wtorek, 18 kwietnia 2017

Żyję w Krasnymstawie, mieście gdzie z nauki ciężko 'wyżyć' i nic się nie opłaca.

Jeśli chodzisz teraz do Gimbazy/ Podstawówki/ Liceum rodzice na bank mówią, żebyś się uczył, bo dzięki temu skończysz dobre studia i znajdziesz 'dobrą pracę'. Dobra praca jest w cudzysłowie, bo tak do końca nie wiem co to oznacza.

Mi rodzice też tak mówili. Całą podstawówkę uczyłam się sumiennie, może nie dużo, ale skutecznie. W Gimnazjum mniej, ale względnie dobrze. Względnie zawsze w czołówce klasy. Pewnie gdyby nie mój temperament byłoby mi łatwiej w szkole, ale z moją nadpobudliwością i niekiedy altruizmem, ciężko zaskarbić sobie było sympatię nauczycieli. W sumie uczyłam się więcej niż powinnam z tego co mnie interesowało, i chodziłam na wszystkie możliwe zajęcia dodatkowe z tego co sprawiało mi przyjemność (sztuka, biologia, chemia i do dziś ubolewam braku koła z fizyki). W Liceum nie uczyłąm się w c a l e. Wiecie, byłam już przecież 'dorosła' :-D Jeśli spodziewacie się, że napiszę 'gdybym teraz wróciła do LO to uczyłabym się sumiennie i poszła na medycynę jak życzyłaby sobie tego moja babcia' to jesteście w błędzie. Nie zmieniłabym nic. Wręcz teraz chciałabym posiąść umiejętność takiego olewania i nieprzejmowania się niczym jak w czasach SLO. No coż... oraz umiejętność zjednywania sobie sympatii innych ludzi.

Na studia poszłam 'porządne'. Nie jakieś byle co. Skończyłam Techniki Dentystyczne jak sobie życzyła tego moja rodzina. Kierunek wspaniały. Popłatny! Ludziom zęby zawsze będą wypadać! Szkoda tylko, że gdy przyszło 'co do czego' i trzeba było iść na praktyki, okazało się... że w moim mieście jest to praktycznie nierealne. 'Nikt tu nie będzie szkolił sobie konkurencji, nas i tak jest za dużo'.
Aha. Dobrze wiedzieć.

W trakcie TD zrobiłam sobie też zaocznie studium pedagogiczne. Dziś już są to zwykłe studia podyplomowe. Nieważne, ważne jest to, że daje mi ono uprawnienia do pracy w szkole. Swego czasu nawet uczyłam w studium policealnym asystentki stomatologiczne. Było super. Lubiłam tą pracę, nawet nie traktowałam jej jako 'pracę' ja tam jeździłam naładować się dobra energią. Stety/ Niestety studiowałam już wtedy dietetykę i nie mogłam tego pogodzić z pracą, musiałam zrezygnować.

Na dietetykę poszłam hobbystycznie. Nigdy nie planowałam pracy jako dietetyk, zresztą 'na co, komu to potrzebne'. Gdy w domu mówiłam już w liceum, że chcę iść na dietetykę, to patrzyli na mnie jak wtedy gdy mówiłam, że marzy mi się filozofia. Co najmniej dziwnie. Ostatecznie dałam sobie wytłumaczyć, że filozofem jestem i bez studiów. Całkiem niekiepskim.

W trakcie dietetyki, zrobiłam sobie studia podyplomowe z Psychodietetyki. I wówczas zaczęłam widzieć dla siebie światełko nadziei na pracę w tym zawodzie. Z dyplomem z psychodietetyki i studium pedagogicznego wysyłałam CV do szkół policealnych kształcących trenerów i 'dietetyków'. Podejrzewam, że nigdy nawet nikt go nie otworzył ;-D

Miałam za to szansę na pracę 'w zawodzie', dobrze płatną, która nie współgra z moim sumieniem. Wiem, że dietetyka to nie medycyna, ale wierzcie mi na słowo - dietetyk może zrobić taką samą krzywdę jak lekarz który jest na nieodpowiednim dla siebie miejscu. Nie wszystko w życiu można kupić za pieniądze - serio. Równie ważna jak zapłata w postaci Polskich Złotych - jest zapłata w postaci zdrowego, zadowolonego pacjenta, jego uśmiechu i zwykłego 'dziękuję'. O efektach nie wspomnę... :)

