środa, 4 listopada 2015

Czy dawałabym mojemu dziecku słodycze?

Post czysto teoretyczny, nie chcę aby zarzucano mi hipokryzję, ponieważ potomstwa nie posiadam. Zdaję sobie sprawę, że z dziećmi jest tak, że niekiedy ciężko je namówić do zjedzenia czegokolwiek, a co dopiero porcji warzywka co 3 godziny.

...Ale gdy widzę 3miesięczne dziecko z lizakiem w ręku, nóż mi się w kieszeni otwiera. Nie wiem jak trzeba być nieodpowiedzialnym rodzicem, aby zdając sobie sprawę, z tego iż dopiero w 5tym miesącu życia, można maluchowi włączyć do diety raptem ziemniak, marchew, dynię i jabłko - z pełną świadomością dawać mu  lizak mający w składzie  sztuczne słodziki, nie wspomnę nawet o tym, że do rozwoju malucha ta słodycz nie przyczyni się w żaden sposób a jest jedynie pustą kalorią która przyzwyczaja go do smaku słodkiego i rozwoju otyłości. My smak słodki kochamy. Jest to pierwszy smak który nam towarzyszy, kojarzy nam się z mlekiem matki, bezpieczeństwem. Dlatego też tak wiele osób zajada stres.

Ja swojemu dziecku nigdy nie dałabym nic co zawiera w składzie syrop glukozowo-fruktozowy ani nic innego, co nie zostało stworzone przez naturę. Sama owszem, zjem batona, ale ja jestem już dorosła, potrafię, chcę i mogę decydować o sobie. Okres dojrzewania też już dawno mam za sobą. Ale zdaję sobie sprawę z tego, iż jem coś bezwartościowego, co mnie nie odżywia. A ja lubię zastępować słowo J E D Z E N I E terminem O D Ż Y W I A N I E.

Co więc dawać maluchowi, aby nie miał takiego 'koszmarnego' dzieciństwa i traumy 'dziecko dietetyczki' ?
To proste. 
-Wszystko co sami przygotujemy, aby mieć pewność co do składu.

*Domowe ciasto, zawsze super pomysł, a już bardzo super jeśli posłodzimy je brązowym cukrem i dodamy duużo owoców. Np. Szarlotka, deser idealny dla ludzi na diecie :-)
*Lody, nie tuczą. Wszystkie kcal których dostarczamy wraz z lodami, zostają 'spalone' ponieważ... 'są zimne' i nasz organizm wykorzystuję energię (kalorie) do ogrzania ich i przetrawienia. No i zawsze można zrobić lody w domu, odrobina chęci i chwila roboty.
*Chałwa, mega tucząca, mega bogata w witaminy z grupy B. Do jej przygotowania wystarczy sezam, miód, dowolne dodatki. (Sezam prażymy na patelni-chwilke, aby nie zmienił barwy, gdyż zarumieniony staje się gorzki. Następnie mielimy go, dodajemy miód, mieszamy do konsystencji plasteliny, dodajemy dowolne dodatki - aromat waniliowy, sezam, mak. Wkładamy do lodówki.)
*Żelki, jeśli chodzi o sklepowe, są krytykowane z uwagi na barwniki. Jednak ja sobie ich nie odmawiam, nigdy z uwagi na żelatynę. Zresztą, to kolejny słodycz który w zaledwie kilka minut można przygotować samemu, o dowolnym smaku, nawet z owocami.
*Kisiel
*Galaretka, z owocami, nawet bitą śmietaną (zawsze możemy ją ubić sami)
*Kanapki z razowym pieczywem, masłem orzechowym bananem i syropem z agawy.
*Serki smakowe, własnej roboty. Z twarogu i dowolnych dodatków. (banan+miód), (kakao+banan), (truskawki+miód)
*Musy czekoladowe (awokado+banan+kakao)
*Nutella (awokado+kakao+miód+(łyżka zmiksowanych)orzechów laskowych lub migdałów+2banany)
*Banany z masłem orzechowym w gorzkiej czekoladzie.
*Sałatki owocowe, milion kombinacji.
*Musy owocowe z jogurtem naturalnym
*Jogurty owocowe, miksowane owoce z jogurtem naturalnym
*Plasterki jabłek smarowane masłem orzechowym, oprószone drobno posiekanymi suszonymi śliwkami
*Gorzka czekolada, im większa zawartość kakao - tym lepiej.
*Pieczona dynia (w moim wypadku wersja z pieprzem i ziołami. Mimo, iż rozgrzewająca - nadal strasznie słodka)
*Chipsy z suszonych jabłek, uwielbiam!
*Ciasteczka z czerwonych buraczków, gdy jadłam pierwszy raz nie wierzyłam, że nie zawierają rodzynek a to jedynie kawałki buraczków. Super, jeden z ulubionych słodyczy.

Jest tyle różnych możliwości, że chyba nie warto od malucha faszerować dzieci chemią. Wystarczy, że sporą jej dawkę otrzymują wraz z resztą żywnosci i wdychają wraz z powietrzem. Nie, nie jestem żywieniową fanatyczką, ale nie dałabym dziecku nigdy Coli i chipsów. Powiesz, że dziecko się domaga?! A powiedz mi, kto pokazał mu ten smak?

Niestety, ale chemiczna żywność nieco 'głuszy' nasze zmysły, przez duża zawartość soli - wszędzie, część z nas pewnie nie zna smaku pomidora... A szkoda. I naprawdę szkoda, pozbawiać tego nawet dzieci. 
Niech próbują. 

4 komentarze:

  1. Dzieci nie posiadam, ale gdybym miała, to pewnie też chciałabym by odżywiało się jak najlepiej a nie tylko i wyłącznie chemią ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja ze słodkości dzieciństwa pamietam wszelkiego rodzaju dżemy robione przez Babcie, dzisiaj myśle że było w nich dużo cukru, ale z pewnością i tak były zdrowsze niż 90proc dzisiejszych słodyczy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no jasne! Dżemy są ok! Ja potrafiłam zjesc pol słoika dżemu z porzeczek przed TV, uwielbiam dalej! ulubiony <3

      Usuń
  3. Zgadzam się z Tobą. Nie mam dziecka, ale w przyszłości na pewno nie będę faszerowała swojego potomstwa byle czym :)

    OdpowiedzUsuń