrednia ekspozycja na słońce (...) rośnie w warunkach stymulujących produkcję wolnych rodników. W odpowiedzi na to, wytwarza bardzo duże ilości substancji antyoksydacyjnych.

  • Zdolności antyoksydacyjne.

Współczesny, stresogenny styl życia (dodatkowo w dość zanieczyszczonym środowisku) sprzyja powstawaniu reaktywnych form tlenu. Aby dłużej cieszyć się piękną i młodą cerą warto mieć dietę bogatą w antyoksydanty oraz pić shoty antyoksydacyjne. Jednym w naparów 'łapiących rozbrykany wolny elektron' jest właśnie napar z Czystka.

  • Wysoka zawartość polifenoli
Które to, zwiększają biodostępność tlenku azotu i aktywują enzymy ochronne. W efekcie dają działanie antyoksydacyjne, przeciwzakrzepowe i przeciwzapalne.

  • Działanie przeciwwirusowe
Ekstrakt z czystka blokuje przyłączanie się wirusów do komórek gospodarza.
W badaniu in vitro na modelu zwierzęcym wykazano, że czystek zapobiega zakażeniom wirusem ptasiej i świńskiej grypy.
 Z uwagi na ten fakt - uważam, że warto popijać go w sezonie 'grypowym'.

Próby kliniczne wykonywane na ludziach wykazały również zastosowanie w leczeniu infekcji górnych dróg oddechowych.
U chorych popijających napar z czystka zaobserwowano skrócenie okresu trwania infekcji oraz jej łagodniejsze objawy.

  • Działanie przeciwzapalne
Zaobserwowano zmniejszenie się stężenia białka C-reaktywnego w surowicy krwi u osób spożywających napar z czystka.

  • Działanie oczyszczające
W badaniach na ludziach palących zauważono zmniejszenie się stężenia kadmu z surowicy krwi i moczu - u przewlekłych palaczy. Z tego powodu, napar z czystka zalecany jest nie tylko nałogowym palaczom, rownież biernym oraz mieszkańcom wielkich miast.

  • Działanie antyproliferacyjne
Potwierdzone badaniami in vitro w początkowej fazie powiększenia prostaty, co może okazać się korzystne przy leczeniu przerostu gruczołu krokowego.

  • Działanie przeciwnowotworowe
Badania wykazały aktywność cytotoksyczną oraz cytotoksyczą in vitro i in vivo wobec linii ludzkiego raka.

  • Parzenie
20min, temp 95st., woda niskozmineralizowana - najlepsze możliwe warunki aby w naparze zawarta była możliwie największa ilość drogocennych substancji.







Źródło:
-foodforum nr 1(17)/2017
-Isolation and functional analysis od two Cistus creticus cDNAs encoding geranylgeranyl diphosphate synthase.
-Antiproliferative and cytotoxic activity of extracts from Cistus incanus L. and Cistus monspeliensis L. on human prostate cell lines.



wtorek, 18 kwietnia 2017

Żyję w Krasnymstawie, mieście gdzie z nauki ciężko 'wyżyć' i nic się nie opłaca.

Jeśli chodzisz teraz do Gimbazy/ Podstawówki/ Liceum rodzice na bank mówią, żebyś się uczył, bo dzięki temu skończysz dobre studia i znajdziesz 'dobrą pracę'. Dobra praca jest w cudzysłowie, bo tak do końca nie wiem co to oznacza.

Mi rodzice też tak mówili. Całą podstawówkę uczyłam się sumiennie, może nie dużo, ale skutecznie. W Gimnazjum mniej, ale względnie dobrze. Względnie zawsze w czołówce klasy. Pewnie gdyby nie mój temperament byłoby mi łatwiej w szkole, ale z moją nadpobudliwością i niekiedy altruizmem, ciężko zaskarbić sobie było sympatię nauczycieli. W sumie uczyłam się więcej niż powinnam z tego co mnie interesowało, i chodziłam na wszystkie możliwe zajęcia dodatkowe z tego co sprawiało mi przyjemność (sztuka, biologia, chemia i do dziś ubolewam braku koła z fizyki). W Liceum nie uczyłąm się w c a l e. Wiecie, byłam już przecież 'dorosła' :-D Jeśli spodziewacie się, że napiszę 'gdybym teraz wróciła do LO to uczyłabym się sumiennie i poszła na medycynę jak życzyłaby sobie tego moja babcia' to jesteście w błędzie. Nie zmieniłabym nic. Wręcz teraz chciałabym posiąść umiejętność takiego olewania i nieprzejmowania się niczym jak w czasach SLO. No coż... oraz umiejętność zjednywania sobie sympatii innych ludzi.