Ale ja jestem twarda. Oczywiście, że się nie poddałam. Nie poddawałam się nawet gdy uczelnia nie przyznała mi stypendiów, argumentując to faktem, iż mam już licencjat z innych studiów.
Nie poddałam się gdy znów nie dostałam stypendiów w zasadzie tym razem nie wiem dlaczego.
Ale zniechęciłam się gdy podczas inauguracji roku akademickiego nie dostałam nawet pamiątkowego dyplomu za pracę w Kole Naukowym. Moje Koło Naukowe, nawet nie zostało wzięte pod uwagę... to co, że praca którą stworzyłyśmy zajęła pierwsze miejsce w Polsce. To wszystko, to przecież nic. Każda wolna godzina spędzona w Labie... to przecież nic.
Przyznam szczerze, że gdyby nie moja mama, która kazała mi olać wszystko i robić swoje - olałabym swój 'dorobek naukowy' i zawzięła się na NIE prowadzenie już nigdy żadnych badań, choć bardzo to lubię. Więc olałam i postanowiłam, że to nie koniec.

Ale gdy zgubiłam wypłatę a 3 dni później weszłam pod samochód na czerwonym świetle. Zniechęciłam się ostatecznie. Postanowiłam nie robić nic. Nie pisać nic. I być nikim. Miałam pustkę w głowie i brak weny. Myślałam i myślałam i wymyśliłam, że to wszystko i tak przecież jest bez sensu, bo zaraz pod moje nogi spadną kolejne kłody. Żyję w małym mieście w którym króluje bezrobocie. Nic się tu nie opłaca, nikt w nikogo nie wierzy. A nawet jeśli komuś coś jakimś cudem się uda, to na bank musi być złodziejem. Zresztą... jakie 'uda się', wystarczy, że nie chodzisz i nie narzekasz jak Ci ciężko - już jest coś z Tobą nie tak, już jest Ci zbyt dobrze. Gdy powiesz wścibskiemu znajomemu, że zarabiasz najniższą krajową, stwierdzi 'to zostaw tą pracę' gdy zasugerujesz, że zawód 'córka' słabo wygląda w CV, powie, że przecież 'masz studia' ... tak, mam...

Mam 25lat i 4 kierunki studiów. Wstaję i otrzepuję piach z kolan. Idę dalej. Naprzód, robić swoje.
Nie wiem, czy idę w jakimś sensownym kierunku. Ale idę, bo wierzę w siebie tak mocno jak nikt inny. I jak mantre powtarzam... 'Jak nie będę obrzydliwie bogata, to się wk*rwię' :-D

Jeśli chodzisz jeszcze do szkoły, wybierasz się na studia i myślisz, że napisałam ten post dla Ciebie - to jesteś w błędzie. Napisałam go dla siebie, bo ja też czasem wpadam w dół.
A Tobie mogę powiedzieć tylko jedno - idz na studia. Nie daj sobie wmówić, że nie warto. Idz i rób to z pasji. Ale miej też twardą d*pę, bo nie raz i nie dwa na nią upadniesz. Zresztą nie mówię tylko o studiach. Jeżeli Twoim marzeniem jest być fryzjerką - idz i bądź w tym najlepsza. Zawsze chciałeś być operatorem wózka widłowego? Bądź. I rób to z sercem. Z nauki ciężko 'wyżyć', zwłaszcza w takim mieście jak moje - małym, z którego praktycznie wszyscy już wyemigrowali. Ciężko zwłaszcza, gdy każde zarobione pieniądze inwestujesz w siebie. Każde. Ale mimo wszystko dalej to robisz, bo jak mawiał mój dziadek 'tego co się nauczysz, nikt Ci nigdy nie zabierze'. I tak sobie idę dalej. I może kiedyś napiszę o tym, jak to jednak można 'wyżyć' z nauki w małym mieście? 



17 komentarzy:

  1. 'Jak nie będę obrzydliwie bogata, to się wk*rwię' :-D
    zle ułozona afirmacja,wydzwiek jest taki ze sie wk*urwisz,
    powinna brzmiec mniej więcej tak- bede obrzydliwie bogata,nic nie jest w stanie mnie złamac(wk*urwic).pzdr

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj to nie afirmacja, tylko żarcik :)
      ale masz racje, może diabeł tkwi w detalach i ja zwyczajnie źle myślę, myśląc, że myślę dobrze! :)

      Usuń
  2. Znasz kogos kto po studiach znalazl prace w Krasnymstawie? Ja nie. Trzeba wyjechac do duzego miasta, wiekszego niz Lublin.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam sporo osób, ale każda z nich napoczatku studiów myślała o tym jak się dostać do tej czy innej firmy, co musi zrobić i w czym musi być dobra, sam 'papier' niewystarczy, trzeba pokazać że się chce i że się potrafi! Większość myśli ze jak pójdzie na studia, jakoś zdoła zaliczyć kilka semestrów a później z dyplomem praca za 'milion baniek usa'. W trakcie studiów można chodzić na koła naukowe i na darmowe praktyki no ale komu się chce przecież to bez sensu...

