sobota, 12 marca 2016

Dietetyka Gerontologiczna - wyzwania i szanse. Konferencja. Poznań.

Poznań - miasto doznań. Czego doznałam zaraz po przybyciu? -Zrobienia mnie w bambuko co znacząco odczuł mój studencki portfel. Nie pozdrawiam taksówkarzy, co więcej - obiecuje, że nigdy w żadną taksówkę nie wsiądę. Już wolę 'piechtolotem' lecieć przez nieznane mi miasto --> Podróże kształcą!
Kolejne doznanie - przesiąknięty dymem papierosowym hotel po nocy w którym obudziłam się z migreną. Łazienka z łuszczącym się sufitem, ogólnie bez rewelacji. Brak miejsca w którym można by zjeść coś ciepłego po całodziennej podróży - zasypiałyśmy złe na siebie, na 'ten Poznań', konferencje i w moim przypadku nawet na Poster - Sylwia sobie zażartowała, że go zapomniała... Nikt nie wie gdzie znalazło się moje serce po tej wiadomości.

Humor poprawił mi się znacznie dnia następnego gdy wypiłam kawę. Następnie odebrałam materiały do konferencji.

I zobaczyłam swoje nazwisko...

'Postępy Dietetyki w Geriatrii i Gerontologii'

Nr 1/2016
ISSN: 2450-6109

Byłam już całkiem zadowolona i gotowa na naukę nowych rzeczy. Nieco się wystraszyłam gdy zdałam sobie sprawę, że nie przygotowałyśmy prezentacji ustnej dotyczącej naszej pracy... i będziemy ją wygłaszać na spontanie... ale przecież to nie pierwszy raz...


Żartuje. Pierwszy. Pierwszy raz ze swoją pracą na konferencji i pierwszy raz miałam coś przedstawiać przed komisją (nie licząc obrony po studiach). Standardowo, nasz poster wydał nam się najmniej atrakcyjny, najmniej ciekawy, najmniej treściwy i najmniej interesujący. A Sylwia widząc publikację w czasopiśmie w ogóle stwierdziła 'EJ, PEPA, MY TO ŹLE ZROBIŁYŚMY' dolała oliwy, do ognia!

Oczywiście z NASZYM szczęsciem (te dwie które wysiądą na złym przystanku, idą i nie gapnęły się, że coś nie pasuje - to my) nasz poster oceniały obie komisje - tak, to był jedyny poster przy którym stały dwie komisje. Farciary.
Na szczęście pytania które dostałyśmy do prezentacji okazały się dla nas - trafione. I wyszłyśmy z twarzą z sytuacji. (ale oczywiście wydawało nam się, że wypadłyśmy najgorzej).
Zadowolone, że najgorsze za nami, dotrwałyśmy do końca konferencji, dowiedziałyśmy się kilku interesujących rzeczy, otrzymałyśmy Certyfikaty uczestnictwa. 


I udałyśmy się na spacer po Poznaniu. Oczywiście, nie zostałyśmy wysłuchać wyników - bo przecież kto jak kto, ale MY nie wygramy :-D
A potem dostałyśmy telefon, że nasza praca została wyróżniona - szybciutko zapomniałam o tym, że ta wycieczka zaczęła się niezbyt przyjemnie. To był 'nasz' dzień... a następnego dnia, dowiedziałyśmy się, że nasza praca zajęła pierwsze miejsce, to już był totalny szok, zrobiło mi się yy... słabo?!


Poznań, zdobyty! Warto było! Pół roku pracy - zostało nagrodzone!
















12 komentarzy:

  1. Pięknie! Idziesz po marzenia i tak trzymaj! Jestem z Ciebie dumna,trzymam kciuki i z całego serducha wspieram abyś zawsze wierzyła w siebie i swoje możliwości :) :*

    Kochana siostrzyczka :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kochana... dokładnie tak, jak Ty! :*

      Usuń
  2. Faktycznie, Poznań z przygodami ;p I jeszcze ta "niespodzianka" z prezentacją ustną - macie nerwy ze stali! Fajnie, że wszystko tak dobrze się skończyło, brawo! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wole na spontanie coś opowiedzieć, niż się do tego przygotowywać - przynajmniej obyło się bez stresu :D

      Usuń
  3. A jak Ci się podobał Poznań po spacerze? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bardzo urokliwy a ludzie bardzo mili :)

      Usuń
    2. Ironia ? Pytam bo chciałem się dowiedzieć jak Ci przypadła do gustu kraina podziemnych pomarańczy :P
      Moje rodzinne miasto swoją drogą :)

      Usuń
    3. nie! Poważnie, kogo o droge nie pytałam, każdy tłumaczył i chciał pomóc ;)

      Usuń
  4. Gratulacje!
    I nie zazdroszczę przeżyć związanych z Poznaniem - poznałyście go od tej złej strony ;)

    OdpowiedzUsuń