Na studia poszłam 'porządne'. Nie jakieś byle co. Skończyłam Techniki Dentystyczne jak sobie życzyła tego moja rodzina. Kierunek wspaniały. Popłatny! Ludziom zęby zawsze będą wypadać! Szkoda tylko, że gdy przyszło 'co do czego' i trzeba było iść na praktyki, okazało się... że w moim mieście jest to praktycznie nierealne. 'Nikt tu nie będzie szkolił sobie konkurencji, nas i tak jest za dużo'.
Aha. Dobrze wiedzieć.

W trakcie TD zrobiłam sobie też zaocznie studium pedagogiczne. Dziś już są to zwykłe studia podyplomowe. Nieważne, ważne jest to, że daje mi ono uprawnienia do pracy w szkole. Swego czasu nawet uczyłam w studium policealnym asystentki stomatologiczne. Było super. Lubiłam tą pracę, nawet nie traktowałam jej jako 'pracę' ja tam jeździłam naładować się dobra energią. Stety/ Niestety studiowałam już wtedy dietetykę i nie mogłam tego pogodzić z pracą, musiałam zrezygnować.

Na dietetykę poszłam hobbystycznie. Nigdy nie planowałam pracy jako dietetyk, zresztą 'na co, komu to potrzebne'. Gdy w domu mówiłam już w liceum, że chcę iść na dietetykę, to patrzyli na mnie jak wtedy gdy mówiłam, że marzy mi się filozofia. Co najmniej dziwnie. Ostatecznie dałam sobie wytłumaczyć, że filozofem jestem i bez studiów. Całkiem niekiepskim.

W trakcie dietetyki, zrobiłam sobie studia podyplomowe z Psychodietetyki. I wówczas zaczęłam widzieć dla siebie światełko nadziei na pracę w tym zawodzie. Z dyplomem z psychodietetyki i studium pedagogicznego wysyłałam CV do szkół policealnych kształcących trenerów i 'dietetyków'. Podejrzewam, że nigdy nawet nikt go nie otworzył ;-D

Miałam za to szansę na pracę 'w zawodzie', dobrze płatną, która nie współgra z moim sumieniem. Wiem, że dietetyka to nie medycyna, ale wierzcie mi na słowo - dietetyk może zrobić taką samą krzywdę jak lekarz który jest na nieodpowiednim dla siebie miejscu. Nie wszystko w życiu można kupić za pieniądze - serio. Równie ważna jak zapłata w postaci Polskich Złotych - jest zapłata w postaci zdrowego, zadowolonego pacjenta, jego uśmiechu i zwykłego 'dziękuję'. O efektach nie wspomnę... :)

Ale ja jestem twarda. Oczywiście, że się nie poddałam. Nie poddawałam się nawet gdy uczelnia nie przyznała mi stypendiów, argumentując to faktem, iż mam już licencjat z innych studiów.
Nie poddałam się gdy znów nie dostałam stypendiów w zasadzie tym razem nie wiem dlaczego.
Ale zniechęciłam się gdy podczas inauguracji roku akademickiego nie dostałam nawet pamiątkowego dyplomu za pracę w Kole Naukowym. Moje Koło Naukowe, nawet nie zostało wzięte pod uwagę... to co, że praca którą stworzyłyśmy zajęła pierwsze miejsce w Polsce. To wszystko, to przecież nic. Każda wolna godzina spędzona w Labie... to przecież nic.
Przyznam szczerze, że gdyby nie moja mama, która kazała mi olać wszystko i robić swoje - olałabym swój 'dorobek naukowy' i zawzięła się na NIE prowadzenie już nigdy żadnych badań, choć bardzo to lubię. Więc olałam i postanowiłam, że to nie koniec.