      Usuń
    2. o nie, nie. Komu się nie chce, temu się nie chce! Ja od pierwszego roku chodziłam i fakt faktem, dostałam pracę marzeń z której niestety musiałam zrezygnować... ale to już inna historia :)

      Usuń
  3. A ja w Ciebie wierzę, bo widzę pasję w tym co robisz. Pasja, czas i trud pokładany w zdobywanie wiedzy nigdy nie idzie na marne, musi przynieść pozytywny rezultat. Dodając do tego Twój charakter, jestem pewien, że odniesiesz sukces. Życzę Ci nieustającej motywacji do szeroko pojętego działania. Oby tak dalej! :)
    Pozdrawiam, Twój fan :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie znam nikogo kto po studiach znalazl prace w Krasnymstawie. Niestety trzeba wyjechac do duzego miasta, wiekszego od Lublina. Pozdrawiam i zycze powodzenia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Voila! Czyżbym był pierwszy, który pracował w Krasnymstawie, po studiach i na dodatek w wyuczonym zawodzie? Tak się chytrze ustawiłem, że praca znajdowała mnie sama. Musiałem jednak przemeblować swoje życie i opuścić nasz uroczy zaścianek. Jednak do dnia dzisiejszego dostaję zlecenia z Krasnego i okolic. Można, ale potrzebna jest pasja i determinacja.
      Pozdrawiam i życzę powodzenia!

      Usuń
    2. A znam sporo osob ktorym sie udalo, rowniez :)

      Usuń
    3. A znam sporo osob ktorym sie udalo, rowniez :)

      Usuń
  5. Ja mam lat 29 i dwa kierunki studiów (polibuda) znam 5 języków a pracuje jako kierowca (na szczęście nie w Polsce) :)
    ale również wszystkie zarobione pieniądze wrzucam w dalszą edukację, więc głowa do góry, nie jesteś sama :)
    Z mojego doświadczenia życiowego powiem Ci tyle, że wiedza i umiejętności to nie wszystko. Liczą się jeszcze dwaj najwięksi na świecie zbrodniarze czyli "czas" i "miejsce".

    " 'tego co się nauczysz, nikt Ci nigdy nie zabierze' "
    No chyba oprócz Alzheimer'a i wypadków z poważnymi urazami głowy :D nic nie jest takie do końca trwałe :D

    "Popłatny! " tak się mówi na kresach ? :D

    Krasnystaw...
    Tak się zastanawiam to chyba kiedyś tam byłem na delegacji, jakieś... 7-8 lat temu :D

    PS. jak można zgubić wypłatę ? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak się mówi w kresach :D

      Jak można...? nie wiem, nie mam pojęcia. Nie wiem kiedy zgubiłam ani co się z nią stało ;/

      Usuń
  6. Trafione, zatopione! Jedno ważne pytanie. Żyć z nauki to: pracując naukowo, czy wykorzystać nabytą wiedzę do koszenia grubej kasy? :) Z tym pierwszym będzie trochę ciężko, ale od biedy da się. To drugo jest możliwe i wcale nie takie trudne. Nawet w Krasnymstawie. Dawno, dawno temu, mi ta sztuka się udała, chociaż łatwo nie było. Z racji, że zazwyczaj celowałem wysoko miałem przerąbane. Na studiach ciężko..bo fajne...w pracy ciężko...bo ambitnie :) Po wielu latach patrząc wstecz, żałuję tylko jednego, kilka rzeczy zrobiłem później niż powinienem. Ale nie ma co biadolić. W tak małym mieście musisz zderzyć się z konkurencją. Nie jest to miłe, ale da się przeżyć. Konkurując "zdrowo" można ze sobą współpracować, a nawet się zaprzyjaźnić. Temat długi o którym może przy następnej okazji :) Ktoś wspomniał o "szukaniu" pracy po studiach. Jest to trochę podobne do czekania na życiowe zmiany ...jeżeli będzie się czekać to może trwać bardzo długoooo... można jednak coś zmienić samemu. "Jeżeli Twoim marzeniem jest być fryzjerką - idź i bądź w tym najlepsza. Zawsze chciałeś być operatorem wózka widłowego? Bądź. I rób to z sercem" Pod tym podpisuję się oburącz!!!
    Trzymam kciuki i życzę powodzenia!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Kochana! Jestem Ci bardzo wdzięczna za wiedzę, którą przekazujesz nam na tym blogu i bijący od Ciebie optymizm. Trzymam kciuki za pomyślne ułożenie spraw i życzę dużo siły :*

    OdpowiedzUsuń