Ale gdy zgubiłam wypłatę a 3 dni później weszłam pod samochód na czerwonym świetle. Zniechęciłam się ostatecznie. Postanowiłam nie robić nic. Nie pisać nic. I być nikim. Miałam pustkę w głowie i brak weny. Myślałam i myślałam i wymyśliłam, że to wszystko i tak przecież jest bez sensu, bo zaraz pod moje nogi spadną kolejne kłody. Żyję w małym mieście w którym króluje bezrobocie. Nic się tu nie opłaca, nikt w nikogo nie wierzy. A nawet jeśli komuś coś jakimś cudem się uda, to na bank musi być złodziejem. Zresztą... jakie 'uda się', wystarczy, że nie chodzisz i nie narzekasz jak Ci ciężko - już jest coś z Tobą nie tak, już jest Ci zbyt dobrze. Gdy powiesz wścibskiemu znajomemu, że zarabiasz najniższą krajową, stwierdzi 'to zostaw tą pracę' gdy zasugerujesz, że zawód 'córka' słabo wygląda w CV, powie, że przecież 'masz studia' ... tak, mam...

Mam 25lat i 4 kierunki studiów. Wstaję i otrzepuję piach z kolan. Idę dalej. Naprzód, robić swoje.
Nie wiem, czy idę w jakimś sensownym kierunku. Ale idę, bo wierzę w siebie tak mocno jak nikt inny. I jak mantre powtarzam... 'Jak nie będę obrzydliwie bogata, to się wk*rwię' :-D

Jeśli chodzisz jeszcze do szkoły, wybierasz się na studia i myślisz, że napisałam ten post dla Ciebie - to jesteś w błędzie. Napisałam go dla siebie, bo ja też czasem wpadam w dół.
A Tobie mogę powiedzieć tylko jedno - idz na studia. Nie daj sobie wmówić, że nie warto. Idz i rób to z pasji. Ale miej też twardą d*pę, bo nie raz i nie dwa na nią upadniesz. Zresztą nie mówię tylko o studiach. Jeżeli Twoim marzeniem jest być fryzjerką - idz i bądź w tym najlepsza. Zawsze chciałeś być operatorem wózka widłowego? Bądź. I rób to z sercem. Z nauki ciężko 'wyżyć', zwłaszcza w takim mieście jak moje - małym, z którego praktycznie wszyscy już wyemigrowali. Ciężko zwłaszcza, gdy każde zarobione pieniądze inwestujesz w siebie. Każde. Ale mimo wszystko dalej to robisz, bo jak mawiał mój dziadek 'tego co się nauczysz, nikt Ci nigdy nie zabierze'. I tak sobie idę dalej. I może kiedyś napiszę o tym, jak to jednak można 'wyżyć' z nauki w małym mieście? 



czwartek, 6 kwietnia 2017

Mam dyplom z dietetyki.

Piękne dni to zazwyczaj te spędzone na uczelni.
...w laboratorium.

Dziś nieco inaczej. Pierwszy raz w Todze i Birecie (wcześniej nigdy nie miałam zapału aby zrobić sobie taką fotkę, ale wcześniejsze studia nie były moją życiową pasją :-D)

A więc jak czuję się z dyplomem?
Każdy kto ma jakieś pojęcie na temat tego jak wygląda studiowanie wie, że dyplom nie jest równoznaczny z zawodem. W czym różnica?
Mój zawód to trener, a co zrobię z dyplomem z dietetyki to już 'moja w tym głowa' stad takie bezrobocie w naszym kraju. Nie każdy zdaje sobie sprawę z tego, że skończenie studiów to nie jest to samo co skończenie 'szkoły' która daje nam jakiś 'zawód'.

Życzcie mi wysokich lotów, bo tak na 100% to nie wiem co z tym dalej robić. 



Jak widać na załączonym obrazku. 'Moda przemija, styl pozostaje' jego brak też. 



Tutaj przełożyłam sobie pomponik z prawej na lewą :-)
Pani Dziekan powiedziała, że nie poznała mnie po zdjęciu na dyplomie, dlatego, że tak pięknie mi w Birecie. Uznaje to za znak od losu.


Swoją prywatną Biretę, dostałam od rodziców po obronie, teraz dumnie noszę - bo jestem sentymentalna. W ogóle to sie wzruszyłam, ale nikomu sie nie przyznam :-D

Obrona w Walentyki, rozdanie dyplomów w Prima Aprilis. Czy to jakiś żart?